Londyn 2012. Na ile nas stać? Polskie nadzieje

W Pekinie Polacy zdobyli 10 medali. Gdyby tyle samo przywieźli z Londynu, byłby sukces. Na więcej polskiego sportu nie stać.
Polscy siatkarze po zwycięstwie w LŚ Polscy siatkarze po zwycięstwie w LŚ Fot. STOYAN NENOV REUTERS

Siatkarze

Jedyny polski zespół, który na każdą światową imprezę jedzie z nadziejami na medal. Obecną kadrę od poprzednich odróżnia to, że ta medale regularnie przywozi. Brąz Ligi Światowej, brąz mistrzostw Europy, srebro Pucharu Świata, wreszcie złoto Ligi Światowej. Licząc z mistrzostwem Europy z 2009 roku, siatkarze wywalczyli pięć medali w trzy lata. Tyle samo, ile udało się zdobyć kolejnym reprezentacjom w latach 1976-2008, po olimpijskim złocie w Montrealu.

Skąd taka siła siatkarzy? Bo trener Andrea Anastasi, Włoch, który osiągał sukcesy nie tylko z reprezentacją swojego kraju, jeden z najlepszych fachowców na świecie, zbudował zespół z głodnych sukcesu zawodników gotowych skoczyć za nim w ogień.

Nie przekonywał niechętnych kadrze gwiazdorów, postawił na tych, którzy w reprezentacji grać chcieli. Graczy dobierał i ustawiał tak, by korzystała drużyna. Dał jej nowego atakującego (Zbigniew Bartman), przywrócił świetnego rozgrywającego (Łukasz Żygadło), natchnął znakomitych przyjmujących (Bartosz Kurek, Michał Winiarski), sprawił, że atutami Polaków stały się zagrywka i blok. Kadra Anastasiego efektownie zakończyła dziesięcioletni kompleks Brazylii, bijąc światową potęgę w tym sezonie aż cztery razy.

Polska - cała, bo wśród fanów siatkarzy wypełniających hale w kraju są i starzy, i młodzi, i kobiety, i mężczyźni - liczy, że drużyna Anastasiego powtórzy wielki sukces złotej drużyny Wagnera. I nawet jeśli zawodnicy i trener studzą emocje, to podstawy pod wielkie nadzieje już zbudowali.

Łukasz Cegliński

Konrad Czerniak

Mieć takiego rywala jak Phelps! Przekleństwo czy szansa? Pokonanie legendy dałoby 23-latkowi z Puław sławę. Wicemistrz świata na 100 m motylkiem będzie miał nie tylko Amerykanina za rywala, ale również Milorada Cavicia, Serba urodzonego i ukształtowanego w USA, pewnego siebie 28-letniego mężczyznę (to ten pływak, który wystąpił na mistrzostwach Europy w 2008 roku z napisem ?Kosowo to Serbia?, nie bojąc się dyskwalifikacji).

W Pekinie Cavić miał najlepszy czas półfinałów, wcześniej pokonał Phelpsa w eliminacjach, ale w finale przegrał z Amerykaninem o pół paznokcia, znaczy o 0,01 s. Wtedy Phelps twierdził, że Serbowi pomógł kosmiczny strój, na co usłyszał od Cavicia: - To ja ci kupię taki kostium. Teraz wszyscy będą mieli podobne tekstylne stroje.


Były szkoleniowiec kadry Paweł Słomiński po ME na krótkim basenie w Szczecinie twierdził, że Konrada stać na bardzo wyrównaną walkę z Phelpsem, dla którego sprint jest najsłabsza konkurencję, i że Polak jest murowanym kandydatem do medalu.

Radosław Leniarski

Agnieszka Radwańska

Agnieszka Radwańska jest najbardziej rozpoznawalnym na świecie polskim sportowcem, chorążym olimpijskiej reprezentacji. Tylko w tym roku zarobiła 3 mln dol. i wygrała trzy turnieje WTA, zajmuje drugie miejsce w światowym rankingu. I ma realne szanse na medal, bo niespełna trzy tygodnie temu na tych samych kortach Wimbledonu, gdzie w sobotę rozpocznie się olimpijski turniej, zagrała w finale Wielkiego Szlema z Sereną Williams.

