Londyn 2012. Siatkówka. Polacy nie wykorzystali szansy

Polscy siatkarze sensacyjnie i po słabiutkim meczu przegrali 1:3 z Australią tracąc szansę na pierwsze miejsce w grupie A. To oznacza, że w ćwierćfinale zagrają z Brazylią lub Rosją.

KONKURS! Pokaż swoją radość zwycięstwa i wygraj 7 tys. złotych!

Polaków na pewno wyprzedzą w tabeli Włosi lub Bułgarzy, którzy swój mecz rozegrają o 15.45. Biało-czerwoni zostaną dolosowani do drugiego lub trzeciego zespołu grupy B, czyli Brazylii lub Rosji.

Spotkanie z Australią rozegrano w poniedziałek o 9.30 i trudno wyobrazić sobie bardziej nikczemną porę tygodnia na ważne zawody sportowe. Polskich kibiców to jednak nie zniechęciło - tak, jak na poprzednich meczach biało-czerwonych pod Earls Court słychać było zapytania o bilety, a na trybunach usiadło kilka tysięcy Polaków, którzy wywiesili dziesiątki flag.

Trener Andrea Anastasi wystawił skład, który rozpoczynał turniej meczem z Włochami - po przerwie w spotkaniu z Wielką Brytanią znów zagrał Piotr Nowakowski, po którego zagraniu Polacy prowadzili 2:0.

Ale Australijczycy prowadzeni przez Argentyńczyka Jona Uriarte byli bliscy wygranej w sobotnim meczu z Włochami (prowadzili 2:0, przegrali 2:3) i nie zamierzali szybko poddawać się w meczu z Polską. Wyszli na prowadzenie 12:9 i dopiero sekwencja zbicia Nowakowskiego, trudnego do odbioru serwisu Zbigniewa Bartmana oraz autowy atak Australijczyków doprowadziła do remisu 12:12.

Polacy nie obudzili się jednak na tyle, by objąć prowadzenie - przeciwnie, od stanu 17:17 to Australijczycy zdobyli pięć kolejnych punktów. W polskim zespole wrócił koszmar meczu z Bułgarią, czyli brak wykończenia ataków. Biało-czerwoni mieli też problem z odbiorem mocnej zagrywki rywali, zdarzały się nieporozumienia przy odbiorze.

W drugim secie zapaść się pogłębiła - Polacy przegrywali 4:10, a Anastasi brał czas za czasem, klął po włosku, krzyczał do zawodników "Nie grajcie w ten sposób!" Zmiany - Paweł Zagumny za Łukasza Żygadło oraz Jakub Jarosz za Zbigniewa Bartmana - nie przynosiły skutku.

Polaków nadal bombardowali Thomas Edgar i Nathan Roberts, a gra biało-czerwonych na lepsze zmieniała się tylko w pojedynczych akcjach. Od stanu 10:16 Polacy zbliżyli się na 17:18, ale seta przegrali do 22.

Potem, tak jak w przegranym 1:3 meczu z Bułgarią, Polacy zaczęli grać lepiej. Do rozgrywania wrócił Łukasz Żygadło, była lepsza obrona, kilka punktów zdobył rezerwowy Grzegorz Kosok. Polacy prowadzili już nawet 16:11, ale chwila wystarczyła, by przewaga stopniała do punktu. Seta jednak wygrali, do 18, m.in. dzięki skutecznym blokom w końcówce.

Czwartego seta Polacy zaczęli od dwóch asów Jarosza, ale Australijczykom nie uciekli - w połowie seta był remis 13:13, a po chwili rywale wygrywali 17:16. W końcówce biało-czerwoni znów ataki kończyli w kratkę. Nie mieli atutów, by wygrać seta i walczyć o wygraną.

I skończyło się tak, jak z Bułgarią. Niespodziewanie, rozczarowująco, smutno.

Czy nadal wierzysz w medal siatkarzy:
Więcej o: