Rio 2016. Polska siatkówka w czasach zamętu

3 : 0
Informacje
Turniej mężczyzn - Ćwierćfinały
Środa 17.08.2016 godzina 19:00
Wyniki szczegółowe
1 Set
2 Set
3 Set
Wynik
USA
25
25
25
3
Polska
23
22
20
0
Składy i szczegóły
USA
Anderson, Russell, Sander, Lee, K.Shoji, Priddy, Troy, Jaeschke, Christenson, Holt, Smith, E.Shoji (libero)
Polska
Nowakowski, Konarski, Kurek, Kłos, Drzyzga, Łomacz, Kubiak, Mika, Buszek, Bednorz, Bieniek, Zatorski (libero)
Obwieszoną medalami dekadę męskiej reprezentacji psują występy olimpijskie. Dotkliwie przeciętne, zawsze na miarę ćwierćfinału. Niepokojące jest to, że ten w Rio nawet nie zaskakuje.
Kulminację przeżyliśmy na złotym mundialu przed dwoma laty, podczas którego w szatni spotkali się najwybitniejsi przedstawiciele obu generacji juniorskich mistrzów świata - Michał Winiarski, Mariusz Wlazły (rocznik 1983) oraz Paweł Zagumny (1977). Brakowało w tej supergrupie jedynie Piotra Gruszki (1977). On nie zdążył. Z oczywistych względów wszedł w schyłek kariery wcześniej niż rówieśnik z pozycji rozgrywającego.

Kiedy weterani - absolutnie kluczowi na tamtym niesamowitym turnieju - zrezygnowali z gry dla kraju, stało się jasne, że złota reprezentacja przestaje istnieć. I spodziewaliśmy się, że będziemy musieli swoje odcierpieć, jak każda drużyna przechodząca przemianę pokoleniową. Nie spodziewaliśmy się jednak, że straty okażą się jeszcze większe.

Atakującego Wlazłego zaczął wyręczać Bartosz Kurek, który w Rio wyrastał ponad drużynę. Tu udało się utrzymać wysoki poziom.

Przyjmującego Winiarskiego zastąpił Michał Kubiak. Gracz klasowy, jednak nieporównywalny z poprzednikiem - najbardziej utytułowanym wśród współczesnych polskich siatkarzy, triumfatorem Ligi Mistrzów przez kilka lat współtworzącym w Trento najsilniejszą drużynę klubową świata. W dodatku w Rio Kubiak grał poniżej swoich możliwości. On, kapitan, który najśmielej powtarzał, że interesuje go tylko złoto.

Wreszcie w buty rozgrywającego Zagumnego miał wskoczyć Fabian Drzyzga. Właśnie tu ponieśliśmy stratę, której nie oczekiwaliśmy. Drzyzga w pewnym momencie właściwie zniknął. Zmalał w reprezentacji do rezerwowego. Najgłośniej było o nim wtedy, gdy wypływały informacje o jego trudnych relacjach z trenerem Stéphane'em Antigą. Okazało się, że abdykował nie jeden, lecz obaj mistrzowscy rozgrywający. I piłkę wystawia w kadrze Grzegorz Łomacz, przez całą karierę - w październiku skończy 29 lat - zawodnik na poziomie ligowym, któremu nikt nie wróżył skakania wokół podium imprez mistrzowskich. Jemu nie sposób niczego zarzucić. W Rio wypadł poprawnie, a momentami nawet lepiej niż poprawnie. Ale on daje głównie rzetelność i sumienne wykonywanie zaleceń taktycznych. Nie stać go na zaoferowanie czegoś ekstra, co charakteryzuje wystawiających ze światowego szczytu. Tu Polacy odstają od czołówki bodaj najbardziej i to nie ze względu na ledwie 187 cm wzrostu Łomacza (choć przewagę atletyczną Amerykanie mieli w środę miażdżącą).

Reprezentacji Antigi drastycznie ubyło zatem jakości. I za bardziej zaskakujący niż ćwierćfinałowa porażka w Rio powinniśmy właściwie uznać popis na ubiegłorocznym Pucharze Świata, podczas którego nasi siatkarze grali jak opętani. Po dziesięciu zwycięstwach z rzędu ulegli dopiero Włochom. Nowa drużyna miała się rodzić w bólach, a rozkwitła w mgnieniu oka.

