Igrzyska olimpijskie 2016 Joao Havelange: póki miał władzę, był Królem Słońce sportu. Ale zmarł jako Joao Bez Ziemi

Brazylijskie igrzyska miały być jego pomnikiem, ale nie ostał się nawet cokół. W Rio zmarł w wieku 100 lat Joao Havelange. Wielki pan dwudziestowiecznego sportu. Pan, o którym wszyscy próbują zapomnieć
Kiedy Rio zdobywało siedem lat temu igrzyska, Havelange był jeszcze ozdobą sportowych salonów. Błyszczał wtedy na scenie jako jeden z ojców sukcesu. Prezydent Lula, Pele, on. Dziarski emeryt, ale nadal w jednej z głównych ról. Przemawiał, lobbował, czarował, sięgał po notes w którym były kontakty do wszystkich: działaczy, sponsorów, polityków. Po notes działacza, który rządził brazylijskim futbolem przez dwie dekady: dekady Pelego, Garrinchy i trzech pierwszych tytułów mistrzów świata. Notes jedynego szefa FIFA spoza Europy, i notes członka MKOl przez blisko pół wieku. Notes biznesmena, dziedzica rodzinnej fortuny zbudowanej między innymi na handlu bronią. Notes autokraty, który przez ćwierć wieku rządził FIFA, chodząc po czerwonych dywanach rozwijanych przez polityków, bywając na audiencjach u papieży, prezydentów i krwawych kacyków. Dla tych ostatnich miał wiele wyrozumiałości. A ci krwawi, dziwnym trafem, bardzo często mieli sentyment do futbolu.

Przyjaciel dyktatorów

Havelange wymienił z nimi niejedną przysługę. Współpracował blisko z generałami-prezydentami z czasów brazylijskiej dyktatury. Ale potrafił też zrozumieć potrzeby obcych, tych z junty argentyńskiej i innych.

Rządząc FIFA Havelange stworzył świat, w którym ingerencja rządu w działanie związku piłkarskiego, choćby zepsutego do szczętu, jest najpoważniejszym przestępstwem i grozi za nie wykluczenie kraju z futbolu. Ale organizowanie wielkich imprez u władców którzy torturują, zabijają, rozkradają jest szanowaniem lokalnej specyfiki. Dyktatorzy bardzo to doceniali. To Havelange niedługo przed mundialem 1978 wymusił na argentyńskiej juncie zwolnienie wiezionego za propagowanie komunizmu syna brazylijskiego ambasadora. Senator Ted Kennedy próbował, ale nic nie wskórał.

Nobel dla działacza

W takich chwilach Havelange myślał sobie to, co kiedyś powiedział na głos "Jestem potężny. Reprezentuję futbol, największą siłę na świecie". Gdy lizusi ze szwajcarskiej federacji piłkarskiej zgłosili do pokojowej Nagrody Nobla, żeby zwiększyć swoje szanse na zorganizowanie mundialu 1998, przyjął tę nominację z wdziękiem i zrozumieniem. Owację na stojąco również. Do końca życia wysportowany, dostojny, zakochany w sobie. Kpiarze nazywali go Królem Słońce futbolu. Ale lizusów miał zawsze wokół siebie więcej. Sam ich dobierał.

Dla tych którzy byli grzeczni i pomagali zarabiać, Havelange był ujmujący i szarmancki. Tych którzy pyskowali, traktował jak parobków na plantacji. Gdy kiedyś zapytano Havelange'a, co jest dla niego najważniejsze w futbolu, odpowiedział: dyscyplina. Gdy Diego Armando Maradona, jego zaprzysięgły wróg, skrytykował przez mundialem w Meksyku terminarz meczów, wyznaczonych na najbardziej upalne godziny, Havelange odpowiedział mu publicznie: "Zamknij się i zacznij grać". Gdy Pele zabrał się za antykorupcyjną krucjatę w brazylijskiej piłce i zaczął wywlekać na światło dzienne przestępczy system stworzony w brazylijskiej federacji przez zięcia Havelange'a, Ricardo Teixeirę, szef FIFA zabronił Pelemu wstępu na losowani mundialu 1994 w USA."On był gangsterem. Obytym, ale gangsterem" - napisał po jego śmierci Andrew Jennings, dziennikarz który pół życia poświęcił na tropienie oszustów z FIFA i Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Sojusze z Coca-Colą i Adidasem

To rządy tego czarującego dyktatora ulepiły nie tylko światowy futbol taki jakim go znamy dziś, ale również olimpijski świat. Havelange był jednym z najbliższych przyjaciół Juana Antonio Samarancha, jego promotorem i mentorem. Zmeniali świat futbolu i igrzysk ręka w rękę. Havelange przejął władzę w FIFA w 1974 i oddał w 1998. Samaranch podbił MKOl w 1980, oddał władzę w 2001. Wielu mówi, że to właśnie Havelange i szef Adidasa Horst Dassler zainstalowali na czele MKOl markiza Samarancha. Przy życzliwym zainteresowaniu KGB, bo wybory były przy okazji igrzysk w Moskwie. A potem Samaranch, startując ze swoimi rządami sześć lat po Havelange'u w FIFA, wcielał to co udało się zrobić w futbolu do MKOl. Obaj zawarli wielkie marketingowe sojusze z Coca - Colą i Adidasem, de facto czyniąc działy marketingu tych firm działami marketingu swoich federacji. Obaj przyjmowali do pracy młodych, prężnych działaczy, polecanych przez Horsta Dasslera. Havelange przyjął niejakiego Seppa Blattera. Samaranch - Thomasa Bacha, dzisiejszego szefa MKOl.

