Rio 2016. Marcin Lewandowski: To był mój wymarzony bieg, pokazałem na co mnie stać

Marcin Lewandowski przebiegł 800 m w doskonałym czasie 1.44,20, ale na medal nie miał szans. Choć - jak twierdzi - bieg ułożył się dla niego idealnie, zajął szóste miejsce. Wygrał wracający do nadludzkiej formy David Rudisha w rewelacyjnym czasie 1,42.15
- Czasem tak jest, że się nie udaje - powiedział Lewandowski po finale, w którym wystartował jako pierwszy Polak od 44 lat. - Był to bieg dla mnie idealny. Trochę żałuje tylko, że nie pobiegłem 1.43,5 tak, jak sobie marzyłem..

Idealny bieg polegał na tym, że wyrwał do przodu Kenijczyk Alfred Kipketer, aby przygotować grunt Rudishy. Oszałamiające tempo z pierwszego okrążenia utrzymało się na drugim. Czas jest jeden z najlepszych w historii, a o to na igrzyskach niełatwo, bo na wielkich imprezach biega się 800 metrów taktycznie.

Za Rudishą przybiegł Algierczyk Taoufik Makhloufi, złoty medalista z Londynu na 1500 m. Sensacyjne trzecie miejsce zajął Amerykanin Clayton Murphy, który polepszył się w tym roku o dwie sekundy, te najtrudniejsze do pokonania w biegu na 800 m, z 1 min 45 s na 1 min 43 s. Jak powiedział Lewandowski, to jest właśnie to, o co mu chodzi. Amerykaninowi udał się bieg życia, prawdopodobnie już nigdy tak szybko nie pobiegnie. Ale ma medal - brązowy. - Może mi nie jest to dane - powiedział Lewandowski. Wyglądał na pogodzonego z losem.

Rozmowa z Marcinem Lewandowskim - biegaczem na 800 m, szóstym zawodnikiem igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Czy to był najbardziej szalony bieg, w którym brałeś udział?

- Nie, szalony nie był. Był taki, jak chciałem. Wymarzony. Bardzo mocne tempo od początku, żadnego przypadku w rozstrzygnięciu. Najmocniejsi wygrali. A mnie było stać na to, co pokazałem. Cieszę się, że mamy to za sobą, i że pobiłem najlepszy wynik w tym sezonie. Kenijczycy rozegrali między sobą bieg taktycznie, aby pomóc Rudishy. Ja też zrobiłem swoje: równe tempo biegu, na końcu zabrakło sił. Niesamowicie mocny bieg, a ja znów byłem w finale.

Szkoda, ale o medal byłoby trudno. Finał mnie nie zadowalał. Walczyłem, miałem ostatni wynik na liście startowej, a przybiegłem szósty. Jestem zadowolony, ale nie do końca, bo mogłem powalczyć. Biegałem w finałach mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Kręcę się koło medalu, który jak na razie nie jest mi dany.

Słyszeliśmy o pana przygodach z MMA w USA...

- Zawsze byłem fighterem. Przez trzy miesiące, odpoczywając od hali, musiałem coś robić. Na razie nie wyglądam na gościa, który walczy w klatce. Ale dwa lata po zakończeniu olimpiady będę wiedział więcej. Najważniejsze, aby robić to, co się kocha. Żona jest przeciwna. A ja znajduję tam adrenalinę i strach. Czasem pytam siebie co ja tutaj robię, będąc na środku murawy, po swoim biegu. Ale ja po prostu to kocham i nie mógłbym bez tego żyć.

Tak Anita Włodarczyk cieszyła się ze złota i rekordu świata [ZDJĘCIA]