Londyn 2012. Siatkówka. Polska maszyna do wygrywania

Świetny początek igrzysk siatkarzy! Polacy rozpędzali się z seta na set, w czwartym Włochów rozbili i wygrywając 3:1 z zespołem, który im nie leży, wjechali na autostradę do ćwierćfinału

Pięść Marcina Możdżonka raz za razem wędrowała w górę, Bartosz Kurek zaciśnięte dłonie opuszczał do poziomu kolan. Polacy zdobywali punkt za punktem, a Włosi byli bezradni. Nawet po czasie wziętym przez trenera Mauro Berutto. Czwarty set zaczął się od wyniku 8:3 dla Polski, a skończył 25:14. Około 10 tysięcy Polaków w Earls Court wiwatowało z radości. Słusznie, biało-czerwoni zagrali cudownie. Asem zakończył mecz as największy, czyli Kurek.

To był najbardziej elektryzujący mecz pierwszego dnia turnieju olimpijskiego - po czterech jednostronnych 3:0 dla Bułgarii, Rosji, Argentyny i USA zmierzyły się drużyny, które cztery lata temu stoczyły pasjonujący pojedynek w ćwierćfinale igrzysk w Pekinie, prowadzone przez włoskich trenerów, którzy ze sobą rywalizują, zdeterminowane, by powalczyć o medale. Takie, którym bliżej do wrogów niż tolerujących się znajomych.

- Nigdy się nie lubiliśmy i nigdy nie będziemy się lubić. Nie wiem, czy to dobrze, że trafiliśmy na nich już w pierwszym meczu, wiem natomiast, że na pewno będą leciały iskry - mówił Zbigniew Bartman. Spięcia między zawodnikami były, ale na pierwszym planie była siatkówka na światowym poziomie.

Pierwszy punkt zdobył Cristian Savani, ale potem Marcin Możdżonek rozpoczął serię, która skończyła się dopiero przy stanie 5:1. Tłum Polaków na trybunach robił tumult, którego nie słyszała nie tylko hala Earls Court, ale i cała brytyjska siatkówka.

Ale Włosi, najstarszy i jeden z najbardziej doświadczonych zespołów igrzysk, nie dali się stłamsić. Przynajmniej nie tak szybko. Ich siłą zwykle bywa zagrywka i to właśnie serwy dały im prowadzenie 8:7.

Przy wyniku 11:11 siedząca obok Mariana Bastos z brazylijskiej gazety "Folha de Sao Paulo" stwierdziła nagle sama z siebie: - Wiesz, myślę, że Polacy zdobędą tu złoto. Widziałam ich podczas Ligi Światowej w Brazylii. Wtedy z nami przegrali, ale i tak są świetni.

W pierwszym secie świetna była jednak zagrywka Włochów. Potężne serwy odrzucały Polaków od siatki, utrudniały rozegranie Łukaszowi Żygadle i ataki Bartmana lub Kurka, którzy często musieli się przebijać przez potrójny blok.

- Można powiedzieć, że Włosi nam nie leżą, bo to zespół bazujący na swojej sile - mówił dzień przed meczem Krzysztof Ignaczak. - U nich sześciu zawodników wykonuje zagrywkę z wyskoku, a czterech robi to bardzo mocno. Jeśli im "siądzie", to trzeba będzie taki moment przeczekać, a potem się przełamać.

Pierwszego seta Polacy przegrali 21:25, a drugi zaczął się od asa Iwana Zajcewa. Chwilę później na zagrywkę wszedł Savani i zaserwował tak, że Kurek bezradnie odprowadził piłkę wzrokiem, gdy ta prześlizgnęła się po jego rękach.

Ale Polacy, którym gen wygrywania trener Andrea Anastasi wszczepił chyba chirurgicznie, byli już innym zespołem. Poprawili grę w obronie, serw nie do odbioru wysłał na włoską stronę Bartman, przy stanie 12:7 dla biało-czerwonych Berutto poprosił o czas, lecz nie wybił Polaków z rytmu. Biało-czerwona maszyna do wygrywania była już zbyt rozpędzona.

Kurek zaczął zagrywać jak jego włoscy przeciwnicy, po jednym z nieudanych odbiorów piłka wróciła na polską stronę, skąd Żygadło zbił ją na 15:8.

Ale jednak zrobiło się nerwowo. I Włosi, i Polacy zaczęli kwestionować decyzje sędziów. Dekoncentracja, wyzerowanie emocji wyszły na lepsze rywalom - Włosi wygrali kilka piłek, było już tylko 21:18... W ważnym momencie skutecznie atakowali jednak Piotr Nowakowski i Michał Winiarski.

Jeśli Włosi wyszumieli się w pierwszym secie, a Polacy przeważali w drugim, to w trzecim oba zespoły obijały się cios za cios. Anastasi na udane akcje zwykle reagował kamienną twarzą i wymianą uwag z asystentem Andreą Gardinim, ale i jemu zdarzało się wyskoczyć w górę z wyciągniętymi rękoma.

Włosi też je wyciągali próbując zablokować Winiarskiego. Bezskutecznie. A Savani, ten który tak dominował na zagrywce na początku meczu, zaserwował w siatkę. 2:1 dla Polaków. Czwarty set? To już była dominacja jedynego zespołu na świecie, który z czterech ostatnich najważniejszych imprez przywoził medale.

- Najważniejszy jest ćwierćfinał, kluczowy będzie przyszły tydzień - powtarzają od kilku dni Anastasi i jego siatkarze. Polaków czekają teraz teoretycznie łatwiejsze mecze - z Bułgarią (we wtorek), Argentyną (czwartek), Wielką Brytanią (sobota) i Australią (poniedziałek). Zachować czujność. Utrzymać koncentrację. Walczyć o każdą piłkę.

Najważniejsze dopiero przed nami. Ale jest dobrze.

Więcej o: