Sport.pl

Piłkarze dumą Irakijczyków

- Nie możemy zrobić nic, żeby powstrzymać bomby wybuchające na ulicach naszych miast. Możemy jednak choć na 90 min przywrócić naszym rodakom radość i dumę z bycia Irakijczykiem - opowiadają iraccy piłkarze, którzy sensacyjnie pokonali w pierwszym meczu faworyta do złotego medalu Portugalię 4:2.
Portugalczykom nie pomogły wschodzące gwiazdy jak Hugo Viana z Sportingu Lizbona, Fernando Meira z VfB Stuttgart, Luis Boa Morte z Fulham czy ta największa - Cristiano Ronaldo z Manchesteru United. Irakijczycy, którzy w większości występują we własnym kraju (dwóch w lidze egipskiej, jeden w syryjskiej i jeden w Katarze), a przed wyjazdem do Aten trenowali na pastwisku dla owiec pod Bagdadem, zagrali jak stuprocentowi profesjonaliści. Na stadionie w Patras najpierw wyrównali po stracie pierwszej bramki. Później zaś, gdy przy stanie 2:2 czerwoną kartkę dostał Boa Morte, bezwzględnie wykorzystali grę w przewadze. Ronaldo zaś wyróżnił się tylko uderzeniem łokciem w twarz Younisa Mahmouda.

- Skąd ten sukces? Może ze świadomości, że naszych zawodników nikt nie będzie bił żelaznym prętem w pięty za słabe wyniki, jak to miało miejsce w niedalekiej przeszłości - tłumaczy dyrektor generalny Irackiego Komitetu Olimpijskiego Tiras Odisho Anwaya.

Były to częste praktyki, gdy przez lata szefem Irackiej Federacji Piłkarskiej był syn byłego dyktatora Saddama Husajna, Udaj. W razie porażki lanie w pięty ordynował całej drużynie, często wymierzając razy osobiście. Na tych, którzy zawinili szczególnie, np. marnując dobrą okazję do zdobycia gola bądź przyczyniając się do utraty bramki, czekało traktowanie specjalne. Tych Udaj kazał zamykać na długie dni w ciasnych, niewielkich pomieszczeniach bądź batożyć specjalnie wynalezionymi pejczami.

- Tych młodych piłkarzy, którzy występują na turnieju w Atenach, nikt nigdy nie bił za złe wyniki i nigdy nie będzie. Doskonale mają w pamięci tamte straszne czasy, ale wreszcie grają bez strachu. A kiedy nie czują strachu, niesie ich wiatr - dodaje Tiras Odisho.

- Futbol to jedyna rzecz, która jednoczy różne grupy religijne, sunnitów i szyitów. W trakcie meczów reprezentacji nie usłyszycie na ulicach żadnych strzałów aż do ostatniego gwizdka sędziego. A i po nim strzelają tylko na wiwat - mówi Tiras Odisho.