Igrzyska olimpijskie Rio 2016. Jerzy Janowicz: Lekarze mówili, że mogę już nie grać w tenisa. Ale wróciłem

W połamanych rakietach Polska prowadzi w Rio z resztą świata 2:0, ale w turnieju singlistów nie ma już nikogo z Polski. Jerzy Janowicz przegrał z Luksemburczykiem Gilles'em Muellerem 7:5, 1:6, 6:7 (10:12) i odpadł w pierwszej rundzie, tak jak Agnieszka Radwańska i Magda Linette
Janowicz swoją rakietę połamał dopiero po ostatniej piłce, a nie w połowie seta jak Agnieszka Radwańska. Nikt mu nie zarzuci, jak Agnieszce, że za mało walczył, że nie był sobą. Był: pokazywał i temperament, i umiejętności, miał dwa meczbole. Nie był faworytem, wraca do tenisa po pół roku przerwy. Walczył długo z odnawiającą się kontuzją kolana, grał dopiero drugi mecz od stycznia (poprzedni był niespełna dwa tygodnie temu w turnieju w Segowii, gdzie przegrał z Włochem Lucą Vannim), a był blisko awansu. Końcówka meczu była znakomita, na wysokim poziomie, z ogromnymi emocjami. Ale to rywal wygrał po blisko 2,5 godz. walki, wykorzystując swoją czwartą piłkę meczową.





Sport.pl: W pierwszym secie rzucił pan do trenera: ja go dzisiaj pokonam. Nie udało się.

- Czułem się naprawdę dobrze. Zabrakło odrobiny szczęścia. Decydujący set stał na bardzo wysokim poziomie. Nikt nie zwalniał, wiele zależało od tego, czy się grało z wiatrem, czy pod wiatr. Pod wiatr dużo trudniej było utrzymać serwis. To było wyzwanie dla psychiki. Wiedzieliśmy, że każde przełamanie jest na wagę złota. Punkty zdobywaliśmy po dobrych zagraniach, a nie po błędach.

Kontuzja jeszcze daje o sobie znać?

- Nie. Gram bez bólu. Ale wiadomo, że jeśli się nie gra przez siedem miesięcy - bo nie zaliczam wyjazdu do Australii jako turnieju, w którym powinienem grać (Janowicz odpadł tam w pierwszej rundzie) - to po 2,5-godzinnym meczu boli wszystko. Gilles walczy o każdą piłkę, trudno się z nim gra. Z leworęcznym nie mierzyłem się od roku. Na pewno był faworytem, ale tak niewiele mi zabrakło. Walczyłem z całych sił, bardzo mi na tym występie zależało. Trudny czas za mną, lekarze nie dawali mi większych szans na powrót do tenisa. Gilles był zdecydowanym faworytem. Nie dość że jest w rytmie, gra przez cały sezon, to jest po prostu świetnym tenisistą. Ja mam za sobą bardzo trudny czas w życiu. Cieszę się z tego, że udało się zagrać dobry mecz, na wysokim poziomie, w trudnych warunkach. Wiało dzisiaj strasznie, musieliśmy być skoncentrowani w każdym momencie. Byłem blisko, ale to nie wystarczyło. Za tie-break nie mam do siebie pretensji. Przy piłkach meczowych on dobrze zaserwował, ja zagrałem super return, a on odpowiedział odwrotnym forhendem. W całym meczu zagrał może dwie takie piłki... Trochę szczęścia i mogło być odwrotnie.

Jakie ma pan teraz plany?

- Wracam do Europy zagrać w challengerze, a potem będę się przygotowywał do US Open.

Trudno wracać do świata challengerów, gdy się było w wielkim tenisowym świecie?

- Albo chce się coś robić, albo nie. Sukcesy odnosi się tylko dzięki woli walki. Jeżeli tego nie ma, to... A, może nie dokończę.



W Rio zrobiło się bardzo gorąco. Fotoreporter Reutersa nie mógł się powstrzymać [ZOBACZ ZDJĘCIA]