Sport.pl

Rio 2016. Zimna wojna na olimpijskiej pływalni. Oskarżenia, gesty i brak cywilizacji

Michael Phelps stawia na plecach bańki, więc praktycznie bierze meldonium - mówi rosyjska telewizja państwowa. Julija Jefimowa mówi, że sportowcy mieszani są w politykę, gdy jej rywalka nazywa ją oszustką. Z kolei Chińczycy atakują australijskiego pływaka i przypominają, że jego kraj był kiedyś wielkim więzieniem. Zmagania na olimpijskiej pływalni przekroczyły już sport.
- Zawsze myślałam, że jest już po zimnej wojnie. Dlaczego zaczynać ją jeszcze raz, wykorzystując sport? - pytała się na konferencji prasowej po przegranym finale wyścigu na 100 metrów stylem klasycznym Rosjanka Julija Jefimowa, która w ostatnich dniach znalazła się w centrum uwagi światowego sportu. Zdyskwalifikowana w 2013 roku na 16 miesięcy pływaczka miała nie wystąpić na igrzyskach w Rio de Janeiro, ale ostatecznie startować mogła. W dodatku pochodzi z Rosji, a start sportowców z tego kraju na igrzyskach jest co najmniej kontrowersyjny. Aż 278 z 389 zakwalifikowanych Rosjan weźmie udział w zawodach, choć udowodniono, że organizacja dopingu jest tam sprawą państwową. MKOl wstrzymał się z dyskwalifikacją całego kraju i zostawił wolną rękę poszczególnym federacjom.

King jak Mutombo

Jefimowa została wyklęta: kibice na nią buczeli, a wojnę medialną wypowiedziała jej 19-letnia Amerykanka Lilly King. - Cieszy się z tego, że wydaje jej się, że jest najlepsza, ale złapali ją za oszustwa dopingowe. Nie jestem fanem - mówiła Amerykanka. Gdy zobaczyła cieszącą się z dobrego występu w półfinale Rosjankę, pogroziła jej palcem w stylu słynnego środkowego z NBA Dikembe Mutombo. Ten gest koszykarz wykonywał po udanych blokach, pokazując rywalom, że z nim sobie nie poradzą.





I Jefimowa z King sobie nie poradziła. W drugim półfinale nastolatka popłynęła szybciej o dwie setne sekundy, w finale o pół sekundy. Choć obie pływaczki zmagały się na sąsiadujących torach, nie pogratulowały sobie wyniku i popłynęły każda we własną stronę. - Można być czystym i wygrać - mówiła Amerykanka. Rosjanka odpowiadała, że jest jej smutno, że niektórzy sportowcy nie wierzą, że jest czysta. Stwierdziła, że to kwestia polityki, w którą niepotrzebnie mieszani są sportowcy. - Nie wiem, co się dzieje w świecie politycznym, od czterech lat mieszkam w USA, jestem w Rosji tylko przez może miesiąc w roku - broniła się.

Bańki jak meldonium

Konflikt Jefimowej z King to jednak tylko część "zimnej wojny" trwającej na olimpijskiej pływalni i okolicach. Sportowcy przekrzykują się w oskarżeniach. Najbardziej utytułowany olimpijczyk w historii - Michael Phelps - powiedział: - To smutne, że mamy w sporcie ludzi, którzy mieli pozytywne wyniki na doping nie tylko raz, ale nawet dwa razy i wciąż mogą pływać na igrzyskach. To łamie mi serce.

Sam multimedalista znalazł się w ogniu krytyki. Rosyjska telewizja państwowa zrobiła materiał o bańkach, które Phelps kładzie sobie na plecach, by szybciej regenerowały mu się mięśnie. Badacze zwracają uwagę, że to może być tylko efekt placebo, ale Rosjanie patrzą na to inaczej. - Efekty kuracji bańkami przypominają te, które zachodzą po zażyciu meldonium - mówiła telewizja, dając do zrozumienia, że Amerykanin szprycuje się tak samo, jak zawieszeni rosyjscy sportowcy, na potęgę korzystający z niedozwolonego środka. Wpadła nawet tenisistka Maria Szarapowa.

Australia na granicy cywilizacji

Kłótnie pływaków wykraczają poza USA i Rosję. Australijczyk Mack Horton po zdobyciu złota na 400 metrów w stylu dowolnym i pokonaniu swojego największego rywala - Suna Yanga - rozpętał wojnę z całymi Chinami. Przeciwnika nazwał oszustem, bo ten w 2014 roku był zawieszony na trzy miesiące i ten fakt był przez Chińczyków rzekomo zatajony. Potem Yang bronił się, że nie wiedział, że lek, który brał na chorobę serca (zrezygnował raz z jednego wyścigu ze względu na bóle w klatce piersiowej) jest na liście środków zakazanych.

Hortonowi odpowiedziało chińskie państwo. - Australia powinna się tego wstydzić, ale bierzemy pod uwagę poważne eseje napisane przez zachodnich twórców, z których dowiadujemy się, że ten kraj jest na granicy cywilizacji. Na początku był to przecież teren, który dla Wielkiej Brytanii stanowił zamorskie więzienie. Nie ma się więc co dziwić temu, jaki im tam brakuje kultury - napisała zarządzana przez komunistyczną partię anglojęzyczna gazeta "Global Times". Australijczycy zripostowali tylko, że Horton miał prawo mówić to, co powiedział, bo wspierał czystych sportowców.

Australijczyk wsparł francuski pływak Camille Lacourt, który powiedział nawet, że Yang "sika na fioletowo". A King mówiła, że szanuje Hortona jeszcze bardziej, bo ten pierwszy zabrał głos w tej sprawie, choć stwierdził tylko to, co myślą wszyscy, podobnie jak ona.

Teoretycznie kłótnie sportowców dodają pieprzu ich rywalizacji, co przyciąga przed ekrany widzów, ale każdy konflikt wewnątrz dyscypliny ją osłabia. Eksperci już teraz mówią, że to efekt fatalnego zarządzania światowym sportem - MKOl dopuszczając Rosjan do igrzysk napuścił sportowców na siebie. Komitet olimpijski zabrał już głos, ale nie wykroczył poza niewiele wnoszącą korporacyjną nowomowę. - Prosimy sportowców, by szanowali swoich rywali - stwierdził rzecznik organizacji.

Korzystałem z artykułów zamieszczonych na stronach The Guardian, Telegraph, Independent i Mashable

W Rio zrobiło się bardzo gorąco. Fotoreporter Reutersa nie mógł się powstrzymać [ZOBACZ ZDJĘCIA]




Więcej o: