Sport.pl

Igrzyska olimpijskie Rio 2016. Katarzyna Niewiadoma - gwiazda sportu na lata?

To może być gwiazda polskiego sportu na lata, czy wróci z Rio z medalem czy bez. Dla Katarzyny Niewiadomej te igrzyska są jak Turyn dla Justyny Kowalczyk i Sydney dla Otylii Jędrzejczak: już może, ale jeszcze niczego nie musi
Jest młoda, drobna, bardzo waleczna, silna psychicznie, pazerna na wygrywanie, jeździ po górach jak Rafał Majka, zjeżdża jak Michał Kwiatkowski, świetnie wypada w mediach i uprawia sport, który w ostatnich latach wystrzelił w górę. Jeszcze jest w kobiecym kolarstwie bardzo dużo do zrobienia, żeby choć zbliżyć je popularnością i zarobkami do męskiego. Ale wiele już się zmieniło na lepsze. I wiele zmieni w najbliższym czasie. Czyli w tym czasie, gdy kariera Katarzyny Niewiadomej powinna nabierać jeszcze większego tempa. Mieć galerniczkę, której wszystko przychodzi łatwo i która wszystko robi z uśmiechem - bezcenne dla popularności sportów wytrzymałościowych, w amatorskim i profesjonalnym wydaniu.

Rafał Majka: - Powiedziałem jej przed startem: umiej poczekać

Niewiadoma to jeden z największych młodych talentów kolarstwa, zgłaszały się już do niej ze wstępnymi propozycjami wszystkie zawodowe ekipy z czołówki najmocniejszych (Polka ma jeszcze tylko rok kontraktu z grupą Rabo Liv). Po Rio może się też wreszcie stać rozpoznawalna na polskiej ulicy. Choć dla niej to wszystko jest na dalekim planie: popularność, kontrakty. Na razie liczy się tylko rower, trening i wygrywanie. Ci którzy się opiekują jej karierą mówią, że jeśli tylko można gdzieś pojeździć na rowerze, to ona już tam biegnie, nie patrząc na to, czy będzie jeździć z zawodowcami, serwisantami czy dziećmi, czy to się opłaca czy nie. Cierpliwość, mówią, nie jest jej najmocniejszą stroną. Chciałaby wygrać wszystko, i od razu. - Powiedziałem jej przed startem, żeby umiała poczekać. Bo ona jest nerwowa jak ja - mówił nam w niedzielę Rafał Majka, wyjeżdżając na pierwszy trening po zdobyciu brązowego medalu. O Kasi mówią, że jest Rafałem Majką w spódnicy. - Znamy się dobrze, byliśmy w tym samym klubie, u tego samego trenera - mówił Majka o klubie Krakus Swoszowice i trenerze Zbigniewie Klęku.

Siła polskiej trójki

- Ona nigdy na nic nie narzeka. Wszystko jej się śmieje gdy siada na rowerze. Dla niej to jest największa nagroda: wyjść na trening - mówi Anna Plichta, która dziś razem z Małgorzatą Jasińską staje na starcie przy Copacabanie, by pomagać Niewiadomej. W trzyosobowej drużynie role są jasno podzielone. One dwie, Anna i Małgorzata, poświęcają się dla tej najmłodszej i najlepszej. - Z przyjemnością - mówi Plichta. To jest siła tej trójki: lubią się, trzymają razem. Będą na trasie w Rio reprezentacje liczniejsze, czteroosobowe. Ale w niektórych z nich, jak mówi Plichta, od ambicji aż buzuje i nie zawsze da się tak łatwo podzielić role. Powiedzieć: dzisiaj wypruję się dla ciebie, bo walczymy dla kraju, a ty teraz jesteś lepsza.

Wiatr zdmuchuje z roweru

O tym, że trzeba się będzie wypruć, nikogo po sobotniej walce mężczyzn nie trzeba przekonywać. Kobiety pojadą po tej samej trasie, tylko zrobią mniej pętli. Ale i tak przejadą więcej, niż zwykle w swoich wyścigach, około 140 km. I będą walczyć z dużo mocniejszym wiatrem niż wczoraj mężczyźni. - Ja już miałem problem z wiatrem, a dla kobiet to przy tych porywach będzie masakra, wyścig się może rozstrzygnąć na płaskim, a nie w górze - mówi Rafał Majka. Gdyby przy wodzie wiało podczas wyścigu tak jak ostatniej nocy, to zawodniczki będą w niektórych miejscach walczyć o to, żeby ich nie zdmuchnęło razem z rowerem. W sobotę ze 144 startujących w męskim wyścigu do mety dotarło tylko 63.

- Na tej trasie jest wszystko. Wyzwania od samego startu, bo najpierw jest płasko przy wodzie, gdzie trzeba będzie osłaniać Kasię przed wiatrem. Ona jest malutka, a my większe. A dalej jest do wyboru do koloru: podjazd ostry, podjazd łagodniejszy, ale pod wiatr, zjazd szybki, zjazd techniczny, bruk. Chcemy być jak najbliżej niej do końca, pomóc jej jeszcze na ostatnim podjeździe. Ona świetnie jeździ w górach, to wiadomo. Ale jest też jedną z najlepiej zjeżdżających kobiet - mówi Anna Plichta.

Rodzice zakochani w kolarstwie

- Ona gdziekolwiek jedzie, jedzie podbijać świat. To jest inne pokolenie, rocznik 1994, nie ma nawet pojęcia, że kiedyś Polacy zagranicą czuli się onieśmieleni, nie widzi powodu. Jest z rodziny, w której się kocha sport, tata to kolarz amator, czasem pomaga jej w treningach, gdy trzeba jechać przed nią na motorze, mamę też można zobaczyć na rodzinnych zdjęciach jak jedzie obok Kasi- mówi jej menedżer Grzegorz Mikuła. Rodzice tak wciągnęli się w kolarstwo, że w rodzinnej Ochotnicy Górnej założyli mały klub kolarski. Jak kiedyś rodzice Kamila Stocha z innymi rodzicami z Zębu klubik narciarski dla swoich dzieci.

Jest jeszcze czas, by próbować

- Trasa w Rio jest na pewno pod nią. Poprawiła jazdę na czas i nie można wykluczyć, że i tam powalczy, ale jednak jest przede wszystkim góralką - mówi Mikuła. Okoliczności sprzyjają, a do tego Polka ma ten komfort, że choć bardzo medalu chce już teraz, to wie, że nic się nie stanie, jeśli się nie uda. Da z siebie więcej niż ma, bo inaczej nie umie. Ale ma jeszcze czas. Ma czas próbować, jeśli trzeba będzie, to i się nauczyć na błędach. Jest jak Justyna Kowalczyk z Turynu, Otylia Jędrzejczak z Sydney. Pierwsza zanim na włoskich igrzyskach zdobyła medal, przeżyła i zwątpienie, i omdlenie na trasie. Druga z Sydney wróciła jeszcze bez medalu. A obie już w następnych igrzyskach były gwiazdami pierwszej wielkości.



W Rio zrobiło się bardzo gorąco. Fotoreporter Reutersa nie mógł się powstrzymać [ZOBACZ ZDJĘCIA]


Więcej o: