Vancouver 2010. Błąd trenera kosztował Svena Kramera utratę złota

Sven Kramer, główny faworyt do złotego medalu na 10,000 m w łyżwiarstwie szybkim, został zdyskwalifikowany tuż po wygraniu biegu finałowego i pobiciu rekordu olimpijskiego. Kramer zjechał w czasie wyścigu na zły tor, a błąd wymusił na nim jego własny trener.
Sensacyjne zakończył się finał zmagań na 10,000 m mężczyzn. Sven Kramer ukończył wyścig z czasem 12.54,50, jednak w okolicach siódmego kilometra rywalizacji zjechał na zły tor. Decyzja sędziów mogła być tylko jedna. Holender niemal eksplodował z frustracji. To jak dotąd jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń igrzysk w Vancouver...

Trener się zagapił

Za dyskwalifikację Holendra odpowiedzialność ponosi trener Gerard Kemkers. Trener Holendra zagapił się i myślał, że jego zawodnik jeszcze nie zmienił toru, gdy w istocie Kramer już to zrobił. Trener zaczął wtedy krzyczeć na panczenistę, by ten co prędzej zjechał na wewnętrzny tor. Zawodnik najpierw wahał się, w końcu jednak uległ namowom trenera, co kosztowało go utratę złota olimpijskiego.

Co sprawiło, że holenderski trener dopuścił się tak ważnego przeoczenia? Otóż Gerard Kemkers był w tym czasie pochylony nad tabliczką, na której pisał 'Różnica - Lee 29' (kod łyżwiarzy szybkich, w tym wypadku oznaczający sytuację Kramera, który powiększał przewagę nad Koreańczykiem Lee).

Zmiana toru przez Kramera nie wypaczała wyniku biegu - Kramer i tak wygrał zdecydowanie. W swoim nieoficjalnym z powodu dyskwalifikacji czasie, był o cztery sekundy szybszy od zwycięzcy wyścigu Koreańczyka Lee.

Na co mu teraz przeprosiny?

- Jestem wściekły. Zwykle staram się nikogo nie winić, ale teraz inaczej nie mogę. Wyjechałem na zewnętrzny tor, trener krzyknął, żebym zjechał na wewnętrzny. Myślałem, że ma rację. Musiałem podjąć decyzję w ułamku sekundy. To był też niestety mój błąd. Ja jestem na lodzie, ja muszę się pilnować. Mimo tego co się stało, muszę przyznać, że to był mój najlepszy przejazd w karierze - powiedział po wyścigu Holender.

Dla Kramera, który był murowanym faworytem do złota, dyskwalifikacja jest tragedią. Największe sportowe portale internetowe w Holandii cytują Kramera, który obwinia swojego trenera Gerarda Kemkers. Ten z kolei przyznaje się do winy.

- Mój świat legł w gruzach. To katastrofa i najgorszy moment w mojej karierze - kajał się Kemkers, były panczenista, zdobywca brązowego medalu podczas igrzysk olimpijskich w Calgary 1988.

Po przekroczeniu linii mety Sven Kramer wzniósł ręce do góry w geście triumfu. Kilka sekund później podbiegł do niego trener i przekazał mu decyzję sędziów. Holenderski panczenista ze złości zaczął bić łyżwą w lód, wyrzucił okulary, nie chciał słuchać starającego się go przeprosić trenera.

- To jak zły sen, po którym budzisz się cały mokry - skomentował sytuację Bob de Jong, kolega Kramera z reprezentacji, zdobywca brązowego medalu. Złoto przypadło Koreańczykowi Seung-hoon Lee , a srebro Rosjaninowi Iwanowi Skobriewowi.

'Drugą tragedię Kramera' obejrzało 6,5 mln widzów

Jak informują amerykańskie media, poczynania Kramera śledziło na żywo nieco ponad 5 mln widzów przed telewizorami. Z momentem, gdy Kramer popełnił błąd, a nad jego losem głośno zastanawiali się komentatorzy, oglądalność w USA zwiększyła się o 1,5 mln.

Z kolei holenderskie media przypominają sytuację sprzed czterech lat, kiedy to na igrzyskach w Turynie Kramer "zawalił" start holenderskiej sztafety. Panczenista potknął się wtedy i przewodzący w finale Holendrzy, którzy byli zdecydowanymi faworytami, zdołali zająć jedynie trzecie miejsce. Holenderskie media finał biegu na 10,000 m nazywają 'drugą olimpijską tragedią Kramera'.

Igrzyska w Vancouver na portalu Sport.pl

Codzienne relacje Z Czuba i na żywo, relacje prosto z Kanady specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A rano o godz. 9 w TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola. Zapraszamy do śledzenia igrzysk w Sport.pl »

Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".

Polscy panczeniści w czołówce, - ale najgorszych w Vancouver 2010 »