Doping Kornelii Marek. Próbka B pozytywna

Polski Komitet Olimpijski poinformował, że badanie próbki B potwierdziło doping Kornelii Marek. We krwi biegaczki narciarskiej wykryto EPO, silny doping stosowany w sportach wytrzymałościowych. Marek grozi minimum dwuletnia dyskwalifikacja.
Test przeprowadzono w czasie igrzysk w Vancouver po biegu sztafetowym 4x5 km, w którym Polki zajęły 6. miejsce. O pozytywnym wyniku próbki A poinformowano w ostatnią środę. 12 marca, na żądanie zawodniczki, w olimpijskim laboratorium w Richmond przeprowadzono badanie próbki B. We wtorek ujawniono jego wynik - pozytywny.

Sztafeta zdyskwalifikowana

Pozytywny wynik próbki B oznacza, że polska sztafeta utraci szóste miejsce, a wynik Marek z biegu na 30 km (Polka była 11.) zostanie anulowany. Dla Marek dopingowa wpadka oznacza w zasadzie koniec kariery. Prezes PKOl Piotr Nurowski zapowiedział, że nawet po odbyciu kary biegaczka nie będzie mogła wrócić do kadry i na pewno nie wystąpi na kolejnych igrzyskach w Soczi w 2014 roku.

Marek grozi minimum dwuletnia dyskwalifikacja. Kara za stosowanie EPO jest wysoka, bo to środek dopingujący z najwyższej półki ryzyka. - Jeśli dostaniemy czarno na białym, że w jej organizmie było EPO, do działania przystąpią komisje dyscyplinarne. Nie wiadomo, czy dostanie dwa czy cztery lata dyskwalifikacji. Została złapana na igrzyskach, dlatego kara może być surowsza - mówił twierdzi Jarosław Krzywański, lekarz komisji medycznej przy PKOl.

- W sprawie zawodniczki decyzję podejmie PZN. Ja tu nic nie mogę zrobić. Ale osoba, która podała zawodniczce EPO, zostanie przeze mnie jako prezesa PKOl dożywotnia wykluczona ze sportu - powiedział Nurowski w TVN 24.

Kto podał EPO?

Polska narciarka jest jedyną olimpijką z Vancouver, którą przyłapano na dopingu. W organizmie biegaczki, która w biegu na 30 km zajęła 11. miejsce, wykryto EPO, substancję podnoszącą parametry krwi. Zdaniem dr. Roberta Pietruszyńskiego, kardiologa, specjalisty medycyny sportowej, lekarza szkolenia olimpijskiego i członka komisji ds. zwalczania dopingu przy PKOl, przy EPO nie ma mowy o pomyłce w badaniu.

Marek nie ma sobie nic do zarzucenia

Tuż po powrocie do Polski Marek była pewna siebie. - Nie mam sobie nic do zarzucenia, wiem że wszystko się wyjaśni po zbadaniu próbki B. Mam nadzieję, że wynik będzie negatywny - powiedziała na lotnisku. Trener biegaczki Wiesław Cempa, mówi, że gdy doszła do niej informacja o dopingu, była w szoku. - Rozmawiałem z Kornelią. Jest rozbita psychicznie. Absolutnie wykluczyła, by wzięła coś na własną rękę. Po jej zachowaniu widzę, że na 99 procent nie kłamie. Nie umiem się do tego odnieść, odnaleźć się w tej sytuacji - powiedział Cempa, tuż po informacji o wynikach próbki A.

PZN zdecyduje w Planicy

Decyzję o tym, jak zostanie ukarana Marek podejmie prezydium Polskiego Związku Narciarskiego, które przebywa obecnie na mistrzostwach świata w lotach w słoweńskiej Planicy. - Problemem zajmie się także zarząd PZN, który na nadzwyczajnym posiedzeniu zbierze się 24 marca w Wiśle. Niezależnie od tego przekażemy sprawę Komisji Dyscyplinarnej i Etyki - mówi Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny PZN.

Kornelia Marek to druga po Justynie Kowalczyk narciarka na igrzyskach. W morderczym biegu na 30 km zajęła wysokie 11. miejsce przez ponad 20 km wytrzymując tempo gwiazd tego sportu, późniejszych medalistek, czyli Kowalczyk, Marit Bjoergen i Aino-Kaisa Saarinen. Wcześniej EPO, czyli erytropoetyna, hormon, który prowadzi do zwiększenia produkcji krwinek czerwonych przez szpik kostny, stosowany jest w sportach wytrzymałościowych. Od lat jest zmorą kolarstwa, o jego stosowanie podejrzewa się nawet legendę tego sportu Lance'a Armstronga.



To wymaga ostrego potępienia - mówi Adam Krzesiński »


Więcej o: