Vancouver 2010 PKOl: Kornelia Marek na dopingu

We krwi Kornelii Marek, biegaczki narciarskiej, która w olimpijskim biegu w Vancouver na 30 km zajęła 11. miejsce, wykryto EPO, silny doping stosowany w sportach wytrzymałościowych.
- W poniedziałek dostaliśmy tę informację z Polskiego Komitetu Olimpijskiego - mówi Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. - Zawodniczka została wycofana z najbliższych zawodów Pucharu Świata w norweskim Drammen , w piątek poznamy badanie próbki B.

Pozytywny wynik powtórnego badania oznacza bezwzględną dyskwalifikację, nawet na kilka lat. - Przy EPO, a taki doping wykryto w próbce A, nie ma mowy o pomyłce - mówi nasz informator, specjalista od dopingu wśród sportowców. - To grupa środków dopingujących z najwyższej półki, kara będzie surowa.

Szef Polskiej Komisji Antydopingowej, Jerzy Smorawiński, potwierdza nasze informacje. - Przyłapano na dopingu polskiego sportowca na igrzyskach w Vancouver. Nie jest to medalista. Więcej nie powiem, obowiązuje nas tajemnica - powiedział Sport.pl

- Rozmawiałem z Kornelią. Jest rozbita psychicznie. Absolutnie wykluczyła, by wzięła coś na własną rękę. Po jej zachowaniu widzę, że na 99 procent nie kłamie. Nie umiem się do tego odnieść, odnaleźć się w tej sytuacji. Czekamy na próbkę B. To ostatnia deska ratunku, ale jej wyniki rzadko są inne niż próbki A - powiedział trener narciarki Wiesław Cempa.

- Marek w czwartek jedzie do Polskiego Związku Narciarskiego, by wyjaśnić sprawę. Powie wszystko co robiła w czasie zgrupowań. Oczywiście dostawała odżywki, ale dozwolone. Mnie trudno było kontrolować co przyjmowała, od tego jest lekarz.

Wiem, że chodzi o EPO, tego nie można kupić na bazarze, czy pierwszym lepszym sklepie. Próbowałem dowiedzieć się skąd mogło się coś takiego znaleźć, lekarz Stanisław Szymanik twierdzi, że ktoś musiał jej to podać - mówi Cempa.

Kornelia Marek to druga po Justynie Kowalczyk narciarka na igrzyskach. W morderczym biegu na 30 km zajęła wysokie 11. miejsce przez ponad 20 km wytrzymując tempo gwiazd tego sportu, późniejszych medalistek, czyli Kowalczyk, Marit Bjoergen i Aino-Kaisa Saarinen. Wcześniej EPO, czyli erytropoetyna, hormon, który prowadzi do zwiększenia produkcji krwinek czerwonych przez szpik kostny, stosowany jest w sportach wytrzymałościowych. Od lat jest zmorą kolarstwa, o jego stosowanie podejrzewa się nawet legendę tego sportu Lance'a Armstronga. - Wyczynowiec będący w reżimie treningowym "wypala" krew - opowiada nasz informator. - Problemem dla niektórych sportowców jest utrzymanie wysokich wartości morfologicznych w całym sezonie. Wartość hematokrytu ustanowiona w sportach wytrzymałościowych wynosi 47 proc. dla kobiet i 50 proc. dla mężczyzn. Przyjęcie EPO drogą iniekcyjną, czyli przez zastrzyk, poprawia zdecydowanie te wartości. Jeszcze bardziej niebezpieczne jest NEST, czyli druga generacja tego dopingu. 20-krotnie silniejsza do EPO. Stosowanie tych specyfików zagęszcza krew na tyle, że łatwo zator lub udar tętniczy, a w konsekwencji zgon.

Alfabet olimpijski. » Od abstynentów do złota