Czasy Latino-Combo

Wejście Havelange'a i Samarancha na szczyty sportu odwróciło sojusze. Zniszczyło władzę Europy i USA nad sportem, zmieniło działaczowski świat. Najprościej mówiąc: wtedy ze sportu wyszli arystokraci, a weszli latyfundyści. Dopłynął za Havelange'em i Samaranchem do władzy w sporcie cały legion podobnych im działaczy, nazywanych przez Jensa Weinreicha, kolejnego dziennikarza tropiącego afery w sporcie, "Latino-Combo". Biznesmeno-działaczy z Ameryki Łacińskiej, ale nie tylko. W tej grupie byli i Meksykanin Ruben Acosta - człowiek który zmienił światową siatkówkę, ale też ją umoczył w wiele nieciekawych spraw - i Włoch Primo Nebiolo, władca lekkiej atletyki w jej złotym wieku. Latino-Combo to byli ludzie bardzo sprawni w zamienianiu sportu w biznes, nadawaniu mu rozmachu. I bardzo wyrozumiali dla przeróżnych ludzkich słabości. Bardzo często - słabości własnych.

Koniec ery misjonarzy

To Havelange i Samaranch przeprowadzili sport w nowe czasy: oni zakończyli w sporcie erę misjonarzy. Misjonarzy czasem błądzących, zamkniętych w swoich obsesjach, jak wieloletni szef MKOl Avery Brundage, który niemal modlił się do zasady amatorstwa, a telewizję wpuścił na igrzyska z obrzydzeniem. Ale jednak misjonarzy, którzy robili coś dla idei. Havelange i Samaranch uznawali to za pozę i przeżytek, za sportowy kolonializm, który swoje idee narzuca wszystkim, nawet tym którzy mają inne. Za wyniosłość Europy i USA, którym się wydawało, że będą już zawsze rządzić światem. A przegapiły ten moment, gdy pojawiło się tyle nowych krajów na mapie świata, że można było wygrać wybory w FIFA i MKOl z ich poparciem, nie umizgując się do Europy . Tak właśnie zrobił Havelange, obłaskawiając Afrykę i Azję. A odchodzący szef FIFA Stanley Rous bardzo mu w tym pomógł, broniąc RPA mimo apartheidu.

Brazylijska szkoła zarabiania

Mówi się czasem, że to Havelange i Samaranch zmienili współczesny sport w wielki biznes. Nie, oni tylko otworzyli szeroko drzwi dla tej zmiany. Lubili to, czym poprzedni szefowie FIFA i MKOl się brzydzili: show, biznes i showbiznes. Dla Havelange'a to było coś oczywistego, Brazylia była w tamtych czasach w awangardzie zarabiania na sporcie. Santos Pelego objeżdżał świat, grając pokazowe mecze za dewizy. W tym czasie w wielu krajach Europy - choćby we Francji, Niemczech, Holandii - zawodowy sport uważano jeszcze za moralnie dwuznaczny. W Niemczech i Holandii ta bariera zaczęła pękać dopiero w latach 60. A w Brazylii biznes kręcił się w najlepsze. Tam już przed wojną legendarny Leonidas zarabiał w reklamie czekolady.

Władca rodzinnego holdingu

Havelange urodził się na biznesmena. Jean Marie Faustin Godefroid de Havelange był synem Belga i Brazylijki, urodził się w 1916 w Rio, w środku wielkiej wojny, ale bardzo daleko od wojny. Dorastał w bogactwie, skończył Liceum Francuskie w Rio, wykształcił się na prawnika, by rządzić rodzinnym holdingiem, biznesami z branży ubezpieczeniowej, stalowej, transportowej i wielu innych. Jeszcze podczas mundialu 2014 w Brazylii działaczy FIFA woziły luksusowe autobusy firmy należącej do rodziny Havelange'ów. Z biznesów z telewizją też miał same dobre wspomnienia z Brazylii. TV Globo, lokalny gigant, prawdziwy władca brazylijskiej piłki, była przez lata jego sojusznikiem.

