Sport.pl

Sylwia Gruchała zdobyła brązowy medal!

Po wspaniałym, dramatycznym, zaciętym do ostatnich sekund pojedynku o finał Sylwia Gruchała przegrała z najlepszą florecistką ostatnich lat, Włoszką Valentiną Vezzali 13:15. Na pocieszenie 23-letnia Polka zdobyła brąz medal, roznosząc Węgierkę Aidę Muhamad 15:9.
Cieszę się, cieszę z medalu. Ale mam żal do siebie za błąd w walce z Włoszką - mówiła Sylwia ze łzami kapiącymi po twarzy po wygranym pojedynku o brąz. - Czuję wielki niedosyt. Liczyłam na więcej i wiem, że było mnie stać. Ale okazałam się słaba. Tak, słaba. Wymagam od siebie bardzo dużo, bo wiem, że tylko tacy ludzie mogą osiągnąć sukces - mówiła.

- Vezzali to najtrudniejsza przeciwniczka z jaką walczyłam w karierze - mówiła Gruchała przed walką o mistrzyni olimpijskiej z Sydney i trzykrotnej mistrzyni świata. Włoszka zresztą rewanżowała się kurtuazją. - Mój trener Andrea Magro uważa, że nie w Atenach rywalki, która mogłaby mnie pokonać. Nazywa mnie "zabójczą kobrą". Ja uważam, że najtrudniej będzie mi z moją rodaczką Giovanną Trillini i Polką - mówiła 30-letnia Włoszka. Dodawała, że boi się o swoją psychikę. - Będzie mi trudniej niż w Sydney. Tam chciałam wygrać całym sercem i duszą. Zwyciężyć po raz pierwszy, jest trudno. Zwyciężyć po raz drugi, jest bardzo trudno. Jestem przygotowana. Ale jeżeli nie poradzę sobie z psychiką, przegram wszystko.

Nic nie wskazywało, że z psychiką Vezzali coś miałoby szwankować. Szybko objęła prowadzenie 2:0. W tym momencie Polka przerwała walkę, zdjęła maskę, odnalazła na planszy spinkę do włosów i ponownie zapięła. Nie pomogło, po chwili było już 0:3. Wreszcie przebudziła się Syliwa: 1:3, 2:3... czy już jest dobrze? Niestety Włoszka znów ucieka na 2:4. I co rusz to samo, co Polka zbliży się na punkt to Włoszka odskoczy. Z 5:6 na 5:7, z 6:7 na 6:8 itd.

Ktoś stojący przed halą miały prawo pomyśleć, że wewnątrz toczy się mecz Polska - Włochy, ale w piłkę nożną. Takiego zgiełku: gwizdów, buczenia, tupania, wrzasków, dzwonków góralskich, trybuny pojedynków szermierczych nie słyszały chyba nigdy. Włosi przekrzykiwali Polaków, ci Włochów aż nie było słychać co właściwie krzyczą, Syliwia! Syliwia! Valentina! Valentina! Italia! Italia! Polska! Polska! Nasz sektor spowiła wielka biało-czerwona flaga z napisem Tychy. Jeden z trzymających powiewał w górze wieńcem laurowym od Otylii Jędrzejczak, który dostał pod dekoracji pływaczki srebrem za wyścig na 100 m kraulem. Inni ułożyli się w napis z liter na swoich koszulkach: "Sylwia".

Wreszcie wyrównanie na 9:9! Sylwia aż potrząsnęła pięścią z radości. I przełamanie na 10:9, po którym polski sektor oszalał. 11:10 i znów wyrównanie Włoszki, która od teraz sama musiała gonić Polkę. Przy 12:11 wydawało się, że Gruchała już, już zada decydujące pchnięcie, po którym odskoczy rywalce. Zapędziła Włoszkę na skraj planszy. A jednak Vezzali nadludzkim instynktem uniknęła sztychu. I niczym kobra przyparta w róg pokoju, skręciła się w dziwnym i odpowiedziała błyskawicznym atakiem. Trafiła, wyrównała i po chwili objęła prowadzenie na 13:12. I trafiła raz jeszcze. Trzy sekundy przed końcem Sylwia doprowadziła jeszcze do 14:13. W desperackim ataku na dwie sekundy przed końcem znów nadziała się na końcówkę floretu Włoszki. I to był koniec walki o finał.

- Szermierka jest sztuką błędów. Sylwia popełniła troszkę więcej błędów niż Włoszka i dlatego przegrała - powiedział po walce Pagiński. - Doszło między nami w końcówce do lekkiego nieporozumienia. Wołałem do niej, że są trzy sekundy do końca rundy, nie walki. Jej się wydawało, że to trzecia runda i musi atakować, bo jest 14:13. No i nadziała się na kontrę Vezzali. Nie jest powiedziane, że w trzeciej rundzie by wygrała, ale byłyby większe szanse. Mimo to stoczyła znakomitą walkę. Nikt tu tak wyrównanego pojedynku z Vezzali nie stoczył.

W pojedynku o brąz Gruchała zmierzyła się z Węgierką Aidą Muhamad, inną ofiarą włoskiej szkoły floretu - Giovanną Trillini. Polka walczyła wyraźnie z mniejszą determinacją i koncentracją. Emocje w niej wyraźnie opadły. Ale to w niczym nie przeszkodziło. Po wyrównanym początku Sylwia odskoczyła na 6:3, potem 9:5 i powiększała dystans. - W tej walce walczylam właściwie same ze sobą. Mam jak się okazuje słabą wydolność. A miałam tylko króciutką przerwę między półfinałem a walką o brąz. W dodatku myślami wciąż była jeszcze przy pojedynku z Vezzali. Brzuch mnie bolał ze stresu i tych całych emocji. Całe szczęście, że mimo to udało mi się przełamać - mówiła Polka.

- Cieszmy się! To dopiero drugi polski medal we florecie w historii igrzysk, od sukcesu Basi Wysoczańskiej w Moskwie - stwierdził fechmistrz Pagiński. - Trzecie miejsce Sylwii to zasługa całego zespołu, wszystkich dziewczyn z kadry floretu, które do ostatniej chwili pomagały Sylwii na treningach. Swoją drogą jestem pewien, że gdyby kobiecy floret nadal był w programie igrzysk, mielibyśmy tu w drugi medal.

DLA GAZETY

Sylwia Gruchała

brązowa medalistka we florecie

Medal olimpijski zawsze cieszy, ale złoty byłby cenniejszy. Mój upragniony, wymarzony... Jeszcze widocznie do niego nie dojrzałam. Teraz czeka mnie ciężka praca i Pekin, tam znów o niego powalczę. Fakt, że przegrałam z Vezzali, triumfatorką w Atenach to dla mnie żadne wytłumaczenie czy pocieszenie. Cieszę się za to, że udało mi się w ogóle zmobilizować na walkę chociaż o brąz. Miałam w niej kłopoty z koncentracją, ze stresu bolał mnie brzuch. Taki turniej jak igrzyska to wojno psychologiczna, tu wiele rozgrywa się w głowach zawodniczek. Przecież wygrywałam na różnych turniejach z Włoszką, ale tu okazała się odporniejsza ode mnie, wielkie brawa dla niej. Jest dużo starsza ode mnie i bardziej doświadczona. Żyje tylko i tylko szermierką i jest po prostu wspaniała. A medal chciałabym zadedykować babci mojego chłopaka, pani profesor Wandzie Konrad, z którą mieszkam i która stała się i moją babcią.

not. lop, Ateny