Wilkowicz z Pjongczangu. Odwołanie 45 rosyjskich sportowców odrzucone przez Trybunał Arbitrażowy

Decyzja zapadła dopiero w dniu ceremonii otwarcia i uwolniła MKOl od potężnego bólu głowy: Trybunał Arbitrażowy uznał, że komitet miał prawo nie życzyć sobie niektórych rosyjskich sportowców na igrzyskach i odrzucił apelację 45 z nich.
Olympics Doping Sample Bottles Olympics Doping Sample Bottles Fot. Matt Dunham / AP Photo

Odwołania złożyło 47 osób, nie tylko 45 zawodników, ale też 2 trenerów, którzy podczas igrzysk w Soczi byli jeszcze zawodnikami. Była jeszcze skarga kolejnych 13 osób, sześciu zawodników i siedmiu trenerów, złożona w ostatniej chwili, ale w ogóle nie została przez Trybunał przyjęta. Wszystkie te apelacje dotyczyły niedoszłych olimpijczyków, pominiętych przy wysyłaniu przez MKOl zaproszeń na igrzyska. Były w tym gronie również gwiazdy: jak biegacze narciarscy Aleksander Legkow i Siergiej Ustiugow, Wiktor Ahn z shorttracku, łyżwiarka figurowa Ksenia Stolbowa, biathlonista Anton Szipulin, skeletonistka Jelena Nikitina i skeletonista Aleksander Trietiakow.

Trybunał wcześniej części tych osób anulował dyskwalifikacje. Ale nie orzekł, że są niewinni

MKOl nie chciał ich widzieć na igrzyskach, ponieważ kojarzyli się z rosyjskim dopingowym spiskiem podczas Soczi 2014. Byli wśród nich tacy jak Ustiugow, który nigdy nie miał postawionych dopingowych zarzutów, ale było też 15 osób (13 sportowców i dwóch trenerów), których Komisja dyscyplinarna MKOl zdyskwalifikowała już nawet dożywotnio z igrzysk. Ale te wyroki Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu uchylił, uznając, że nie ma wystarczająco mocnych dowodów winy. Wyraźnie jednak zaznaczając, że to nie oznacza deklaracji: oni są niewinni (w tej samej serii apelacji potwierdził dopingową winę 11 innych rosyjskich olimpijczyków z Soczi).

Nie wolno ich zdyskwalifikować, ale wolno ich nie zaprosić

Wówczas Trybunał był mocno krytykowany przez MKOl. Teraz, w dniu otwarcia igrzysk, wydał wyrok, który MKOl przyjmie z uznaniem. Można go interpretować tak: kara wykluczenia z igrzysk dożywotnio jest zbyt surowa w świetle dowodów które nam przedstawiono, ale igrzyska w Pjongczangu to przypadek szczególny i tu MKOl ma prawo zaprosić tylko tych z Rosji, do których nie ma żadnych uwag. Nawet jeśli nie byli wśród formalnie oskarżonych o doping w Soczi, jak Ahn, Szipulin czy Ustiugow.

Pjongczang, czyściec olimpijskiej Rosji

Dlaczego Pjongczang to przypadek szczególny? Te igrzyska to czyściec rosyjskiego olimpizmu za grzechy w Soczi. Udowodnienie winy poszczególnym sportowcom jest bardzo trudne, ale na sam dopingowy spisek Rosji w igrzyskach 2014 dowodów jest aż nadto. Stąd kara zawieszenia dla rosyjskiego komitetu olimpijskiego i zakaz wystawienia reprezentacji Rosji: w Pjongczang będą Olimpijjczycy z Rosji, ale formalnie nie są reprezentacją, są grupą sportowców indywidualnych i drużyn, pod opieką MKOl. Startują w neutralnych barwach, pod olimpijską flagą, będzie im grany hymn olimpijski, a nie rosyjski, a ich medale nie będą zaliczane Rosji w historycznych tabelach. I MKOl orzekając tę karę zastrzegł, że Olimpijczykiem z Rosji może być tylko ten, kto przejdzie weryfikację specjalnej komisji, dysponującej dowodami, których MKOl nie zdążył uwzględnić przy wcześniejszych dyskwalifikacjach.

