Vancouver 2010. Ghana powalczy w slalomie z Kajmanami i Pakistanem

Faworytami sobotniego slalomu są Austriacy. Tę nudną oczywistość można jednak urozmaicić sobie prawdziwą zagadką - na którym miejscu przyjedzie na metę ?Śnieżny Leopard" i kto będzie ostatni? Początek pierwszego przejazdu o 19. Relacja Z Czuba i na żywo startuje już o 17
Jeśli ktoś myśli, że na wycieczkę przyjechali na igrzyska Ligoccy albo polscy łyżwiarze, to co ma powiedzieć Dow Travers z Kajmanów albo Kwame Nkrumah-Acheampong z Ghany nazywany "Śnieżnym Leopardem". Albo Hubertus Von Hohenlohe-Langenburg, 51-letni reprezentant Meksyku.

Głównymi faworytami do złota są Austriacy: Reinfred Herbst, Marcel Hirscher, Benjamin Raich oraz Chorwat Ivica Kostelić, Francuz Julien Lizeroux, Szwedzi, może któryś ze Szwajcarów albo Niemiec Felix Neureuther. No i Bode Miller, o ile nie był wczoraj na piwie. Albo odwrotnie.

Na ich przejazdach emocje na stoku wcale się jednak nie skończą. Pod koniec stawki 105 zawodników z 57 państw w dół ruszy jeszcze kilka ciekawych postaci. I będzie można na nich patrzeć nieco dłużej niż na Austriaków.

Kwame Nkrumah-Acheampong, pierwszy reprezentant Ghany na igrzyskach, ma 35 lat. Śnieg zobaczył pierwszy raz sześć lat temu. Właściwie nie do końca był to śnieg. Nkrumah-Acheampong studiował wtedy w Anglii i zatrudnił się dorywczo jako recepcjonista na sztucznym stoku w Milton Keynes niedaleko toru Formuły 1 w Silverstone. W hali, w środku angielskich łąk, gdzie biały puch pada raz na 50 lat, a najwyższym szczytem jest dzwonnica kościoła. - Któregoś dnia spróbowałem zjechać, spodobało mi się, a potem się uzależniłem od tego zjeżdżania - mówi "Śnieżny Leopard", który na stoku występuje odziany w kombinezon w lamparcie cętki i stąd pseudonim. - Ludzie są zawsze zdziwieni, jak widzą mnie na nartach, ale jak się pytam dlaczego, to odpowiadają, że po prostu to dziwnie wygląda. Nie wiem, o co im chodzi - opowiada. - Najgorsze jest zimno. Nie znoszę zimy. Muszę zakładać podwójną parę grubych skarpet, żeby wytrzymać. Cel na igrzyskach? - Zjechać dobrze i pokonać paru zawodników z krajów, gdzie jest śnieg.

Hubertus Von Hohenlohe-Langenburg to jedyny reprezentant Meksyku. I najstarszy alpejczyk - ma 51 lat. Mieszka w Liechtensteinie i na nartach jeździ rekreacyjnie. Z Meksyku pochodzi jego ojciec, który przed laty przyjechał do Niemiec do fabryki Mercedesa. Poza nartami pasją Von Hohenlohe jest fotografia. Jedna z jego wystaw była zatytułowana "Torby na zakupy i religia", a jedno ze zdjęć "Międzymiastowa z Jezusem". - Moje zdjęcia nazwiązują do poszukiwania własnej tożsamości w świecie złożonym z obrazów - mówi Von Hohenlohe, który twierdzi, że Andy Warhol to jego przyjaciel.

Von Hohenlohe niósł flagę Meksyku na ceremonii otwarcia, trzy dni temu był w gigancie 78. ze stratą 33 sekund do Carlo Janki, złotego medalisty z sąsiadującej z Liechtensteinem Szwajcarii. W slalomie chciałby się poprawić.

Muhammad Abbas, pierwszy reprezentant Pakistanu na zimowej olimpiadzie, w gigancie był tuż za Von Hohenlohe. - Przez ostatnie dwa lata trenowaliśmy w sumie osiem tygodni - mówi Zahid Farooq, trener Pakistańczyka. - Dwa tygodnie w Austrii w 2008 i rok później sześć - dodaje. Abbas w światowym rankingu giganta zajmuje 3764. miejsce, ale FIS dopuszcza takich jak on do igrzysk. Wystarczy, że egzotyczny kraj wystawi zawodnik na MŚ i weźmie oprócz tego udział w jakichś oficjalnych zawodach. FIS zabiega tak o promocję. Reprezentanci przyciągają zainteresowanie mediów, z czasem pojawiają się jakieś pieniądze i sponsorzy. Dla egzotycznych zawodników organizuje się nawet specjalne obozy. Abbas spędził w młodości dwa tygodnie w Japonii, gdzie trenerzy uczyli go slalomowej techniki. U siebie w Pakistanie ma jeden 500-metrowy stok. W 2014 r. w Soczi Pakistan chce wysłać na igrzyska kobietę. - Jeśli Allah pozwoli - mówi trener Farooq.

Jamyang Mangial z Indii w gigancie był 81., czyli ostatni. Do Carlo Janki stracił 57,09 sekundy. Tuż przed nim, to znaczy "tuż" to może nieco za mocne słowo, bo chodzi o 10 sekund, finiszował Marino Cardelli z San Marino.

Wystartuje też Dow Travers z Kajmanów, który mówi, że kiedy ludzie słyszą, skąd jest, muszą zaczerpnąć powietrza, zanim coś powiedzą, a zazwyczaj i tak mówią, że nie wierzą.

Najmłodszym uczestnikiem będzie Manfred Oettl Reyes z Peru, gdzie są wprawdzie góry, ale nie ma alpejczyków. Reyes urodził się w Monachium i ma niemieckiego ojca, postarał się o peruwiański paszport, bo z niemieckim na igrzyska nigdy nie miałby szans. W gigancie stracił kijek. - Strasznie nieprofesjonalne - kręcił głową, ale był szczęśliwy, że wygrał z Bode Millerem. Amerykanin nie dojechał przecież w ogóle do mety. Reyes startuje w kompletnie psychodelicznym stroju, którego przewodnim motywem są wizerunki lam.

Wystartują też reprezentanci Maroka, Senegalu, a także po raz pierwszy Kolumbii. Emocje zapowiadają się wielkie. Nie jest tylko do końca pewne, czy pokaże to jakaś telewizja.

Polskie łyżwiarki w półfinale igrzysk »