Sport.pl

Rio 2016. Pływanie. Michael Phelps drugi, Singapurczyk wygrał z idolem

Niesamowite wydarzenia na basenie. Michael Phelps, Laszlo Cseh i Chad Le Clos pokonani przez Josepha Schoolinga z Singapuru na 100 m motylkiem. Sławy zdobyły razem srebrny medal. Było to pożegnanie największej legendy pływania, zakończone w zdumiewający sposób, nie do przewidzenia.
21-letni Schooling pogodził tych, którzy mieli ścigać się o złoto. Amerykanin, Węgier i Afrykaner byli żelaznymi faworytami wyścigu. Dyskutowano o tym, wymieniano się memami, złośliwostkami, szczególnie po pokonaniu Le Closa przez Phelpsa na 200 motylkowym. Mówiono, jak rozłożą się akcenty w tej walce: Le Clos jest szybszy do pierwszego nawrotu, dwaj pozostali po nawrocie (faktyczznie Phelps miał na nawrocie szósty wynik, Le Clos piąty, Cseh czwarty). Pytano jak 31-letni Phelps zniesie program, jaki sobie narzucił - był to jego piąty finał w Rio. Zwycięzca miał na mecie czas 50,29 s, pozostali trzej 51,14 s.

Widowisko, gdy stali na podium, było przednie, jakby znak czasu, i jakaś ironia: ci trzej to najwięksi rywale ostatnich lat, w sumie zdobyli 37 medali olimpijskich.

Cseh liczył, że gdy Phelps odchodzi, to on właśnie ostatnim rzutem zdobędzie złoty medal olimpijski, który tak długo był mu nie dany. Właśnie w tej konkurencji, w której Phelpsowi zawsze było najtrudniej. Jest już Węgier na czwartej olimpiadzie. Chad też wietrzył zwycięstwo, jako sprinter miał większe szanse we właśnie tej konkurencji. A amerykańscy dziennikarze twierdzili, że Phelps może popłynąć tak szybko jak w 2008 roku. Wszyscy trzej śmiali się potem na podium, brali za ręce, choć Michael będzie miał prze to "tylko" pięć złotych krążków (i jeden srebrny, o ile amerykańska sztafeta 4x100 zmiennym zdobędzie złoto).

I jeszcze jeden fantastyczny akcent tej historii. Symboliczny, skoro odchodząca legenda przegrywa z kimś tak młodym i nieznanym. Wygrał pływak z Singapuru, którego zdjęcia jako małego chłopca u boku Amerykanina tuż przed igrzyskami w Pekinie wczoraj zamieściła połowa gazet w regionie - zaraz po eliminacyjnym zwycięstwie Josepha nad największym olimpijczykiem w historii. Zdjęciowy Phelps jechał właśnie na swoją misję zdobycia ośmiu złotych medali olimpijskich, którą szczęśliwie ukończył. Razem z amerykańską ekipą miał w Singapurze zgrupowanie aklimatyzacyjne. Pojechał na trening do luksusowego Country Clubu, gdzie jest 50-metrowy basen.

- Słyszałem, że jest tam w ogrodach mnóstwo małp, które kradną batony - wspominał na konferencji Phelps ze śmiechem pierwsze spotkanie z Josephem, czyli Joshem Schoolingiem.

- Odrabiałem właśnie lekcje chińskiego, kiedy dzieciaki zaczęły krzyczeć, że przyjechał Michael. Poleciały wziąć autograf, więc ja też pobiegłem - mówił Josh.

To było osiem lat temu. Tak zaczęła się przygoda 13-letniego Josha z pływaniem.

Zaraz po wygranych eliminacjach 100 m motylkiem prezydent tego małego państwa-miasta Tony Tan wysyłał gratulacje do "naszej latającej ryby". "Włączcie budziki na sobotę" pisali sobie ludzie na Facebooku, choć nie wiadomo po co, skoro tam historyczny wyścig odbywał się tuż po 9. rano. A premier Lee Hsien Loong, który ogląda igrzyska na miejscu w Rio, spotkał się z Joshem na pływalni tuż przed finałem.

A potem Schooling nie tylko jako pierwszy Singapurczyk zdobył złoty medal, ale też jako pierwszy awansował do finału olimpijskiego.

Schooling rzecz jasna nie jest produktem singapurskiej myśli szkoleniowej. Pływał w drużynie małego koledżu, głównie dla obcokrajowców - The Bolles School - znanego ze znakomitej szkoły sportowej. Wylądował tam wkrótce po spotkaniu z Phelpsem. Szkoła przygotowała 17 pływaków do igrzysk w Londynie.

Teraz jest w Austin, w University of Texas u bardzo renomowanego trenera Eddie Reese'a, szefa wszystkich szefów w olimpijskich reprezentacjach pływackich USA w Atenach (2004) i Pekinie (2008). Jego pływakami byli między innymi pięciokrotny mistrz olimpijski, grzbieciarz Aaron Peirsol, trzykrotny mistrz olimpijski, zmiennista i motyl Ian Crocker.

A dziś największą gwiazdą jest Schooling.



Zjawiskowe kaski chińskich kolarzy torowych [ZDJĘCIA]