Sport.pl

Rio 2016. Czy Srebrna Strzelba Bogacka znów wypali?

- Tu się wygrywa i przegrywa o grubość włosa, a finału nie zagwarantuje nawet 40 "dziesiątek" w 40 strzałach - mówi Sylwia Bogacka o pierwszej konkurencji, w której zostaną rozdane medale igrzysk w Rio de Janeiro. Z karabinu pneumatycznego w Londynie ustrzeliła srebro, a do światowej czołówki należy od kilkunastu lat, choć nie kryje, że sportów statycznych nie lubi. Eliminacje w sobotę o godz. 13.30, finał o 15.30, relacje na żywo w Sport.pl




Dla Bogackiej Rio to czwarte igrzyska w karierze. Strzelczyni z Jeleniej Góry woli konkurencję, w której debiutowała w 2004 roku w Atenach, czyli karabin sportowy trzy postawy. W Grecji zajęła 17. miejsce, w 2008 roku w Pekinie w trzech postawach była 10., a w "pneumatyku" ósma, natomiast przed czterema laty w Londynie uplasowała się na drugiej i czwartej pozycji.

Nieźle. Takie wyniki każą na Sylwię uważać, nawet kiedy mówi, że nie jest w najwyższej formie, bo w przygotowaniach mocno dokuczała jej kontuzja barku.

Jeśli pójdzie dobrze, już w pierwsze popołudnie (nasze, bo w Brazylii będzie to poranek przechodzący w przedpołudnie) igrzysk w Rio możemy zobaczyć Polkę (a może dwie, bo startuje też Agnieszka Nagay) w obrazkach jak z westernów o rewolwerowcach. Szefowie strzelectwa postanowili zamieszać w przepisach. I dać oglądającym taki finał, w którym sukcesywnie odpadać będą kolejne strzelczynie, aż zostaną tylko dwie najlepsze i między sobą rozstrzygną sprawę.

Ale oddajmy głos Bogackiej, ona najlepiej opowie o tym, co zobaczymy.

- Tu się wygrywa i przegrywa o grubość włosa. To się nie zmienia - mówi nasza Srebrna Strzelba. - W eliminacjach mamy 40 strzałów z 10 metrów do tarczy, której "dziesiątka" ma średnicę pół milimetra - tłumaczy dalej. I teraz - uwaga - sytuacja się komplikuje. - To pół milimetra jest jeszcze podzielone na 10 części, więc w eliminacjach nie wystarczy 40 razy w 40 strzałach trafić w dychę. Zwiększono nam trudność, bo zwiększono precyzję. Nie dziwcie się, że po 40 strzałach najlepsi będą mieli wyniki powyżej 400 punktów. Trzeba będzie trafiać w 10,5 i lepiej, a nie w 10,1 czy 10,2 - mówi Bogacka.

To, że centralna "dziesiątka" waży więcej niż dycha ledwo złapana naszą zawodniczkę cieszy. - Nic bardziej precyzyjnego już się chyba nie da wymyślić. Bardzo dobrze, faktycznie najlepsi powalczą o medale - twierdzi. Zadowolona jest i z tego, że w finale ósemka, która do niego się zakwalifikuje, zacznie walkę od nowa, bez przenoszenia punktów z eliminacji. - Przecież w innych dyscyplinach to norma. Czy np. w lekkiej atletyce było tak, że jak ktoś wspaniale pobiegł w eliminacjach, to w finale mógł spacerować, a i tak wygrywał? Wreszcie i u nas będzie normalnie - mówi Bogacka. Ale już pomysłu odstrzelania kolejnych strzelców i strzelczyń z finału nie pochwala.

- W finale będzie 20 strzałów, ale tylko dla tych, którzy dojdą do walki o złoto. Wszystko zacznie się dwiema szybkimi, trzystrzałowymi seriami, a później już co drugi strzał będzie odpadała zawodniczka mająca najmniej punktów. Czy to sprawiedliwe? Nie, bo strzelectwo, zwłaszcza na igrzyskach, to sport zwrotów akcji. Ktoś, kto opadnie mógłby w końcówce wywalczyć medal, bo np. jest bardziej odporny psychicznie. Ja lubię walczyć do końca. Znów posłużę się przykładem z lekkiej atletyki. Czy podczas biegu na 800 metrów ktoś ściąga z bieżni zawodnika, który po 400 metrach zajmuje dalsze miejsce, mówiąc mu: "chłopie, ty już schodź, bo za dużo tracisz do prowadzącego"?

Żeby było jasne - Bogacka nerwów niepotrzebnie nie traci. Ona się śmieje nawet kiedy mówi, że coś jej się nie podoba. Dystansu nabrała przed poprzednimi igrzyskami.

Od przygotowań do Londynu robię różne szalone rzeczy. Głupoty, jak to ludzie mówią. Ostatnio pływam na wake'u. To wyciąg na wodzie, szusuje się po jeziorach, między słupami. Zabawa fajna, a jak rozwija mięśnie, jak mocno całe ciało pracuje. Nie przestałam też kochać kitesurfingu. Może w Rio polatam któregoś dnia między "pneumatykiem" a trzema postawami? Ile ja się nasłuchałam, że to niebezpieczne, że to ekstremalny sport. A przecież bardziej niebezpieczna jest jazda na rowerze, to rowerzyści mają o wiele więcej wypadków - mówi. - Na nartach jeżdżę w przeciwną stronę, pod górę. Lubię wyruszyć z 800-900 metrów i dojść na poziom powyżej 3000 m. Bywa, że góra nie pozwoli się zdobyć, bo rozpęta się śnieżyca taka, że po tym jak się przed burzą ucieknie, to później na parkingu trudno znaleźć auto, tak wszystko jest zasypane. Ale wtedy czeka się na ładniejszą pogodę i za dwa-trzy dni góra już musi wpuścić. Od dziecka uwielbiam samochody, auto taty prowadziłam jeszcze zanim nogami sięgałam do pedałów, bo tato brał mnie na kolana i mówił "no, dawaj, zasuwamy po mieście". Tira nauczyłam się prowadzić w wieku ośmiu lat. Teraz mam lat 34, a strzelam już od 22. W pewnym momencie, z moim temperamentem, głowa już tego nie wytrzymywała, musiałam zacząć kombinować. Próbowałam pewnie wszystkiego. Poza jogą, do niej mnie nie ciągnie. Ja muszę być w ruchu, nie lubię sportów statycznych - wyznaje mistrzyni strzelectwa.



Okładki gazet na igrzyska w Rio


Więcej o: