Polska kontra Włochy i pięć znaków zapytania

Polscy siatkarze nie lubią grać z Włochami i nie lubią włoskich siatkarzy. Czy polubią rolę faworyta? Jak może wyglądać mecz z Włochami? - zastanawia się korespondent Sport.pl z Londynu Łukasz Cegliński. Spotkanie faworytów grupy A rozpocznie się o 21. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl

Kto jest w lepszej formie?

To zagadka, bo obie drużyny przygotowywały się do igrzysk inaczej. Polacy grali na 100 proc. w Lidze Światowej, którą wygrali po raz pierwszy w historii. Włosi te rozgrywki odpuścili, nie wystawiali w nich najsilniejszej ekipy, przegrywali z Francją, męczyli się z Koreą Płd.

Rozpędzeni Polacy w ostatnich sparingach zwyciężali Iran (3:0), Niemcy (3:1) i Argentynę (3:0), w tym roku przegrali tylko dwa z 20 spotkań, ostatnio rzadko oddają sety. Włosi w ostatnim treningowym dwumeczu zwyciężyli u siebie Serbię 7:0.

Większe wrażenie robią oczywiście osiągnięcia Polaków, ale Włosi to doświadczony zespół o najwyższej średniej wieku w turnieju, więc trudno liczyć na to, że do igrzysk przygotował się źle. Michał Łasko, włoski atakujący polskiego pochodzenia, przyznaje jednak: - Dla nas lepiej byłoby zagrać później, bo brakuje nam ogrania.

Czy Polacy mają kompleks Włochów?

Na tak zadane pytanie każdy polski siatkarz odpowie, że nie, w żadnym wypadku. I słusznie, drużyna Andrei Anastasiego dojrzewa w klimacie wygrywania, a po czterokrotnym pokonaniu w tym sezonie Brazylii nie musi bać się nikogo.

Z drugiej strony ostatnie ważne mecze z Włochami Polakom nie wychodzą - cztery lata temu w ćwierćfinale w Pekinie biało-czerwoni toczyli z nimi wielki bój, przegrali 2:3 po zaciętym tie-breaku. Za kadencji Anastasiego mają z nimi bilans 1-3. Co decydowało o porażkach? - Głównie chyba słabe przyjęcie zagrywki. Włosi odskakiwali nam na kilka punktów i potem było nam ciężko - mówił w sobotę Marcin Możdżonek.

- Można powiedzieć, że Włosi nam nie leżą, bo to zespół bazujący na swojej sile - podkreśla Krzysztof Ignaczak. - U nich sześciu zawodników wykonuje zagrywkę z wyskoku, a czterech robi to bardzo mocno. Jeśli im "siądzie", to trzeba będzie taki moment przeczekać, a potem się przełamać.

Czy polecą iskry i czy to może mieć znaczenie?

Ostatni mecz Polaków z Włochami zakończył się zwycięstwem biało-czerwonych - w grudniu 2011 roku, podczas Pucharu Świata w Japonii, zespół Anastasiego wygrał 3:2. A po meczu pod siatką doszło do spięcia między Michałem Kubiakiem i Draganem Travicą oraz Bartoszem Kurkiem i Alessandro Feiem. Każdy z nich powiedział przeciwnikom kilka ostrych słów, wykonał kilka prowokacyjnych gestów.

- Nigdy się nie lubiliśmy i nigdy nie będziemy się lubić. Nie wiem, czy to dobrze, że trafiliśmy na nich już w pierwszym meczu, wiem natomiast, że na pewno będą leciały iskry - mówi Zbigniew Bartman. - Nie ma znaczenia to, że się nie lubimy. To po prostu twarda gra dla charakternych ludzi - tonuje nieco nastroje Ignaczak.

W meczu wyrównanych drużyn ze światowej czołówki będą liczyć się niuanse, a ewentualne iskry mogą - wpływając na koncentrację, zaburzając rytm gry - poparzyć lub wzniecić zwycięski ogień.

Czy Polakom odpowiada rola faworyta?

Motywacja, koncentracja i mobilizacja są szalenie istotne, trudno się spodziewać, żeby którykolwiek z graczy podszedł do niedzielnego meczu rozluźniony. Inaczej gra się jednak, gdy oczekiwania i presja są duże, inaczej, gdy zespół nie ma przed sobą wysokich celów.

- Nie jesteśmy faworytem igrzysk, ich jest ośmiu, a nawet 12 - mówią kurtuazyjnie polscy siatkarze, ale patrząc na siebie, zwyciężając w kolejnych spotkaniach, muszą czuć swoją siłę. Czy w inauguracyjnym meczu igrzysk będą potrafili ją pokazać?

Na dodatek trener Anastasi, nawet jeśli umiejętnie kryje napięcie pod szerokim uśmiechem, na pewno czuje dodatkowe emocje w związku ze spotkaniem, w którym spotka się ze swoim byłym zespołem. Też będzie miał coś do udowodnienia.

Jakie znaczenie ma ten mecz?

Wiadomo - zwycięzca zdobędzie więcej punktów i, patrząc na układ sił w grupie A, znajdzie się na autostradzie do pierwszego miejsca. Ono nie zapewni awansu do ćwierćfinału, ale jednak zwiększy szansę na to, że w walce o czwórkę bardziej prawdopodobnym rywalem będą Niemcy lub Serbowie, a nie Brazylią, Rosja czy USA. Różnica jest istotna.

Anastasi powtarza, że najważniejszy będzie drugi tydzień turnieju, że dzień kluczowy, to ten z ćwierćfinałem. Ale dla jego zawodników wychowywanych przez Włocha w kulcie wygrywania, wynik tak poważnego sprawdzianu może mieć wielorakie znaczenie.

Jeśli Polacy przegrają, to mogą - choć nie muszą - poczuć się niepewnie. Pomyśleć, że owszem, w Lidze Światowej byli najlepsi, ale do poziomu ukrywających się przez całe lato Włochów, z którymi częściej przegrywają, czegoś im brakuje. Wygrana może za to potwierdzić słuszność przygotowań, potwierdzić, że drogą, która idą, jest dobra. Z drugiej strony warto pamiętać, że zbyt wysoki poziom pewności siebie też bywa zgubny.

Więcej o: