Igrzyska olimpijskie Rio 2016. Lekkoatletyka. Zebra zwana Thiago, czyli nocny dreszczowiec w skoku o tyczce

Zebra - tak Brazylijczycy nazywają sensację w sporcie. Thiago Braz da Silva, kolejny miejscowy bohater z trudnym dzieciństwem, właśnie został w skoku o tyczce największą zebrą lekkiej atletyki. A Piotr Lisek w tym pięknym konkursie zajął czwarte miejsce
Przespaliście skok Thiago Braza po złoto? Nie przejmujcie się, Brazylijczycy też przespali. Albo oglądali jak w tym samym czasie Brazylia toczyła wojnę z Francją pod siatką. Wojna brazylijsko-francuska nad poprzeczką interesowała mało kogo. Trybuny były zajęte może w jednej dziesiątej, do czego się już na lekkiej atletyce w Rio zdążyliśmy przyzwyczaić. Brazylijczycy swoje lekkoatletyczne gwiazdy szanują, podziwiają, maratończykowi Vanderleiowi da Silvie dali zapalić znicz olimpijski, a na bieg Usaina Bolta przyszli tłumnie. Ale żeby dla lekkoatlety na dorobku, jak Thiago, pójść na stadion w deszczowy dzień - to już dla nich za wiele. Nie chodzi o to, że to lekkoatletyka. Po prostu to są kibice bardziej telewizyjni niż stadionowi. Futbol kochają, ale też niewiele stadionów są w stanie zapełnić. Na stadionie, na którym walczą lekkoatleci, gra na co dzień Botafogo. I przywykło do takich pustek na trybunach.

Porzucony przez matkę, wychowany przez dziadków

Tak gospodarze stracili szansę by być przy tym, jak działa się historia. Jedna z ich najpiękniejszych olimpijskich historii. Młody Thiago, 22-latek porzucony kiedyś przez matkę, wychowany przez dziadków, został dopiero piątym brazylijskim mistrzem w lekkoatletyce. Pierwszym od 32 lat. Przeskoczył faworyta, rekordzistę świata Renauda Lavilleniego.

Zrobił to w niesamowitych okolicznościach. Bardzo długo wydawało się że Lavillenie na rozbiegu olimpijskiej skoczni panuje absolutnie, szedł przez konkurs bez żadnej zrzutki. Ale to Thiago zachował więcej sił i pewności siebie, choć dotychczas był znany raczej z tego, że pod presją się ugina (w MŚ nie był nigdy wyżej niż na 14. miejscu). A publiczność, choć nieliczna, tak się rozkręciła, że zrobiła z tego konkursu mecz piłkarski, w którym się pomaga swojemu a przeszkadza obcemu.

Do tego też przywykliśmy w Rio, nawet na meczach tenisowych, nie mówiąc o siatkówce plażowej. Ale w skoku o tyczce, konkurencji ekstremalnej, bardzo niebezpiecznej, przeszkadzanie poszło już za daleko. Lavillenie jeszcze przed ostatnim skokiem na 6,08 pokazał publiczności swój gest Kozakiewicza: kciuk w dół. I niedługo później szedł pakować tyczki, a Thiago pozował fotoreporterom jako zwycięzca.

"Lavillenie: Trybuny nie fair, jak w Berlinie 1936

Trochę mi przykro, że trybuny zachowały się nie fair. W 1936 tłum był przeciw Jesse'emu Owensowi. Nie widzieliśmy czegoś takiego od tamtego czasu. Trzeba się z tym pogodzić - mówił po konkursie Lavillenie. Pokazując nie tylko zrozumiałe w jego sytuacji rozczarowanie, ale też mniej zrozumiałe zaległości, jeśli chodzi o historię igrzysk, a nawet swojej konkurencji na igrzyskach. Choćby wspomnianego gestu Kozakiewicza.

Thiago został nie tylko mistrzem, ale i rekordzistą olimpijskim. Miał zrzutkę na na jednej z wysokości, która Lavillenie przeskoczył na czysto, więc Brazylijczyk musiał pchać ten konkurs w górę, licząc że i Lavillenie w końcu zacznie strącać. I tak się stało. Brazylijczyk stawał do konkursu z rekordem życiowym ze stadiomu 5,92, a po złoto przeskoczył 6,03. Lavillenie zatrzymał się na 5,98. Amerykanin Sam Kendricks na 5.85. A Piotr Lisek i Czech Jan Kudlicka na 5,75.

Uczeń Witalija Pietrowa

Nie można powiedzieć, że Thiago nie był kandydatem do medalu. Jest wielkim talentem tyczki, mistrzem świata juniorów z 2012 roku, wygrał ostatnie zawody przed Rio. Jego talent odkrył Elson Miranda, trener i mąż brazylijskiej wicemistrzyni świata Fabiany Murer, przyjaciółki Moniki Pyrek. Trenuje go WItalij Pietrow, trener z którym olimpijskie złoto zdobywali Siergiej Bubka i Jelena Isinbajewa, i z którym również pracowała Pyrek. Od 2012 Thiago zaczął przyjeżdżać do Formii, włoskiego ośrodka treningowego tyczkarzy, gdzie ćwiczyła Isinbajewa. Od 2014 przeniósł się na stałe do Włoch. Miał być jednym ze skoczków przyszłości. Ale nie chciał czekać i już w Rio rzucił wyzwanie temu największemu we współczesnej tyczce, Lavilleniemu. Odwaga się opłaciła. Teraz Thiago będzie wszędzie. Razem ze swoją żoną Aną Paulą Oliveirą, która skacze wzwyż, ale do Rio się nie zakwalifikowała.

Historia filmowa

Thiago przelicytuje medialnie nawet pierwszą brazylijską złotą medalistkę z Rio, Rafaelę Silvę, judoczkę z faweli. Bo złota Rafaeli wszyscy się spodziewali. Thiago jest z bogatszej okolicy (pochodzi z Marilii w stanie Sao Paulo) ale dzieciństwo miał bolesne. Matka szybko go porzuciła. Dziadkowie, których dziś nazywa rodzicami. wspominają, że zanim się pogodził z odejściem matki, wypatrywał jej dzień w dzień, z plecakiem spakowanym na drogę.

Producenci już rywalizują o to, by sfilmować historię Rafaeli Silvy. Thiago Braz będzie pewnie następny w kolejce.

Mówi Piotr Lisek

Medal? Nie tym razem. Trzeba było bardzo wysoko skakać. Do tego konkurs był mocno opóźniony przez deszcz, wietrzny. Jestem w miarę zadowolony, mogłem skoczyć 5,85, ale zdecydowało niepowodzenie w pierwszej próbie. Popełniałem błędy nad poprzeczką, rozbieg był dobry, tyczki też dobrze dobrane. Poziom w tyczce jest dziś kosmiczny. Kibicowałem i Thiago Brazowi i Renaudowi, ale chyba bliżej mi do Brazylijczyka. Jest młody, trzeba młodych wpuszczać na te wyższe lokaty. Ja też się ciągle uważam za młodego. Biegam całkiem inaczej niż Thiago i Lavillenie, jestem najwolniejszy z czołówki i najcięższy. I to nie o 5, 10 kilo. Lavillenie waży ok 70 kilogramów, a ja 95 kg. Zaczynałem dietę u Ani Lewandowskiej, ale okazało się że jestem strasznym łasuchem i się poddałem.

Rio 2016. Seksafera w brazylijskiej kadrze. Ingrid Oliveira wyrzucona z wioski [ZDJĘCIA]