Nie tylko Rosjanie, polski trener Paweł Abratkiewicz też nie ma wstępu na igrzyska

Żeby wystartować w Pjongczang, nie wystarczyła olimpijska kwalifikacja. Z około 500 zakwalifikowanych osób MKOl wybrał tylko 168. I tylko im wysłał zaproszenia, przyznając sobie przywilej decydowania, kto jedzie, a kto nie. Te sankcje objęły zresztą nie tylko rosyjskich sportowców i trenerów. Paweł Abratkiewicz, polski trener rosyjskich panczenistów, też nie ma wstępu na koreańskie igrzyska. Podobnie jak niemiecki trener biathlonu Wolfgang Pichler, dziś prowadzący Szwecję: bo podczas igrzysk w Soczi trenował Rosję i w jego kadrze były osoby ukarane za doping przez komisję dyscyplinarną MKOl, tzw. komisję Oswalda. A żaden trener ani lekarz zajmujący się w Soczi którąś z osób skazanych przez komisję Oswalda nie może, decyzją MKOl, dostać akredytacji na igrzyska 2018.

Rosyjski komitet olimpijski nie odwoływał się od tych kar. Wielu niezaproszonych, jak Pichler, też się z tym pogodziło (Paweł Abratkiewicz nie, ale Trybunał Arbitrażowy nie przyjął jego skargi). A wspomnianych 45 plus 2 trenerów walczyło do końca. Rozprawy przez Trybunałem Arbitrażowym mieli w Pjongczang, jeszcze w czwartek, dzień przed otwarciem igrzysk. Reprezentowały ich podczas tych rozpraw skeletonistka Jelena Nikitina i saneczkarka Tatiana Iwanowa. A drugą stronę: śledczy Światowej Agencji Antydopingowej Guenther Younger, członek wspomnianej komisji weryfikacyjnej, który tłumaczył Trybunałowi kryteria oceny.

Trybunał: start Rosjan w Pjongczangu to przywilej. Braku przywileju nie można nazwać karą

W wielu rosyjskich mediach ta walka była przedstawiana jako szansa na ostateczne zwycięstwo nad MKOl w sprawie rosyjskiego dopingu. Ale sportowcy tę walkę przegrali. Trybunał Arbitrażowy uznał, że MKOl miał prawo zaprosić kogo chciał. Jak tłumaczy Trybunał w werdykcie, w sytuacji gdy rosyjski komitet olimpijski jest zawieszony, start jakiegokolwiek rosyjskiego sportowca w Pjongczangu jest przywilejem, a nie prawem. Dlatego braku zaproszenia do startu nie można nazywać karą. A komisja weryfikacyjna wykonała swoje zadanie rzetelnie i sprawiedliwie.

Zapowiedzią takiego werdyktu był już zresztą werdykt w innej sprawie: odwołania złożonego przez Rosjan, którzy nie dostali zaproszeń, ponieważ byli w przeszłości karani za doping (m.in. Dimitrij Wasiliew, zdyskwalifikowany kilkanaście lat temu). Na każde inne igrzyska ci sportowcy mogliby pojechać, bo karę już odbyli. Ale Pjongczang, orzekł wtedy Trybunał, to inny przypadek.

Pjongczang 2018. Od Annasza do Kajfasza: Olympic Athletes from Russia. Nadal nie wiadomo, ilu ich wystartuje w igrzyskach

Co oznacza anulowanie dopingowych kar Rosjanom? Trybunał Arbitrażowy zwrócił im medale z Soczi i prawo startu w igrzyskach. Ale nie w Pjongczang