Pjongczang 2018. Od Annasza do Kajfasza: Olympic Athletes from Russia. Nadal nie wiadomo, ilu ich wystartuje w igrzyskach

Do ceremonii otwarcia zostały godziny, a 45 Rosjan nadal miota się między MKOl a Trybunałem Arbitrażowym, walcząc o dopuszczenie do olimpijskiego startu. - Będziemy walczyć do końca - mówi skeletonistka Jelena Nikitina, jedna z 45 rosyjskich sportowców czekających w czwartek w Pjongczangu na wynik rozprawy przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu (TAS). Czwartkowe wysłuchanie ostatniej już grupy składających odwołanie Rosjan trwało trzy godziny, sędziowie "byli mili", jak stwierdziła Nikitina. Ale na półtora dnia przed ceremonią otwarcia igrzysk nadal nie wiedziała: był sens przygotowywać się i jechać do Korei, czy nie?
Skeletonistka Jelena Nikitina zdyskwalifikowana za doping w 2014 r. Skeletonistka Jelena Nikitina zdyskwalifikowana za doping w 2014 r. MICHAEL SOHN/AP

Nieproszeni goście walczą wstęp na igrzyska

Niektórzy zawodnicy z drużyny Olimpijczyków z Rosji już nawet zaczęli starty w Pjongczangu (pary mieszane w curlingu), a cała grupa kandydatów na rosyjskich olimpijczyków, z Nikitiną na czele, dopiero skończyła wysłuchanie przed Trybunałem. Przyjechali do tymczasowego biura TAS w Pjongczangu, przy olimpijskich trasach alpejskich,  by przed Trybunałem pokonać Międzynarodowy Komitet Olimpijski. MKOl nie wysłał im zaproszeń na igrzyska, ponieważ uważa, że byli w mniejszym lub większym stopniu uwikłani w systemowy doping. Oni uważają, że zaproszenia im się należą.

MKOl ma nowe dowody?

13 z nich było już nawet zdyskwalifikowanych przez MKOl dożywotnio za doping w Soczi. W tym Nikitina i druga gwiazda rosyjskiego skeletonu, Aleksander Trietiakow. Ale 1 lutego, osiem dni przed igrzyskami, TAS unieważnił karę tej grupie sportowców, uznając że nie ma dostatecznych dowodów ich winy. Sportowcy uważają, że teraz logicznym krokiem byłoby zaproszenie ich na igrzyska. Ale szefowie igrzysk mają inne zdanie. MKOl sugeruje, że ma nowe dowody na uwikłanie tych osób w doping, dowody które jeszcze nie były znane, gdy wymierzał pierwszą karę, tę uchyloną przez TAS

Siergiej Ustiugow Siergiej Ustiugow ANDREA SOLERO/AP

Z Trybunału do MKOl i z powrotem - w jeden tydzień

A to MKOl jest tu panem: w ramach sankcji za doping z Soczi zawiesił rosyjski komitet olimpijski, pozbawiając go w ten sposób prawa zgłaszania olimpijczyków. Teraz zgłasza ich sam MKOl, według uważania. Specjalna komisja weryfikacyjna sprawdza dla MKOl, czy kandydat na Olimpijczyka z Rosji ma nieposzlakowaną opinię, czy przeszedł dość zagranicznych testów itd. Komisja uznała, że ani nikt ze wspomnianej piętnastki sportowców, ani spośród pozostałych walczących teraz przed TAS (tych pozostałych jest 32, w tym biathlonista Anton Szipulin, Victor Ahn , gwiazda shorttracku, biegacz Siergiej Ustiugow), na takie zaproszenie nie zasługuje. I tak sprawa wróciła do Trybunału. W przypadku wspomnianych 13 osób - wróciła drugi raz w ciągu tygodnia.

Niektórzy nawet w przypadku wygranej w TAS nie wystartują

Dla Nikitiny "walczyć do końca" oznacza: aż będę mogła zdobyć w Pjongczangu medal. Rosjanka, brązowa medalistka olimpijska z Soczi to jedna z ledwie trzech skeletonistek, które w obecnym sezonie wygrywały zawody Pucharu Świata. Ale wśród 44 osób, które razem z Nikitiną walczą o prawo bycia dopuszczonym w ostatniej chwili do igrzysk, są też tacy, którzy z tego prawa nie skorzystają. Niektórzy nawet nie przyjechali do Pjongczangu. Są na wakacjach, albo przygotowują się do rosyjskich zawodów pocieszenia, organizowanych dla sportowców odrzuconych przez MKOl. Igrzyska już nie dla nich, ale chcą mieć poczucie, że nie odpuścili MKOl-owi. Jest też kilka osób, które jeśli zostaną dopuszczone do igrzysk, mogą wystartować tylko kosztem innego rosyjskiego sportowca, który dostał wcześniej zaproszenie od MKOl i właśnie przygotowuje się do startu.

Rosyjski Komitet Olimpijski Rosyjski Komitet Olimpijski Fot. Pavel Golovkin / AP Photo

OAR: ekipa, która nie jest ekipą

Trybunał nie chce się spieszyć i uprzedził, że decyzja może zapaść dopiero rano w dniu ceremonii otwarcia. Na razie w drużynie Olimpijczyków z Rosji (oficjalny skrót OAR), startującej pod neutralną flagą, bez prawa odgrywania rosyjskiego hymnu podczas dekoracji, jest 168 osób. To trzecia pod względem liczebności ekipa tych igrzysk. Tyle że oficjalnie w ogóle nie jest ekipą. To grupa jednostek i drużyn, sproszonych do Pjongczangu przez MKOl, startujących pod flagą z pięcioma kółkami.

Po cichu, indywidualnie, bez prawa do flagi

Wiele z tych osób przyjechało z bagażem oklejonym taśmą, żeby zakryć "Rosję", flagę, godło - nie dla wszystkich wystarczyło sprzętu z produkowanej naprędce partii "neutralnej". Nie było też, jak przypomina reporter Associated Press, tradycyjnych pożegnań ekipy olimpijskiej, organizowanych z wielką pompą, ani oficjalnych olimpijskich lotów Aerofłotu. Nie było też wciągania flagi w wiosce olimpijskiej, bo flaga Rosji może się pojawić dopiero podczas zamknięcia igrzysk. Nie można jej wywieszać nawet w oknach pokoi rosyjskich olimpijczyków w wiosce. Olimpijczykom z Rosji nie wolno też wziąć flagi od kibiców, np. na finiszu biegu. 

Koszulka dla Putina: "Rosję mam w sercu"

Co ciekawe, od werdyktu MKOl odwołują się sportowcy, ale nie rosyjski komitet olimpijski. On przyjął wymierzoną mu karę zawieszenia, pogodził się z tym, że to MKOl decyduje arbitralnie, kto jedzie do Pjongczang, kto nie. Dla sportowców odrzuconych będą w Rosji specjalne zawody, z atrakcyjnymi nagrodami. Komitet nie chce wojny z MKOl, czeka aż na koniec igrzysk w nagrodę za dobre zachowanie, zostanie przywrócony w prawach członka ruchu olimpijskiego. Takie zresztą były sygnały z Kremla: nie zaostrzać kursu.

Prezydent Putin oficjalnie pożegnał tylko odjeżdżających do Korei - po złoto, są zdecydowanym faworytem - hokeistów. A oni zostawili mu w prezencie koszulkę z napisem "Rosję mam w sercu". Na igrzyskach Rosja będzie pod szaro-czerwoną koszulką - czyli w zaakceptowanych przez MKOl kolorach neutralności. 


Sport.pl