Zbyt wysoko urodzony, by grać w piłkę

Samaranch był niespełnionym sportowcem. Havelange - sportowcem z krwii i kości. Chciał grać w piłkę, nawet kopał we Fluminense, ale rodzice uznali, że to nie pasuje do jego wysokiego urodzenia. Zabrał się za wznioślejsze sporty. Był olimpijczykiem w arcyciekawych czasach. Jako pływak reprezentował Brazylię w igrzyskach 1936 roku w Berlinie, dziś wspominanych jako igrzyska Hitlera. Jako waterpolista - w igrzyskach 1952 roku w Helsinkach (Maradona mówił często o Havelange'u kpiąco: ten waterpolista). Tych igrzyskach, w których debiutował Związek Radziecki, a że już trwała zimna wojna, sportowcy radzieccy mieszkali w zbudowanej dla siebie wiosce, by się niczym nie zarazić od zgniłych kapitalistów.

Takie były te sielankowe igrzyska z dawnych lat, które czasami wspominamy dzisiaj, by narzekać, w jak kiepskich czasach żyjemy. Kiedyś nie bywało dużo lepiej niż dziś

Sprzedaję produkt zwany futbolem

Havelange był ze swojej biznesowej wizji futbolu dumny. - Sprzedaję produkt zwany futbolem - mówił. Gdy obejmował władzę, FIFA była biedna jak mysz kościelna i miała ledwie kilku pracowników. - Przejąłem stary budynek i 20 dolarów. Po 24 latach zostawiłem nową siedzibę i kontrakty na 4 mld dolarów. Nie było najgorzej - podsumowywał swoje rządy Havelange. Samaranch przejął olimpizm kulejący, rozdarty przez bojkoty. Obaj stworzyli coś w rodzaju ponadnarodowego wspólnego rynku praw do organizacji i transmitowania sportu. Nieważne gdzie trafią igrzyska czy mundial, zasady zarabiania muszą być takie same. A zarobki rozdziela się między udziałowców, zapewniając sobie ich przychylność w najbliższych wyborach. Bardzo dobry system - tak dobry, że pasja zarabiania zaczęła rozsadzać go od środka. I Havelange i Samaranch opuścili swoje firmy w finansowym rozkwicie, ale też wśród smrodu korupcji, nepotyzmu i afer.

Firma do spraw korumpowania

Samaranch oddał władzę po gigantycznym skandalu korupcyjnym przy wyborze Salt Lake City na gospodarza igrzysk 2002. Havelange'a zatopiła afera ISL, firmy powołanej przez FIFA i Adidasa, by pośredniczyć w handlu prawami marketingowymi. Firma okazała się być tak naprawdę pośrednikiem w wypłacaniu prowizji działaczom. Głównie działaczom z futbolowej odmiany "Latino-Combo". Również Havelange'owi. Przez lata jednak udawało się utajniać nazwiska zamieszanych w aferę, nawet gdy sprawa trafiła do sądu w Szwajcarii.

Przyjedźcie na moje urodziny!

FIFA kryła swoich tak długo, że Havelange mógł jeszcze być w 2009 twarzą wspomnianej na wstępie zwycięskiej kampanii Rio 2016. Ze sceny zapraszał: przyjedźcie do Rio w 2016 świętować że mną moje setne urodziny. Stadion olimpijski, na którym dziś walczą o medale lekkoatleci, nosił jeszcze wtedy imię Joao Havelange´a. Carlos Nuzman, organizator igrzysk, jest protegowanym Havelange'a. Ale dziś nazwisko patrona nie pojawia się w nazwie lekkoatletycznego stadionu. Organizatorom wystarcza Stadio Olimpico. Havelange upadał po cichu, ale boleśnie. Gdy nie dało się już dłużej ukrywać ani winnych korupcji, ani skali zepsucia (100 milionów dolarów łapówek które przeszły przez ISL) pozbawiono go właściwie wszystkich honorów. W grudniu 2011 zrezygnował z miejsca w MKOl, tłumacząc się coraz gorszym stanem zdrowia, ale było jasne, że odchodzi zanim każą mu odejść, zaczynając korupcyjne dochodzenie przeciw niemu. W 2013 odszedł z FIFA, z podobnych powodów.

Nie chciałbym się porównywać do papieża, ale...

Igrzyska, które miały być świętowaniem jego setnych urodzin, zastały go w bardzo złym zdrowiu. Dostał zaproszenie na ceremonię otwarcia, ale był zbyt słaby po niedawnym zapaleniu płuc. Od 2012 trafiał do szpitala pięciokrotnie. Zmarł we wtorek rano brazylijskiego czasu w szpitalu Samaritano, w którym leżał od dwóch miesięcy. Chwilę później zaczęły spływać przygotowywane od dawna wspomnienia o nim, pożegnania i rozliczenia. Bardzo gorzkie, jak epitafia dla jego druha Juana Antonio Samarancha, który zmarł w 2010.

"Nie chciałbym się porównywać do papieża, ale jego też krytykują od czasu do czasu. Odpowiada milczeniem" - mówił kiedyś Havelange. On usunął się ze sceny po cichu, MKOl żegna go opuszczonymi do połowy masztu brazylijskimi flagami, ale też po cichu. Lizusi obsługują już innych panów.



Rio 2016. Seksafera w brazylijskiej kadrze. Ingrid Oliveira wyrzucona z wioski [ZDJĘCIA]