Sport.pl

Rio 2016. Pływanie. Zapis na Konrada Czerniaka

Nie wiesz, jak to jest skoczyć do olimpijskiego basenu pierwszy raz, pierwszy raz usłyszeć wywołanie do swojego startu, usłyszeć pierwszy raz krzyk trybun, gwizdek na start sędziego, poczuć atmosferę. I od razu w najważniejszym wyścigu. Nie? To czujesz się jak Konrad Czerniak, srebrny medalista mistrzostw świata z 2011 roku z Szanghaju.
Najlepszy polski sprinter - choć specjalizujący się w stylu motylkowym, właśnie w nim zdobył srebro pięć lat temu - już pływał na basenie w Rio. Mianowicie, na czwartej zmianie sztafety 4x100 m, która przypłynęła szósta w swoim biegu eliminacyjnym i odpadła z zawodów. To jest zgoła inne doświadczenie niż w wyścigu indywidualnym - człowiek jest w grupie. Nie ma drżenia z nerwów, takiego gdy się stoi na słupku w jednym rzędzie z innymi. Sędzia nie daje sygnału do startu dla zawodników kolejnych zmian oprócz pierwszej, start jest lotny, to znaczy zawodnik odbija się wtedy od słupka, gdy dotknie ściany jego kolega.

Wszystkie te bezcenne doświadczenia indywidualnego startu, takie osobiste dotknięcie igrzysk, zostało Czerniakowi zabrane. Nie zgłoszono go do startu na 100 m dowolnym, której finał miał miejsce wczoraj, dzień przed pierwszym startem Konrada w eliminacjach stylu motylkowego.

Gdyby jeszcze na igrzyskach olimpijskich była konkurencja 50 m st motylkowym. Ale nie ma. Konrad startuje tylko raz.

Nie mamy prawa napisać, że był w stanie osiągnąć sukces na 100 m st dowolnym. Tegoroczne wyniki - z trzeciej dziesiątki na świecie - nie pozostawiają żadnych złudzeń. Jednak zabolało mocno.

Na Facebooku Czerniak napisał. "Nie była to moja decyzja ani mojego Trenera. Dowiedziałem się o tym od mojej siostry dzień przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich. Informacja ta zwaliła mnie z nóg, nie życzę nikomu takiej sytuacji i mam nadzieje że się to nigdy nie powtórzy. Trenuje pływanie od 20 lat, reprezentuje Polskę, prawie całe życie podporządkowałem mu po to aby ścigać się z najlepszymi a prawo do startu na Igrzyskach Olimpijskich odebrał mi ktoś z PZP przez "niedopatrzenie" , "pomyłkę", sytuacje jeszcze nie wyjaśnioną."

Jak w ogóle doszło do tego, że taki wspaniały zawodnik nie został zgłoszony, choć chciał się ścigać?

Zdarzyło się jedno wielkie qui pro quo

Otóż w związku zgłoszeniami zajmuje się Piotr Gęgotek, który rozmawiał z Bartoszem Kizierowskim w Londynie, podczas mistrzostw Europy i wyniósł z tej rozmowy przeświadczenie, że Konrad będzie startował indywidualnie tylko na 100 motylkowym. Więc kiedy Światowa Federacja Pływacka (FINA) załączyła z automatu Konrada do listy startujących na 100 m dowolnym (wpisuje wszystkich, którzy osiągnęli tzw. minimum A), Gęgotek wykreślił go, aby związek nie musiał płacić kary za nie stawienie się zawodnika na słupku startowym.

Ani jeden mail nie został wysłany w jedną lub w drugą stronę. Według moich źródeł w związku ani Kizierowski nie zgłosił mailem startu Czerniaka na 100 m dowolnym, ani związek nie zapytał mailowo, w jakich konkurencjach planuje start jego zawodnik. Kiedy polska ekipa dotarła do Rio, i Kizierowski nie zobaczył Konrada na liście startowej, wściekł się, ale nic już nie dało się zrobić. Było już po odprawie technicznej, czyli po ostatnim momencie na zmiany.

Obaj mają teraz olbrzymie pretensje do związku, który faktycznie nie cierpi na nadmiar sympatii ze strony zawodników - ostatnio głośno było o wykreśleniu przez działaczy pływaka, który mógł lecieć do Rio mimo, że nie uzyskał minimum A obowiązującego Polaków. Pływacy byli oburzeni. Zaś Kizierowski od dawna uważa, że jako trener pracujący w Hiszpanii nie jest traktowany tak samo, jak inni.

Jedyne co może teraz najlepszego zrobić Czerniak, to skupić się na starcie w najszybciej rozwijającej się konkurencji pływackiej. Zawodnicy przyspieszają ławą. O ile jeszcze niedawno na medal wystarczyło popłynąć 51,3 s, to teraz nie daje takiej pewności czas w okolicy 51. Przynajmniej tak było na mistrzostwach świata w Kazaniu w zeszłym roku, gdzie trzech najlepszych zeszło poniżej 51 s - a wtedy jeszcze nie startował Michael Phelps, ukarany za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu.

Teraz oprócz niego - wygrał, ale nie olśnił w wyścigu na 200 motylkiem - wystartuje równie nieśmiertelny jak Amerykanin Laszlo Cseh. Kariera Węgra toczy się równolegle, na niemal dokładnie tych samych konkurencjach co Amerykanina, i kiedy Cseh sądził, że przetrwał Phelpsa, ten wrócił. I jest jeszcze Chad le Clos, i Amerykanin Tom Shields i kilku innych znacznie szybszych w tym roku od Konrada.

W jego pływaniu najważniejsze są ostatnie 15 metrów, czyli ten odcinek, który decyduje o sukcesie lub porażce. Konrad jest znakomity na pierwszych metrach, na tzw. otwarciu. Ostatnie metry są słabsze. Jego trener - świetny pływak, olimpijczyk i brązowy medalista mistrzostw świata - kończył karierę jako sprinter i ma smykałkę do przygotowania sprinterskiego.

Ale kiedy był zawodnikiem warszawskiej Polonii, pływał nawet na 1500 metrów i był rekordzistą Polski. O ile w Berkeley, gdzie uczył się trenerskiego fachu, będąc jednocześnie zawodnikiem, przeszedł całkowicie na pozycję sprintera, o tyle wcześniej, w Mission Viejo pływał wszystko, co można. A więc wie również, jak pracować nad wytrzymałością ostatnich metrów. Jest więc nadzieja, że Konrad ostatnie metry wyszarpie.

W eliminacjach wystartuje również Paweł Korzeniowski.



Więcej o: