Vancouver 2010. Rosjanie blisko klęski na lodzie

Rosyjscy łyżwiarze figurowi są bliscy największej klęski w historii swoich startów na igrzyskach olimpijskich. W trzech z czterech konkurencji w Vancouver zdobyli dwa medale, ale żadnego złotego. Po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce w 1960 roku.
50 lat temu na igrzyskach w Squaw Valley reprezentanci ZSRR po raz pierwszy wzięli udział w rywalizacji łyżwiarzy figurowych, ale dwie pary sportowe zajęły odpowiednio szóste i dziewiąte miejsce. Medale zgarniali głównie Amerykanie.

Rok po tamtych igrzyskach miało miejsce wydarzenie, które wywarło wielki wpływ na historię łyżwiarstwa figurowego - w drodze na mistrzostwa świata w Pradze w katastrofie lotniczej pod Brukselą zginęła cała reprezentacja USA łyżwiarzy figurowych.

Potęga przestała istnieć, a jej miejsce zajęła sowiecka maszyna, która rozpoczęła dominację na światowych imprezach. Szczególnie w parach - od 1964 roku reprezentanci ZSRR zdobywali w tych konkurencjach złoto na każdych igrzyskach.

Najdłuższa seria w historii sportu zakończyła się w poniedziałek - złoto w parach tanecznych wywalczyli Kanadyjczycy, drugie miejsce zajęli Amerykanie. Mistrzowie świata z 2009 roku Oksana Domnina i Maksim Szabalin wywalczyli brąz. To kolejna porażka rosyjskich łyżwiarzy figurowych w Vancouver.

Zaczęło się od par sportowych, gdzie dwa pierwsze miejsca zajęli sportowcy z Chin, trzecią pozycję wywalczyli Niemcy. Rosjanie byli dopiero na czwartym miejscu! "Radzieckie imperium się rozpadło, wielu łyżwiarzy uznało, że ich ojczyzną wcale nie jest ZSRR. Źródełko państwowych dotacji wysychało, lodowiska zamieniały się w komisy samochodowe i parkingi. Ostatni sygnał ostrzegawczy zignorowano osiem lat temu w Salt Lake City. Po skandalu sędziowskim przyznano Kanadyjczykom drugi złoty medal" - tłumaczyła wówczas rozpad potęgi "Gazeta Wyborcza".

W rywalizacji solistów wielki Jewgienij Pluszczenko wrócił na lód po to, aby zdobyć w Vancouver swoje kolejne olimpijskie złoto. Był pewny siebie, bo najlepiej na świecie wykonywał poczwórne skoki. Okazało się jednak, że najlepiej do rywalizacji przygotował się Amerykanin Evan Lysacek, który przestudiował regulamin, przeanalizował własną punktację z największych imprez i skupił się na szczegółach. Poczwórnego skoku nie wykonał, ale nie mylił się w detalach.

Pluszczenko odwrotnie - szczegóły wykonywał niechlujnie, w kombinacjach skoków omijał te najłatwiejsze, podwójne, źle zaplanował program dowolny. Jego srebro odebrano w Rosji jako porażkę, ale winę zrzucono na sędziów i zły system oceniania.

Domnina i Szabalin? "Ich program był bardzo teatralny i rozrywkowy. Ale tańce na lodzie już 10 lat temu skończyły z teatralną konwencją. Teraz wymagane są tradycyjne umiejętności łyżwiarskie na dobrym poziomie, siła i innowacje. Domninie i Szabalinowi ich zabrakło" - opisała rosyjską parę agencja AP.

- Jesteśmy zadowoleni z brązowych medali. Daliśmy z siebie wszystko, żaden medal nie jest wart tyle, co nasz. Maksim zasłużył na cztery medale za odwagę - mówi Domnina. Szabalin od trzech lat ma problemy z operowanymi kolanami. Rosjanom brakowało na lodzie szybkości i siły, ale za kilka lat historia będzie pamiętać tylko fakt, że Domnina i Szabalin przegrali złoto.

Szkoła rosyjska trzyma się jednak mocno, jeśli chodzi o trenerów - rywali Domniny i Szabalina, czyli zwycięskich Kanadyjczyków i srebrnych Amerykanów, prowadziła w Vancouver Rosjanka Marina Zujewa. - Musimy sprowadzić naszych trenerów z powrotem do Rosji - powiedział na konferencji prasowej Szabalin.

Szansę na podtrzymanie złotej serii Rosjanie będą mieli w konkurencji solistek, ale akurat tam nie mają zawodniczek, które zaliczane są do faworytek.