Sport.pl

Rio 2016. Kolarstwo torowe. Keirin. Damian Zieliński: Gdyby sędziowie byli ostrzejsi, mógłbym mieć medal. Ale skupiałem się na tym, by robić swoje

Zanim ludzie-pociski wystrzelili na rowerach po zjeździe motoru, sędziowie dwa razy przerywali wyścigi, co się jeszcze w olimpijskim keirinie nie zdarzyło. Damian Zielinski zajął w finale szóste miejsce. Prezes Polskiego Związku Kolarskiego uważa, że Zielinski mógłby zdobyć medal na torze w Rio, gdyby sędziowie dyskwalifikowali zawodników jak należy
- Gratuluję ci Damian, to co zrobiło jury to skandal - mówił po wyścigu prezes PZKol Wacław Skarul. - Są w Międzynarodowej Unii Kolarskiej dwa rodzaje przepisów, dla potężnych i dla pozostałych - mówił. Chodziło mu o niezdecydowanie sędziów, którzy dwa razy przerywali sześcioosobowy finał, bo wydawało im się, że któryś z zawodników ruszył za mocno do przodu zanim zjechał z toru motor prowadzący ich na pierwszych okrążeniach. Po powtórkach przerwanego pierwszego wyścigu wydawało się, że powinien zostać wykluczony najlepszy kolarz torowy igrzysk Jason Kenny , a razem z nim Malezyjczyk Azizulhasni Awang. Ale sędziowie uznali, że najlepiej będzie powtórzyć wyścig w pełnym składzie, co wywołało niezadowolenie w wielu ekipach. Trenerzy byli przekonani, że Brytyjczycy są zbyt potężni by ich zdyskwalifikować. Oni kolejny raz w igrzyskach zrobili rywalom na torze kolarskim to, co Holendrzy robią w panczenach. W Rio Wielka Brytania zdobyła 11 medali na torze. Pozostałe kraje razem wzięte - 10 medali.

- Decyzja sędziów była dyskusyjna, ale też powtórki nie wyjaśniały wszystkiego, nie można było rozstrzygnąć jednoznacznie. A nikt nie chce zdyskwalifikować, jeśli nie jest pewien. Być może sędziowie w ogóle nie powinni odstrzeliwać wyścigu w którym wykroczenie było na granicy. Chyba im się udzieliła presją. Jako zawodnik przez siedem lat kariery nigdy czegoś takiego nie widziałem - mówił Krzysztof Maksel, który startował w finale B.

- Keirin to konkurencja nie tylko dla najmocniejszych fizycznie, ale i psychicznie. Tu jest tyle technicznych niuansów, które trzeba ogarnąć w jednej chwili, wszystko musi się zgrać. Wyścig kompletnie nieprzewidywalny. Nawet trzykrotny mistrz olimpijski Kenny może stracić nerwy gdy widzi, że za nim już grupka rusza do ataku, a on jeszcze nie może się zrównać z kołem motoru. Dziwnie to wygląda z boku, ale taki jest przepis. I wyglądało na to, że mistrz olimpijski może w finale nie pojechać - mówił Maksel. Powtórka wyścigu też się nie udała, tym razem sędziowie debatowali, czy przewinił Niemiec Joachim Eilers. Ale też nie było dyskwalifikacji.

Sport.pl: Sędziowie powinni zdyskwalifikować któregoś z zawodników po przerwanych wyścigach finałowych?

Damian Zielinski: Była taka możliwość, zdarzało się to podczas Pucharów Świata. Nawet nasz zawodnik był kiedyś wykluczony z wyścigu za nieznaczne wyprzedzenie derny. Myślę że sędziowie się przestraszyli wagi swojej decyzji: finał olimpijski, a jedno z wykroczeń popełnił Jason Kenny. Skoro jemu odpuścili, to nie mogli też potem wykluczyć innych zawodników. A gdyby wykluczyli, to podium byłoby już pewne na starcie, bo pojechalibyśmy we trzech. Ją spokojnie robiłem swoje.

Z szansa na medal?

Tą szansa się rzeczywiście pojawiła w finale. Odpadło we wcześniejszych rundach kilku dobrych zawodników. Miałem dobrą taktykę, wyścig się zaczął dobrze układać. Zwłaszcza w pierwszym podejściu. Gdybyśmy dojechali tak jak zaczęliśmy to skończyłoby się nie gorzej niż na czwartym miejscu. Ale wyścig został przerwany, drugi też. Trzeba było spokojnie robić swoje. Miałem opracowana taktykę, trzy razy się jej podjąłem, postawiłem wszystko na jedna kartę. Trochę zabrakło. Być może zapłaciłem cenę za te powtórki, bo szedłem mocno w obu przerwanych wyścigach, dobrze wystartowałem.

Jak się układa taktykę na taki wyścig?

Wszyscy się dobrze znamy. Wiemy, kto ma długi finisz, kto krótki, kto umie wykorzystać ciąg innego zawodnika, kto kogo wybija, kto jeździ chaotycznie. Ale przewidzieć w ułamkach sekund co zrobi sześciu zawodników jest bardzo trudno. Jedna dziesiątą, jedna zła decyzja rozstrzygają czy medal czy ostatnie miejsce. To jest sport dla bystrych wojowników. Dla odważnych, czasem trzeba się komuś rzucić do gardła mocnym atakiem. A tu się zdarza wiele wypadków, nasz kolega Kamil Kuczynski leżał kilka razy, miał złamany obojczyk, operację. Mistrz olimpijski Maximilian Levy do dziś nie wrócił do formy po wypadku. W finale złej decyzji nie podjąłem, po prostu zabrakło sił.