Nie sposób jednak usprawiedliwić stylu, w jakim Polacy pozwolili się wypędzić z Rio. Nie sposób nie zauważyć najbardziej niepokojącego trendu z możliwych - otóż nowa reprezentacja po doskonałym starcie sprzeciętniała i już do świetnej formy nie wróciła. Szokująca porażka w ćwierćfinale mistrzostw Europy ze Słowenią, ledwie trzecie miejsce w europejskich kwalifikacjach olimpijskich (ocalała po horrorze z Niemcami), słabiuteńki występ w Lidze Światowej (piąte miejsce), wreszcie beznadzieja w Rio. To nie tak, że siatkarze rozczarowali nagle, akurat w najważniejszym momencie. Ich wynik to logiczne zwieńczenie całego sezonu.

Tak samo logiczne jest kwestionowanie - choć potrzeba tu analizy i fundamentalnych rozmów z selekcjonerem - pozycji Antigi, który wygląda na opuszczonego przez bardziej doświadczonego Philippe'a Blaina (dlaczego asystent nie uczestniczy już aktywnie w przerwach w grze, jak podczas mundialu?). Przybywa poszlak, by sądzić, że w reprezentacyjnej szatni zwyczajnie brakuje chemii.

Przyzwyczailiśmy się już, że największe triumfy wypalają Polaków. Że następujący po nich sezon bywa wręcz tragiczny. Po srebrze MŚ w 2006 r. (na jakikolwiek medal czekaliśmy ćwierć wieku) trener Raul Lozano bezsilnie przyglądał się, jak jego podwładni przegrywają na ME z Belgią. Po złocie ME w 2009 r. (pierwszym w historii) Daniel Castellani podpisał swoim nazwiskiem miejsca 13-18 na mundialu. W podobne kłopoty wpadają właściwie wszyscy, może z wyjątkiem Brazylii. Amerykanie wygrali igrzyska w Pekinie, by na następnych dać ciała totalnie, jak Polska w Rio (wyskoczyli z grupy na pozycji lidera, w ćwierćfinale oberwali do zera od rozbitych Włochów), marnie wypadali też na mundialach (zresztą od dwóch dekad nie zdobyli na nich medalu). A Rosjanie - mistrzowie olimpijscy z Londynu - stoczyli się ostatnio prawie na swoje historyczne dno. Skaczą między piątymi a ósmymi miejscami.

Na te wahania wpływa też patologiczny system siatkarskich rozgrywek. Najbardziej rozbudowany w sportach zespołowych, sprawiający, że nie zdarzają się już imprezy, na których wszyscy faworyci są przygotowani perfekcyjnie lub prawie perfekcyjnie. W tej grze trwają permanentne igrzyska ludzi schorowanych, przemęczonych fizycznie i psychicznie. Przewidzieć przyszłość naszej reprezentacji jest trudniej niż kiedykolwiek w XXI w. dlatego, że przeżywa najbardziej gwałtowną przemianę kadrową, ale również dlatego, że w czołówce panuje bezprecedensowy zamęt.

Na ostatnim mundialu złoto wzięli Polacy, srebro - Brazylijczycy, brąz - Niemcy. Potem była LŚ, na której podium obsadziły Francja, Serbia i USA. Następnie w PŚ Amerykanie tylko lepszym stosunkiem setów wyprzedzili przebudzonych znienacka Włochów. Potem wicemistrzostwo Europy wyskakali Słoweńcy. LŚ wygrała Serbia, która na igrzyska się nawet nie zakwalifikowała. Aż w Rio totalną klęskę poniosła Francja, dla wielu główny faworyt turnieju... Za każdym razem wygrywa kto inny. Na siatkarskim podium jeszcze nigdy nie było tak niestabilnie. Coraz częściej rozstrzyga przypadek. A ponieważ chciwość działaczy nie zna granic, to meczów stale przybywa. Polacy rozegrali ich w sezonie przedolimpijskim 38. Chciałoby się napisać - rekord nie do pobicia, ale nie, bonzowie z FIVB na pewno coś wymyślą.

I w tych czasach zamętu wystarcza niekiedy drobiazg, by obalić hierarchię. Pogrążeni od lat w kryzysie Włosi wstali, gdy naturalizowali jednego zawodnika Osmany'ego Juantorenę. Zyskali ogromną siłę ognia. Co dla nas o tyle znaczące, że również czekamy na Kubańczyka, wygrywającego w Kazaniu Ligę Mistrzów - Wilfredo Leóna. Dzięki niemu również polska reprezentacja może znienacka nieprawdopodobnie urosnąć w ofensywie.



Tatuaże sportowców w obiektywach fotoreporterów. Niektóre zachwycają, wśród nich jest tatuaż Polki [ZDJĘCIA]