Sport.pl

Vancouver 2010: Samotność panczenisty

- Przyzwyczailiśmy się, że nikt się nami nie interesuje, a szkoda, bo Polska mogłaby postawić na panczeny i zacząć się zbliżać do światowej czołówki - mówi ?Gazecie" i Sport.pl Maciej Ustynowicz, który zajął 22. miejsce w łyżwiarskim wyścigu na 500 metrów.
Super-blog Vancouver - najciekawsze wpisy dziennikarzy i korespondentów Sport.pl prosto z igrzysk

500 metrów w panczenach, to jak mówi Ustynowicz, czysta "fiza", czyli maksymalny wysiłek mięśni całego ciała. Zawodnicy rzucają się do przodu, rozpędzają, wchodzą w wiraż i właściwie za chwilę są na mecie. Prawie żadnego znaczenia nie ma wytrzymałość, która zaczyna się liczyć od 1000 metrów, a większe siła i technika. Dlatego krótkie dystanse nie są opanowane przez Holendrów, Niemców, czy Amerykanów, ale głównie Azjatów - zwinnych, idealnych do takiego błyskawicznego kociego zrywu. Poza Koreańczykiem, na podium stanęło jeszcze dwóch Japończyków, czwarty był kolejny Koreańczyk, dopiero piąty Fin, a szósty Holender. - Na 500 metrów nie wolno popełnić żadnego błędu, bo od razu tracisz mnóstwo czasu - mówił Polak, który cztery lata temu w Turynie zajął 36. miejsce (czyli poprawił się o 14 lokat).

Poza TVP i Polskim Radiem, byłem jedynym dziennikarzem z Polski na zawodach. - Przyzwyczailiśmy się już, że nikt się nami nie interesuje, nawet, gdy w czasie roku odnosimy jakieś sukcesy, to w gazetach jest jedna linijka. Przed igrzyskami nikt nas o nic nie spytał, nie interesował się, co u nas słychać. Żal mi się zrobiło - opowiadał Ustynowicz, istny człowiek żywe srebro, z rozbieganymi oczami, niespokojnymi rękami, niespożytą energią.

- Ale trochę rozumiemy, że tak jest. W końcu to Adam Małysz, Justyna Kowalczyk są kandydatami do medali, a nie my - powiedział "Gazecie" Konrad Niedźwiedzki, który niósł polską flagę na ceremonii otwarcia, a na 500 m zajął 31. miejsce. Najbardziej znany z Polaków woli dłuższe dystanse, na 1500 metrów chciałby znaleźć się w dziesiątce.

- Wcale nie jesteśmy tacy słabi, mamy coraz mocniejszą drużynę. Jeśli nie ma zainteresowanie mediów, to nie ma sponsorów, jak ich nie ma, to nie ma hal, nie ma gdzie trenować i nie ma wyników, a jak nie ma wyników, to nie ma zainteresowania. I kółko się zamyka. Trzeba to jakoś przerwać, bo w panczenach naprawdę moglibyśmy spróbować zbliżyć się do czołówki, brakuje nam niewiele - przekonywał Ustynowicz.

Największą bolączką polskich panczenistów jest brak krytego toru w Polsce. Sportowcy muszą jeździć trenować za granicę, najczęściej do Berlina, albo ćwiczyć na wolnym powietrzu. Za granicą są traktowani jak piąte koło u wozu, Niemcy najczęściej wciskają ich na treningi w porze, gdy sami jedzą obiad. W Polsce są tylko cztery tory odkryte - w Warszawie, Sanoku, Tomaszowie i Zakopanem. Pierwsze trzy są przestarzałe, a ten ostatni nowy, ale... - Powstał jakieś 15 lat za późno - mówi wprost Niedźwiedzki.

Na koniec tej dyskusji o samotności panczenistów, zapytałem się Konrada, czy nie boi się, że bycie chorążym przynosi pecha. Paulina Ligocka cztery lata temu, tak jak on teraz, debiutowała z flagą, a skończyła na 17. miejscu. - Nie boję się, bo mam tu ze sobą mamę na odczarowanie pecha, a poza tym, jeśli już rzeczywiście ktoś ma mieć pecha, to lepiej żebym miał go ja niż Justyna, Adam, czy Tomek - odparł Niedźwiedzki. I to się nazywa gest.

Vancouver 2010 na Sport.pl

Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.

Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! »

Vancouver 2010 na Sport.pl »


Więcej o: