IO 2012. Lekkoatleta zaspał na autokar. "Dobry znak"

- Na szczęście czekał na nas przed hotelem jeszcze bus - opowiada specjalnie dla "Gazety Wyborczej Olsztyn" Kacper Kozłowski.

Przed wylotem do Londynu poprosiliśmy olsztyńskiego biegacza Kacpra Kozłowskiego (pobiegnie w sztafecie 4x400 m) o krótkie relacje ze stolicy Anglii. I jeszcze przed wylotem na igrzyska nie obyło się bez przygód. - Wspólnie z kolegą zaspaliśmy na autokar na lotnisko - opowiada Kacper Kozłowski. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. - Po zejściu do recepcji okazało się, że czeka na nas jeszcze bus - mówi z Londynu lekkoatleta.

I dodaje: - Moja żona Dominika zwróciła jednak uwagę, że Paweł Wojciechowski w Daegu też zaspał na finał [tyczkarz zdobył tam potem mistrzostwo świata - red.]. Do startu mamy jeszcze trochę czasu, ale może był to pierwszy dobry znak, oby.

Kacper zaznaczył, że sam lot przebiegł spokojnie i w miarę szybko. - Na lotnisku przywitali nas wolontariusze i od razu załatwiliśmy sprawy związane z akredytacjami, a po odebraniu bagażu i wyjściu z terminalu spotkałem się z bratem Krzyśkiem, który mieszka i pracuje pod Londynem - mówi zawodnik.

- Najgorszą częścią tego dnia była podróż z lotniska do wioski. Długa, męcząca, nie widać było końca, a zmęczenie i głód bezlitośnie narastały. Na koniec na miejscu było jeszcze małe zamieszanie z zakwaterowaniem i już po wszystkim na oczekiwany posiłek.

Kozłowski śmieje się, że na jedzenie w Londynie na pewno jednak nie będzie narzekał. - Stołówka, jak na każdej takiej wielkiej imprezie, jest imponująca - mówi. - Jest naprawdę duży wybór jedzenia. Sama wioska też robi wrażenie, mimo że jeszcze nie miałem okazji jej dokładnie zwiedzić. Nasi czterystumetrowcy od soboty trenują przed czwartkowym występem na igrzyskach.

Więcej o: