Rio 2016. To się zapisało: Jesse Owens pokonał Hitlera

- Nie przyjechałem do Berlina, by podawać mu rękę - odpowiadał Jesse Owens, gdy pytano go o Adolfa Hitlera. Dokładnie 80 lat temu po raz trzeci w odstępie kilku dni Amerykanin sprawił, że wódz III Rzeszy wycofywał się na tyły swojej stadionowej loży. Był wściekły, bo 100 tysięcy jego rodaków wiwatowało na cześć przedstawiciela rasy, którą miał w pogardzie




Piątego sierpnia 1936 roku czarnoskóry Amerykanin nie dał żadnych szans Aryjczykom w biegu na 200 metrów, wcześniej był zdecydowanie najlepszy na "setkę" i w skoku w dal. Olimpijskie występy w Berlinie zakończył czwartym zwycięstwem, w sztafecie 4x100 metrów. Co ciekawe, nie zostałby pierwszym w historii poczwórnym mistrzem jednych igrzysk, gdyby działacze amerykańscy nie ulegli wcześniejszym naciskom Hitlera i nie wycofali ze składu dwóch sprinterów żydowskiego pochodzenia. Dzięki temu zwolniło się miejsce dla Owensa, który pierwotnie nie był przewidziany do startu.

Największemu ze sportowców berlińskich igrzysk ich gospodarz nie umiał pogratulować tak, jak ten sportowiec na to zasługiwał. Ale Owens nigdy specjalnie się tym nie przejął. Mówił nawet, że Hitler jemu, czarnemu zwycięzcy, chociaż się lekko ukłonił, a biała Ameryka nie wykonała żadnego gestu. - Kiedy wróciłem z igrzysk z czterema złotymi medalami wszyscy klepali mnie po plecach i ściskali moją dłoń, ale nadal nikt nie chciał mi zaoferować pracy - ubolewał.

Chcąc zarobić ścigał się z końmi, psami, samochodami i motocyklami, ale był też m.in. dozorcą, windziarzem, DJ-em i w końcu kaznodzieją.

- To nie Hitler mnie znieważył, tylko zrobił to Franklin Delano Roosevelt. Prezydent mojego kraju nie przysłał mi nawet telegramu z gratulacjami, nie mówiąc o zaproszeniu mnie do Białego Domu - powiedział kiedyś.

Sportowe mistrzostwo Owensa Ameryka doceniła dopiero 40 lat po igrzyskach w Berlinie. W 1976 roku Gerald Ford przyznał mu Prezydencki Medal Wolności, a trzy lata później prezydent Jimmy Carter nadał mu tytuł Żyjącej Legendy Sportu. Godnie upamiętnili go również Niemcy. Po jego śmierci, w 1980 roku, drogę prowadzącą do Stadionu Olimpijskiego w Berlinie nazwali Aleją Jessego Owensa.

Cztery lata po śmierci Owensa znalazł się sportowiec, który powtórzył jego wyczyn. W 1984 roku, na igrzyskach w Los Angeles, Carl Lewis również wygrał olimpijskie biegi na 100 i 200 m, skok w dal oraz sztafetę 4x100 m.

Cykl "To się zapisało" będziemy prezentować od 5 do 21 sierpnia, a więc od pierwszego do ostatniego dnia igrzysk w Rio de Janeiro. Chcemy przypomnieć w nim najciekawsze olimpijskie historie, które wydarzyły się i osiem, i 108 lat temu.



Okładki gazet na igrzyska w Rio