Brzozowski: odebrano mi medal

- Cały ten turniej olimpijski to jedna wielka drukarnia! Sędziowie faworyzowali Kubańczyka. Za akcję na trzy punkty dali mi jeden i było po walce. Miesiąc nie podniosę się psychicznie po takiej porażce - mówił wściekły Krystian Brzozowski, czwarty w kategorii 74 kg.
Brzozowski, zawodnik Górnika Łęczna, jako jedyny polski zapaśnik wygrał w Atenach dwie walki, dzięki czemu awansował do półfinału stylu wolnego. Tu nie sprostał Rosjaninowi Buwajsie Sajtiewowi, mistrzowi olimpijskiemu w Atlancie i pięciokrotnemu mistrzowi świata, który ostatecznie zdobył w Atenach złoto.

W walce o brąz Polak spotkał się z Kubańczykiem Ivanem Fundorą. Obaj weszli na matę tuż po tym, jak inny zawodnik z Kuby, Miguel Yandro Quintana, wywalczył na niej złoty medal w wadze 60 kg. W drugiej minucie pojedynku miała miejsce kontrowersyjna sytuacja. Polak skontrował rywala, ten upadł na tyłek i ręce, sędziowie długo oglądali powtórki wideo, nim wydali werdykt. Wreszcie przyznali Brzozowskiemu jeden punkt. Do końca walki, czyli szóstej minuty, wynik się nie zmienił.

W zapasach, żeby wygrać, trzeba zdobyć minimum trzy punkty. Nakazano trzyminutową dogrywkę, która skończyła się po 20 s zwycięstwem Kubańczyka 3:1. - W półfinale spaliłem się, przyznaję, bo to był świetny zawodnik. Ale na Kubańczyka wyszedłem wygrać, tylko oszukali mnie! Rywal puścił klamrę, zszedł do nogi i zgodnie z przepisami miał pięć sekund na wykonanie akcji. Ale sędziowie dali aż 15 s. Powinien był otrzymać ostrzeżenie i zejść do parteru, a ja - jeden punkt - mówił rozgoryczony Polak. - I co z tego, że to mój największy sukces, skoro byłem tak blisko medalu. Wkurzony jestem, w ogóle się nie cieszę. Czwarte miejsce jest najgorsze z możliwych.

- Krystek stracił medal przez sędziów, taka jest prawda. I to nie był pierwszy niesprawiedliwy werdykt na tych igrzyskach. Wiele takich widziałem tu w hali Ano Liossia i w stylu klasycznym, i wolnym. Faworyzowani są głównie Rosjanie i zawodnicy z krajów byłego ZSRR, którzy mają na olimpiadzie wielu działaczy i sędziów. Większość arbitrów z innych krajów sędziuje "pod nich", bo się boi narazić - tłumaczył drugi trener polskiej kadry Dariusz Grzywiński. - Z Brzozowskiego będą jeszcze ludzie. Jest najmłodszy w całej kadrze, ma 22 lata, a wypadł najlepiej. Niesamowicie trenował przed wyjazdem do Aten. Zaliczył kilka świetnych turniejów. W Lipsku wybrano go nawet na najlepszego technika zawodów. Jest szybki, dynamiczny, świetny w parterze. W stolicy Grecji nie stracił w tej pozycji ani jednego punktu. Nie daje się oderwać od maty. To doświadczenie go wzmocni. Jeszcze będzie o nim w głośno. Jestem pewien, że z takim charakterem stanie na podium w Pekinie - dodał Grzywiński.

Zawodnik też obiecuje całemu środowisku rewanż. - Po takiej porażce będę się podnosił psychicznie może przez miesiąc. Ale potem jak zacznę się przygotowywać, to w Pekinie nie dam żadnemu sędziemu nawet szansy, żeby mnie oszukał. Pojadę tam po swoje - zapewnił.

Co mówił Brzozowski po zejściu z maty:

- Sędziowie, to jedna wielka "drukarnia". Dzisiaj "wydrukowali" moją porażkę. Wyraźnie faworyzowali Kubańczyka. Fundora tej walki nie wygrał. Zwyciężyli sędziowie - powiedział chwilę po zejściu z maty nie ukrywający emocji Brzozowski. W drugiej minucie miała miejsce kontrowersyjna sytuacja. Polak skontrował przeciwnika, ale przy jego nazwisku na tablicy świetlnej wciąż widniała cyfra zero. Sędziowie dwukrotnie oglądali zapis wideo. Długo zwlekali z podjęciem decyzji. Wreszcie postanowili przyznać Brzozowskiemu jeden punkt. - Powinienem mieć zaliczone trzy punkty. Fundora nie odrobiłby już tej straty - przekonywał zapaśnik Górnika Łęczna.

Rozstrzygnięcie walki nastąpiło w 20 sekundzie dogrywki. Brzozowski znów miał pretensję do sędziów. - Rywal puścił klamrę, zszedł do nogi i - zgodnie z przepisami - miał pięć sekund na wykonanie akcji. A w jego przypadku trwało to znacznie dłużej, około 15 sekund. W takim przypadku, przy poprawnym sędziowaniu, Fundora powinien otrzymać ostrzeżenie i zejść do parteru, a ja - jeden punkt. Tymczasem na jego koncie pokazały się dwa punkty - mówił rozgoryczony Brzozowski.

- Na olimpiadzie w Pekinie na pewno stanie na podium. Nie wyobrażam sobie, aby nagle przestał walczyć. Jest szybkim, dynamicznym zawodnikiem. Bardzo dobrze prezentuje się w parterze. W stolicy Grecji nie stracił w tej pozycji żadnego punktu. Niestety, ma jeszcze momenty, w których "potrafi" się rozluźnić - twierdzi trener Grzywiński.

- Od dłuższego czasu psychicznie przygotowywałem się do występu w igrzyskach. Celem był medal. Może w półfinale trochę nie wytrzymałem presji, ale do pojedynku o brązowy medal wyszedłem z wielką wolą zwycięstwa. Oszukali mnie. Gdybym przegrał w uczciwy sposób, przyjąłbym to normalnie. A tak przez miesiąc będę rozpamiętywał przegraną z Kubańczykiem. Czwarte miejsce jest najgorsze dla sportowca - powiedział polski zapaśnik.

Fundora wywalczył brązowy medal, ale ten wynik został przyjęty w kubańskiej ekipie dosyć chłodno. Trudno się dziwić, bowiem kilka minut wcześniej w finale wagi 60 kg triumfował inny zapaśnik z tego kraju - Miguel Yandro Quintana. Kubańscy sekundanci tak długo cieszyli się z jego zwycięstwa, że... zapomnieli o Fundorze. Kiedy zorientowali się, że już walczy z Brzozowskim, pobiegli ile sił na swoje stanowiska.