Rio 2016. Tomasz Majewski: To koniec mojej przygody z igrzyskami

To był ostatni konkurs olimpijski Tomasza Majewskiego. Wielki mistrz był szósty w niebotycznym konkursie pchnięcia kulą - wygrał Amerykanin Ryan Crouser z rekordem olimpijskim 22,52 cm. Srebro zdobył rodak Crousera Joe Kovacs - 21,78.
Dziś są to nieosiągalne odległości dla Majewskiego, podwójnego mistrza olimpijskiego, jedynego Europejczyka, któremu udało się obronić tytuł w pchnięciu kulą. W wieku niemal 35 lat był najstarszym finalistą w Rio, o siedem lat starszym niż następny pod tym względem Jamajczyk O'Dayne Richards. Majewski po dwóch spalonych próbach, w trzeciej - decydującej o wejściu do wąskiego finału - zachował zimną krew. Pchnął 20,72 m, najwięcej w konkursie. Jego 20-letni kolega Konrad Bukowiecki spalił trzy próby i odpadl bezz uzyskania odległości. W pierwszej dotknął progu dłonią, sędziowie zdążyli zmierzyć spalone pchnięcie - było 20,89 m, które pozwoliłoby mu na start w wąskim finale. Bukowiecki zakończył podobnie konkurs mistrzostw świata w Pekinie.

Mistrz Majewski nie jest ani wylewny, ani zbytnio wzruszony. Przygotowywał się do ostatniego konkursu od pewnego czasu, zapowiadał, że tak będzie, i z myślą o ostatnim starcie olimpijskim już się oswoił.

- Inaczej to miało wyglądać, ale wyszło, jak wyszło - powiedział Majewski. - Był to wspaniały konkurs, nie spodziewałem się, że aż tak wybuchnie talent Ryana Crousera i to od razu w pierwszym profesjonalnym sezonie. Jest już mistrzem olimpijskim i nowym królem pchnięcia kulą. Na tron wrócili też Amerykanie. Bardzo zaskakujący to był konkurs, nie wiedziałem, że Franck Elemba (z Kongo) wygra ze mną w finale. Moja jedyna mała radość, że znowu wygrałem z Davidem Storlem. Mam nadzieję, że wyleczy kolano i wyzdrowieje. I będzie mógł walczyć z Amerykanami na dużych odległościach. Najlepsza była ostatnie próba, ale już bez mocy.

- To koniec mojej przygody z igrzyskami - powiedział Majewski. - Nie mogłem jej skończyć nie zaliczając odległości. Trener na mnie krzyczał, żebym się ogarnął.

- Przykleiła się szóstka ostatnio - na mistrzostwach świata w Moskwie, na mistrzostwach świata w Pekinie, i teraz tutaj - powiedział Majewski. - Ale mam też za sobą kilkanaście lat startów w światowej czołówce. A teraz przyszła na rzutnię młodość. Era wielkich kulomiotów, z którymi ja miałem szczęście startować - Christian Cantwell, Reese Hoffa - kończy się. W tym sezonie wszyscy zapewne skończymy karierę. Pchałem w pięknych czasach, byłem w tysiącu ciekawych konkursów. Udawało mi się zostać na szczycie, było osiem lat pięknej kariery, ale zdrowie zaczęło się sypać. Dobrze, że w ostatnim sezonie jakoś udało się ominąć kontuzje. Teraz chciałbym tylko w ostatnich czterech konkursach pokonać barierę 21 metrów. Mówicie, że nie wyglądam na wzruszonego? Nie wzruszam się łatwo. Sport był radosny, miałem frajdę, a na igrzyskach największą.

- Nie chcę się rozmieniać na drobne, dlatego to koniec. Cieszę się, że w ostatnim sezonie nawiązałem walkę z najlepszymi. Ale wiem tez, że forma w moim wieku może się w jednej chwili rozlecieć. Kiedyś sobie zaplanowałem, że na Rio skończę, i cieszę się, że tak się udało - awansem i walką w finale. Mam następców, który pchają daleko. I będą walczyć. Ich czas nadchodzi, mają przed sobą przyszłość i niech oni ciągną naszą konkurencję dalej - powiedział Majewski. - Jesienią wystartuję w wyborach na prezesa okręgu i do zarządu PZLA dlatego, że uważam, że trzeba wziąć odpowiedzialność za to, co się kocha. Zapraszam na Memoriał Kamili Skolimowskiej na Stadion Narodowy, gdzie pożegnam się z polskimi kibicami, mam nadzieję, godnie.

Rio 2016. Czarna środa dla polskich sportowców. Siatkarze odpadli, Fajdek zawiódł. Internauci skomentowali [MEMY]