Vancouver 2010. Show must go on, czyli igrzyska rozpoczęte

Świetny spektakl, który w opinii w wielu, przyćmił nawet chińskie fajerwerki z Pekinu na rozpoczęcie igrzysk w Vancouver. Znicz zapaliło wspólnie pięć legend kanadyjskiego sportu z Wayne'm Gretzky'm na czele. Owacją na stojąco powitano reprezentację Gruzji, która mimo tragicznej śmierci saneczkarza, nie wycofała się z igrzysk.
SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! »

Ceremonia ruszyła niespełna sześć godzin po śmierci Nodara Kumaritaszwiliego, który zginął w wypadku na torze w Whistler. Saneczkarz wypadł za barierkę pędząc 140 km/godz. i zderzył się z metalowym słupem. Zmarł niedługo potem w szpitalu.

Organizatorzy ogłosili, że dedykują ceremonię pamięci Gruzina - a pod jej koniec, tragiczną śmierć sportowca uczczono minutą ciszy. Szef MKOl. Jacques Rogge wygłosił krótkie kondolencje na rzecz rodziny zawodnika i gruzińskiej reprezentacji. - Nieśmy na naszych barkach jego olimpijskie marzenie, ale miejmy też na zawsze w naszych sercach pamięć o nim - mówił John Furlong, szef kanadyjskiego komitetu organizacyjnego. Sportowcom przed wejściem na stadion rozdano czarne opaski.

Ale żadnych zmian w programie, w szczególności ograniczenia elementów rozrywkowych nie było. Show must go on.

Kanadyjczykom w opinii wielu obserwatorów udało się pobić nawet Chińczyków. W Pekinie postawiono bowiem na gigantomanię, megatony fajerwerków i wgniatające w fotel decybele, a Kanadyjczycy zrobili spektakl może mniej efektowny, ale z większym wyczuciem stylu. Momentami czuliśmy się, jak w jazzowo-bluesowym klubie. Szczególnie, gdy na koniec jeden z artystów rewelacyjnie odśpiewał "Hallelujah".

Wielkim sukcesem było zorganizowanie ceremonii pod dachem - kryty BC Stadium w centrum miasta zgromadził 60 tys. widzów, którzy nie musieli marznąć i moknąć, a tego dnia w Vancouver lało niemiłosiernie. Cztery lata wcześniej na ceremonii otwarcia igrzysk w Turynie, niżej podpisany stukał w klawisze komputera w rękawiczkach.

Choreografia bazowała na wystroju śniegowej jaskini - cały stadion był w środku biały, z obowiązkowym sztucznym śniegiem na scenie. Kibicom rozdano białe i lodowo-błękitne peleryny. Kiedy wszyscy je założyli, można było odnieść wrażenie, że na trybunach siedzi 60 tys. małych polarnych misiów.


Galeria z ceremonii otwarcia Igrzysk w Vancouver. Żeby obejrzeć kliknij zdjęcie




Trzy miliardy widzów przed telewizorami, głównie w Amerykach i Azji, zobaczyło m.in. tańczących przy lodowych totemach Indian, później na linach w łódce canoe opuścił się Batman (o ile dobrze dostrzegłem), a po podłodze przepłynęły wieloryby. Z nieba spadł śnieg, a następnie klonowe liście. Bardzo efektowny był motyw lodowej góry, która wyrosła na środku sceny i po której jeździli podpięci na linach snowboardziści.

Z ważących w sumie 25 ton głośników wylały się głosy m.in. Briana Adamsa, Nelly Furtado i witanego piskiem żeńskiej części widowni, Garou.

Spekulacje dotyczące znicza sprawdziły się właściwie co do joty. Wszyscy wymieniani wśród kandydatów, w jakiś sposób uczestniczyli w ceremonii. Matka niepełnosprawnego biegacza Terry'ego Foxa Betty, pomagała m.in. razem z Jacquesem Villeneuve'm i Donaldem Sutherlandem, wnieść olimpijską flagę, a znicz zapaliło jednocześnie aż pięć osób, z których najbardziej znani poza Kanadą są hokeista Wayne Gretzky i koszykarz NBA Steve Nash.

Niektórych rozczarował nieco sam moment zapalenia znicza, bo był mniej efektowny niż w Turynie i Pekinie. Piątka sportowców w pewnym momencie po prostu podeszła na środek sceny i przyłożyła pochodnie do wystających z podłogi stalowych konstrukcji, które układały się w coś na kształt lodowego ogniska. Buch, i już. Tak jak się spodziewano, zapalono jednocześnie dwa znicze - jeden na stadionie, a drugi nad morzem, nieopodal Canada Place, gdzie mieści się główne biuro prasowe igrzysk. Inaczej, mając ceremonię otwarcia w hali, zrobić się jednak nie dało.

Przemarsz sportowców trwał 48 minut. Największą owację dostała Kanada i USA, ale gdy na stadion weszła reprezentacja Gruzji, wszyscy wstali i długo bili brawo pogrążonym w żałobie sportowcom, którzy zdecydowali się nie wycofywać z igrzysk.

Polska ekipa była na ceremonii w mocno okrojonym składzie, zabrakło m.in. skoczków z Adamem Małyszem, biatlonistów z Tomaszem Sikorą i innych sportowców, którzy startują w ten weekend. Polską flagę wniósł na stadion panczenista Konrad Niedźwiedzki.

Z dala od olimpijskiego zgiełku, 130 km na północ, na jednej z ulic w Whistler ktoś położył pod ścianą zdjęcie Nodara Kumaritaszwiliego. Miejsce momentalnie zapełniło się kwiatami i zniczami.

Tam też rozpoczęły się w piątek igrzyska olimpijskie.

Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.

Wpisy dziennikarzy i korespondentów Sport.pl prosto z igrzysk! Wejdź na Super-blog Vancouver »