Przegrała, ale obiecywała, że następnym razem już się tak nie zdenerwuje. Atutem Radwańskiej jest to, że idzie pod prąd - w czasach, gdy tenis stał się siłową i trochę bezmyślną przebijanką, ona pokazuje, że najważniejsza w sporcie jest wciąż głowa. Jeśli uda jej się zdobyć medal, będzie to pierwszy polski naprawdę globalny sukces olimpijski, w dyscyplinie, którą śledzi i podziwia cały świat. Ewenement, który może nam zrekompensować nawet tuzin niepowodzeń w dyscyplinach i konkurencjach niszowych, czyli polskich specjalnościach. Dużo będzie jednak zależało od losowania - Radwańska bywa chimeryczna, nie lubi rywalek grających podobnie do niej lub znacznie przewyższających ją siłą fizyczną.

Agnieszka Radwańska

Tomasz Majewski Tomasz Majewski Fot. PETER ANDREWS REUTERS

Miotacze

Wymienienie wszystkich lepszych w tym sezonie rywali, którzy muszą zostać pokonani przez kulomiota Tomasza Majewskiego, dyskobola Piotra Małachowskiego i młociarkę Anitę Włodarczyk w drodze do medalu, zajęłoby zbyt dużo miejsca. A jeszcze trzy lata temu bylibyśmy stuprocentowo pewni podium całej trójki.

Miotacze jadą do Londynu w całkiem innej roli niż do Pekinu, gdzie zaskoczyli wielkimi sukcesami. Majewski i Małachowski wybierają się jako kandydaci do medalu, ale wcale nie tacy mocni, z pamiętną skazą w postaci całkowitej klapy na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Daegu.

Majewski ma pół tuzina równorzędnych rywali. Małachowski miałby większe szanse niż jego serdeczny druh, gdyby nie kontuzja bicepsa, która spowodowała, że zamiast dyskiem rzucał na treningach butem. Włodarczyk do igrzysk w Pekinie przygotowywała się, rzucając młotem pod poznańskim mostem. Dziś jest gwiazdą polskiej lekkoatletyki, byłą mistrzynią świata, byłą rekordzistką świata. Ale nie dość, że w formie jest rekordzistka świata Niemka Betty Heidler, daleko rzuca mistrzyni świata Rosjanka Tatiana Łysenko, to wróciła do poważnych machnięć mistrzyni olimpijska z Pekinu Białorusinka Oksana Mienkowa.

RL

Czwórka podwójna - Korol, Jeliński, Kolbowicz i Wasielewski Czwórka podwójna - Korol, Jeliński, Kolbowicz i Wasielewski Fot. Kuba Atys / AG

Wodniacy

Wiemy, mówi się, że kajakarze błyszczą przed i zawodzą podczas igrzysk, ale tym razem nie powinni zawieść. Mistrz świata Piotr Siemonowski i trzykrotna wicemistrzyni Marta Walczykiewicz są faworytami sprintu, choć jedynkarz miał problemy z dłonią i nie wiadomo do końca, na ile przeszkodziły mu one w przygotowaniach.


Polscy wioślarze są jedną z najliczniejszych ekip (7. pod tym względem w Londynie, z tyloma zawodnikami, ilu wystawia potęga - Nowa Zelandia) i w większości konkurencji finał jest celem minimum, zaś medal jest w zasięgu dwójki kobiet Michalska, Fularczyk, czwórek męskich, w tym mistrzów olimpijskich z Pekinu Korola, Kolbowicza, Wasielewskiego i Jelińskiego, i ósemki.


Ale na wodzie pływają też żeglarze. W Weymouth, gdzie się ścigają, wieje zwykle dość mocno (wczoraj momentami 20 węzłów, choć były chwile ciszy), cała polska ekipa uważa, że to bardzo dobrze. Kusznierewicz i Życki w klasie star, Miarczyński (na zdjęciu) i Noceti-Klepacka w RSX lepiej czują się w naturalnych dla żeglarstwa warunkach, bo żeglarstwo - jak mówi Miarczyński - jest śmieszne przy flaucie.

RL