Amaury Leveaux przypłynął na pierwszej zmianie dopiero trzeci. Fabien Gilot skończył następną tuż za Michaelem Phelpsem, Clement Lefert był na swojej zmianie już tylko o włos za Cullenem Jonesem, wreszcie Ryan Lochte nie obronił pozycji przed wściekle atakującym Yannickiem Agnelem.
Za nimi toczyła się walka o brąz. Australijczycy wystawili na pierwszej zmianie najszybszego w tym roku Jamesa Magnussena, na ostatniej drugiego na liście światowej Jamesa Richardsa, ale nie obronili brązowego medalu przed Rosjanami - Andriejem Grieczynem, Nikitą Lobincew, Władimirem Morozowem i Daniłą Izotowem.
Faworytami byli Australijczycy, choć do wczoraj Amerykanie tylko dwukrotnie w historii nie zdobyli złotego medalu olimpijskiego w tej konkurencji, przy czym przy pierwszej z tych okazji pobili ich dotkliwie właśnie Ozzies. Ale uwaga! Po wczorajszym finale Amerykanie zdobyli tylko jeden złoty medal - w Pekinie - w czterech ostatnich igrzyskach.
W światowym rankingu jest trzech Australijczyków w pierwszej 10., w tym na pierwszych dwóch miejscach Magnussen i Roberts, Amerykanin jeden - Nathan.
Ale tu była pułapka - w tym rankingu 10 najlepszych sprinterów świata jest także trzech Rosjan i dwóch Francuzów. Wszyscy oni płynęli w sztafetach.
I chyba najważniejsze - trener Amerykanów Gregg Troy zdecydował się w ostatnim momencie na włączenie do sztafety Phelpsa i Lochte, licząc na ich ducha walki w drużynie. Można chyba powiedzieć, że to był błąd, o ile ktoś pamięta ostatnia zmianę sztafety w Pekinie.
Kiedy na ostatniej zmianie wskoczył do wody Jason Lezak, miał długość ciała straty do Alaina Bernarda, rekordzisty świata przed startem sztafety, Jeszcze 25 metrów przed meta miał pół długości straty. Ale popłynął 46,06 s, było to i wciąż jest najszybsze 100 m w historii. Lezak ocalił szanse Phelpsa na zdobycie ośmiu złotych medali olimpijskich. Gary Hall Jr nazywa Lezaka - prawie dwumetrowca ważącego niemal 100 kilo - "zawodowym sztafecierzem". Dlaczego trener Gregg Troy zdecydował się zastąpić go Ryanem Lochte?
Amerykanie wytoczyli największe działa - czyli nie najszybsze, bo zwycięstwo w sztafecie 4x100 stylem dowolnym jest w igrzyskach najważniejsze, zaś ich rywalizacja z Australijczykami tak prestiżowa, że trudno w innych sportach znaleźć analogie. Ścigają się dwa najlepsze drużyny na świecie, wypakowane wręcz gwiazdami, które - gdyby taka była możliwość - mogłyby wypełnić sobą finał indywidualny. Z 29 rekordów świata sztafety 4x100 m po wojnie 24 pobili Amerykanie.
Ten pierwszy raz, kiedy Amerykanie otrzymali lanie na igrzyskach, miał miejsce w Sydney, gdy Gary Hall Jr, pływacka Wielka Gęba z Florydy w jednym z wywiadów powiedział, że roztrzaska Australijczyków jak gitary. Kiedy wygrali Australijczycy - nigdy wcześniej, ani nigdzie później nie słyszałem takiego dopingu, jakbym siedział w hamowni silników promów kosmicznych - Michael Klim, fantastyczny pływak polskiego pochodzenia wskoczył na słupek i zagrał na gitarze, gdy Gary Hall Jr jeszcze był w wodzie.
Zawsze jest ostro, zawsze jest gniewnie. Teraz Phelpsa pytali o tą gitarę, ale powiedział, że nie gra. No, i dobrze, że nie dał się sprowokować.
Mimo wszystko Phelps zdobył medal i już tylko jednego krążka brakuje mu do rekordu radzieckiej gimnastyczki z lat 50. i 60. Łarysy Łatyninej, która zgromadziła 18 medali.
Amerykanka Dana Vollmer pobiła rekord świata w finale 100 m st. motylkowym (55,98), wyprzedziła Chinkę Lu Ying. Cameron van der Burg z RPA pobił rekord świata w finale 100 m stylem klasycznym (58,46 s), wyprzedził Christiana Sprengera z Australii.