Rio 2016. Kolarstwo torowe. Francuzi podejrzewają Brytyjczyków. "Lepiej się zamknąć"

- Gdybym miał wytłumaczenie, to nie stałbym przed wami z brązowym medalem na szyi - powiedział Michael D'Almeida, francuski kolarz torowy. Ledwo powstrzymywał się przed sugerowaniem, że Brytyjczycy, złoci medaliści w sprincie drużynowym, grali nieczysto. Od czterach lat Wyspiarze bezsprzecznie dominują na welodromie. Dziś dwukrotnie bili rekord świata w wyścigu drużynowym.
To powtórka sprzed czterech lat, gdy Brytyjczycy również królowali na welodromie w trakcie igrzysk w Londynie. Wtedy reprezentacja gospodarzy wygrała siedem z dziesięciu olimpijskich tytułów, kompletnie dominując rywalizację. Przeciwnicy, w tym Francuzi, kpiąco zarzucali Brytyjczykom, że ich rowery mają "magiczne koła", które zapewniają im tak rewelacyjne wyniki.

- Śmieję się z tego. To takie same koła, których używamy od lat. Są okrągłe i zrobione z włókna węglowego. To najmniej zaawansowany element rowerów jaki może być w naszym sporcie, nie zmienił się od 1996 roku - mówił wtedy Chris Boardman, szef departamentu researchu brytyjskich kolarzy.

W czwartek trójka brytyjskich sprinterów - Jason Kenny, Philip Hindes i Callum Skinner - pojechała świetnie w otwierającym rywalizację na welodromie wyścigu. Pobili rekord olimpijski (42.440 sekundy), wyraźnie bijąc Nowozelandczyków. Francuzi zajęli trzecie miejsce, wygrywając z Australijczykami, ale do zwycięzców stracili ponad pół sekundy. W sprincie to spora różnica.

- Jesteśmy ludźmi jak oni, stworzeni z tych samych mięśni co oni, mamy takie same rowery, dlaczego więc oni są lepsi? - pytał dziennikarzy rozczarowany Michael D'Almeida, który jechał w trójce francuskiej. - Nie wiem jak to działa, naprawdę nie mam pojęcia. Nie jestem w ich obozie, w ich kraju. Mam pewne przeczucia, ale najlepiej żebym się zamknął, bo lepiej nie mówić pod wpływem emocji - mówił.

Trener Francuzów, Laurent Gane, ma podobną opinię. - Nie istnieją przez cztery lata, a potem na igrzyskach odjeżdżają całemu światu. Trzeba pytać, jak to im się udaje. Ich trzeci zawodnik (Callum Skinner - red.) nigdy nie skończył tak wyścigu, a teraz ma chyba najlepsze czasy ze wszystkich. Trzeba ich spytać, jak to robią. Naprawdę chciałbym wiedzieć, zrozumieć ich sukcesy - mówił.

W piątek, drugiego dnia zawodów na welodromie, Brytyjczycy nie zwalniali. W wyścigu drużynowym na 4000 metrów już w półfinale pobili rekord świata. W finale Australijczycy w pierwszej części wyścigu jeszcze swoich rywali się trzymali, ale w dalszej części dystansu nie byli w stanie zrównać się mistrzom. Czwórka Edward Clandy, Steven Burke, Owain Doull i Bradley Wiggins odstawiła rywali i z czasem 3:50.260 minut jeszcze bardziej poprawiła rekord świata. Wszystko wskazuje więc na to, że igrzyska w Rio wcale nie zmienią postrzegania Brytyjczyków przez ich rywali. Wyspiarze wciąż są najszybsi.



Najbardziej niezwykli sportowcy, którzy startują w Rio