Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk z brązem w biegu łączonym. Bjoergen znów złota

Po emocjonującym biegu Justyna Kowalczyk brązową medalistką olimpijską w biegu łączonego! Norweżkę Kristin Steirę pokonała o jakiś centymetr! Złoto dla bezkonkurencyjnej Norweżki Marit Bjoergen, srebro dla Anny Haag ze Szwecji
Kowalczyk bohaterką dnia? Wejdź na Zczuba.pl i zagłosuj! »

Ależ to był dramat, ależ przeżywaliśmy emocje. Polka wpadła na metę narta w nartę, but w but z Kristin Stierą. O kolejności musiała decydować fotokomórka. Oczekiwanie na decyzję było nieznośne.

Od razu po biegu Kowalczyk padła za metą jak długa. Po kilkudziesięciu sekundach ochłonęła i siedząc na śniegu wpatrywała się w elektroniczną tablicę z wynikami. Kiedy na pozycji numer trzy pojawiło się nazwisko Norweżki, mina Justyny mówiła wszystko: nie wierzyła własnym oczom, nie wiedziała jak to się stało. Osłupieliśmy razem z nią. Wszystkim wydało się, że to niemożliwe, że nie zdobyła medalu. Klęliśmy na czym świat stoi, wspominając coś o niesprawiedliwości losu.

Ale nie minęła minuta, a Justyna - a my razem z nią - trafiliśmy z piekła do nieba. Po dokładnej analizie zmieniono decyzję! Brązowy medal jednak dla Kowalczyk! Jedenasty polski medal w historii startów na zimowych igrzyskach, trzeci w Vancouver po srebrnych Adama Małysza i Kowalczyk. Ten medal Polka zdobyła, dosłownie, o centymetr.

Zobacz zdjęcia z biegu i finiszu Kowalczyk »

Gdyby Justyna nie wywalczyła tego krążka, byłaby to okrutna ironia losu i niesamowity pech. Polka biegła wspaniale. Cały czas była w czołówce. Pierwszą połowę dystansu, 7,5 km stylem klasycznym skończyła na trzecim miejscu. Biegła w myśl ustalonej wcześniej taktyki. Wyrwała do przodu wraz z Bjoergen i Finką Aino-Kaisą Saarinen, by rozciągnąć peleton, by na zjazdach i zakrętach nie stało się coś przypadkowego, nieprzewidzianego i nieobliczalnego. Z kroku na krok powiększały przewagę, aż wreszcie po kilku kilometrach utworzyła się siedmioosobowa grupa. Były w niej wszystkie medalistki. Szybko odpadła mistrzyni olimpijska z Whistler na 10 km techniką dowolną, Szwedka Charlotte Kalla. Nie dość, że słabo biega techniką klasyczną, to jeszcze w pewnym momencie przewróciła się i straciła sekundy do liderek. To, że nie liczyła się w walce było sensacją. Tak jak również to, że z trasy zeszła z kontuzją Estonka Kristina Smigun, która też miała walczyć o medale.

Zmiana nart i kijków do biegu techniką dowolną w połowie dystansu przebiegła sprawnie i Polka ruszyła jako trzecia. Peleton się kruszył, szybko zostały cztery zawodniczki (Bjoergen, Kowalczyk, Steira i Haag), które potem podzieliły się medalami. Wiadomo było, że trzy popłaczą się ze szczęścia, jedna z rozpaczy.

Najszybciej okazało się, czyje łzy będą ze złota. Dwa i pół kilometra przed metą Bjoergen odjechała rywalkom. Metr, dwa, pięć, dziesięć, trzydzieści. Szybko było jasne, że po złocie w sprincie klasykiem dołoży złoto w biegu łączonym.

Za nią rozgrywała się pasjonująca walka o dwa pozostałe medale. Kowalczyk cały czas jechała druga, Steira za nią. Wydawało się, że uciekły Haag. Obie, jakby zapomniały o Szwedce. Po ostatnim zjeździe Polka wciąż była druga, Steira za nią, ale wtedy ósmy chyba bieg włączyła Haag, wyskoczyła zza ich pleców i pruła łyżwą do mety po srebro. Szwedka była czwarta na 10 techniką dowolną, wtedy też zajęła o jedno miejsce wyższe niż Kowalczyk. To jej największy sukces w karierze - na podium PŚ stała dotąd zaledwie dwa razy.

Steira i Kowalczyk stoczyły heroiczną walkę, wydawało się w pewnym momencie, że Polka przegra, że jednak straci to na co zasłużyła i bardzo ciężko w piątek zapracowała. Jednak nie!

Teraz Kowalczyk ma kilka dni przerwy. We czwartek wystartuje w sztafecie 4x5 km. A w sobotę bieg na 30 km klasykiem. Srebrny i brązowy medal igrzysk Polka już ma. Jadąc do Whistler opowiadała, że największe szanse widzi dla siebie właśnie na 30 km.

Tak Kowalczyk walczyła o medal - Relacja Zczuba i na żywo »