Na żywo tą konkurencja robi niesamowite wrażenie.

Trzeba ją obejrzeć w Japonii, skąd się keirin wywodzi. Tam ma gigantyczną popularność. Został wymyślony dla hazardu, żeby można było obstawiać wyniki. I do dziś są tam naprawdę duże pieniądze. A keirin jest dla Japończyków tak ważny, że po - nie pamiętam już dokładnie - dwudziestu albo dwudziestu pięciu latach ścigania się w nim dostaje się specjalną emeryturę. Są potężne związki zawodowe keirinowcow, które walczą o przywileje dla nich. Kiedy się ścigałem w Japonii, to na pasku z wynagrodzeniem miałem to wszystko wyszczególnione: tyle odprowadzone na składkę emerytalna, tyle na związki zawodowe, utrzymanie obiektu itd. Ekipy z Japonii jeżdżą po europejskich wyścigach kolarskich z kamerami i wyłapują zawodników, którzy pasowaliby do tamtejszego ścigania. Keirinowcy w Japonii zarabiają ogromne pieniądze. Bliżej najlepszych koszykarzy na świecie niż najlepszych kolarzy. Tą keirinowa emerytura to przy ich zarobkach tylko dodatek. To tak jak z polska emerytura za medal olimpijski. Gdybym ją zdobył ją, to uznałbym ją za zabezpieczenie przyszłości. Gdyby ją zdobył siatkarz albo piłkarz, to musieliby się po karierze stoczyć, żeby odczuć te emeryturę w portfelu. Ale wracając do Japonii: jest tam federacja keirinu, zrzesza zawodników, prowadzi szkoły tego sportu. Tak jak u nas szkoły mistrzostwa sportowego. Szkoły mają do swojej dyspozycji po kilka torów treningowych które spełniają wymogi najlepszych startowych. Kamery, omawianie taktyki, analiza testowanie wszystkiego. Są szkolenia, a na koniec egzaminy . Ją zdawałem egzamin w laboratorium, testy sprawnościowe, testy na torze, rozmowę kwalifikacyjną i egzamin z przepisów. Byłem tam na kontrakcie dwa razy. Raz dwa miesiące, raz trzy miesiące. Teraz kontrakty już dochodzą do sześciu miesięcy.

To są propozycję nie do odrzucenia?

Niektórzy odrzucają. My Polacy nie odrzucaliśmy. Związek dawał nam możliwość dorobienia na tych wyścigach. Poza tym to też była promocja Polski i nobilitacja dla naszego kolarstwa. Był w Japonii Grzegorz Krejner, był Łukasz Kwiatkowski i w 2006-7 byłem ją. Po cichu liczyłem że się jeszcze odezwa. Nadal liczę. To idealny moment w karierze, żeby się zająć czymś takim.

A jak jest w kolarstwie torowym? Razem z sukcesami Brytyjczyków i zainteresowaniem ich mediów i sponsorów dopłynęło więcej pieniędzy?

Pamiętam te czasy, gdy się jeździło po betonowych torach, a Brytyjczycy byli tłem dla innych. A potem stopniowo zwiększali nakłady. W Atenach pokazali siłę a potem w Pekinie, Londynie i Rio to właściwie mieli tu własne igrzyska. Ale oni już kilka lat temu na kolarstwo torowe mieli budżet 7,5 miliona funtów, w Polsce wtedy mieliśmy 100 tysięcy. Zmartwieniem naszych kolegów z tamtejszej kadry jest tylko to, żeby się najeść i nie zaspać, bo od całej reszty mają zatrudnionych ludzi. Cały sztab.

Co jest siła Jasona Kenny'ego?

Niesamowitą szybkość, to na pewno. Ale jest też już teraz również bardzo silny. Nie ma aż tak długiego finiszu, ale wydłuża go. Potrafi ruszyć bardzo dynamicznie. Ma wszystko co trzeba. Ja się mimo wszystko cieszę z wyniku który osiągnąłem. Chciałem sobie i widzom zrekompensować wcześniejsze nieudane konkurencję. To jest mój życiowy wynik. Dotychczas najwyżej byłem na siódmym miejscu, dwanaście lat temu w Atenach. Czy przestaje być specjalista od sprintu? Nie, keirin to też sprint, tylko przedłużony. Dawno już nie startowałem w tej konkurencji, ale nie po to żeby oszczędzać siły na sprint, tylko oszczędzać kości, że względu na wypadki o których mówiłem. Chciałbym pozostać w kolarstwie torowym na jeszcze jeden sezon, być może nawet przygotować się do mistrzostw świata, które będą w przyszłym roku w Hongkongu.



Najbardziej niezwykli sportowcy, którzy startują w Rio




Skomentuj:
Rio 2016. Kolarstwo torowe. Keirin. Damian Zieliński: Gdyby sędziowie byli ostrzejsi, mógłbym mieć medal. Ale skupiałem się na tym, by robić swoje
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX