Rio 2016. Pyrek: Polska zdobędzie w Rio 16 medali

Polska zdobędzie w Rio 16 medali, powiem z fantazją. Sześć w lekkoatletyce, gdzie Polacy są złotymi faworytami. Gdy mnie ktoś zapyta, gdzie są gwiazdy wielkie jak Usain Bolt lub Michael Phelps? Zniknęły, nie ma ich i nie mam pojęcia dlaczego - mówi Monika Pyrek.
Siedzimy w wiosce olimpijskiej w Rio, obok wchodzą do wioski kolejne reprezentacje, kolarze wyjeżdżają rowerami na trening, Australijczycy wracają z konferencji, podjeżdżają limuzyny z szejkami, bo trwa właśnie ceremonia powitania drużyny jakiegoś arabskiego królestwa. Za naszymi plecami zwisa wielki transparent z napisem: "Go Poland".

Rozmowa z Moniką Pyrek, wielokrotną medalistką mistrzostw świata i Europy, kandydatką do Komisji Zawodniczej MKOl

Radosław Leniarski, Paweł Wilkowicz: Już dziś porównuje się Rio do innych igrzysk. Głównie negatywnie. Jak pani, czterokrotna olimpijka, ocenia to, co tu zastała? Jest gorzej czy lepiej niż w Sydney, Atenach, Pekinie, Londynie? A może młodzież jest bardziej wymagająca?

Monika Pyrek: Niestety, jest gorzej. To znaczy warunki nie są inne pod względem jakości, ale pod względem czystości. Po prostu jest brudno. Dramatycznie brudno.

Jest bardzo dużo awarii, toalety się psują non stop, wiadomo, było o tym w mediach. I jakoś dziwnie jest to wszystko skoordynowane, bo dziś ekipa sprzątająca wkroczyła do mojego pokoju o 4 rano.

Wszyscy narzekają na odległości. Wioślarze dwie godziny spędzili w autobusie, aby dojechać na tor na Lagunie z wioski w Barra de Tijuca, a obydwa treningi odwołano, bo fala była taka jak na morzu.

Jedzenie też nie jest najlepsze. Przepraszam, ale jak wspomnieliście, byłam na czworgu igrzysk i mam porównanie. Wszyscy myśleli, że będzie mnóstwo owoców, świeżych warzyw. Ale też w wioskach jedzenia dobrego nigdy nie było, bo to masówka. Nie sposób przygotować czegoś dobrego po kosztach.

Na początku było gorzej. Jak się coś zepsuło, to mówili, że przyjdą jutro. A dziś naprawili natychmiast. Malowali pasy, jak ekipy przyjeżdżały, no to teraz są namalowane. Gdzieniegdzie nie ma szyb w oknach, ale podobno tu się tak buduje. Choć jak byłam u Fabiany Murer [brazylijska mistrzyni świata w skoku o tyczce z 2011 r.] w domu, to ona miała wszystkie szyby.

Ale w sumie, gdyby nie ten brud, to igrzyska, na których byłam, są mniej więcej podobne do siebie. Na każdych były jakieś problemy.

A dodatkowo tu, w wiosce, jest urokliwie, można potrenować - pobiegać, pojeździć na rowerze, są siłownie pod chmurką. Tu nie mam zarzutów.

Igrzyska są inne niż wcześniejsze z powodu Rosji. Jak sportowcy przyjęli zgodę MKOl na start "czystych" Rosjan, na grupowe wykluczenie lekkoatletów, w tym Jeleny Isinbajewej?

- Bardzo długo nad tą sprawą się zastanawiałam. Czekałam na decyzję IAAF, a potem MKOl. Bardzo lubię Jelenę, ale jeśli działał oszukańczy system, jeśli są na to dowody, to kara dla Rosji musiała być. Sytuacja jest taka jak z powszechnymi zwolnieniami z WF w szkole - dopóki nie będzie kary w postaci braku promocji do następnej klasy, nic tu się nie poprawi. Musi być ostra kara odstraszająca, coś wielkiego, i igrzyska się do tego nadają. Trudna to była decyzja, wiem, że Jelena czuje się pokrzywdzona, bo przecież nikt jej nie złapał na dopingu. A dla niej Rio byłoby pięknym finałem kariery. Ciężko pracowała na powrót, urodziła dziecko i udało jej się, choć ja wiem, jak jest wtedy trudno. Żadnej młodej matce tyczkarce nie udało się wrócić na tak wysoki poziom, bo nasza konkurencja wymaga szaleństwa, a każdej matce z oczywistych względów go brakuje.

Jeszcze jedno: Rosja miała prawie rok na zareagowanie. A było głównie zaprzeczanie. Jelena jako bohaterka sportu, przyjaciółka Putina, mogła zrobić cokolwiek w tej sprawie, ale nie zrobiła nic. To ją obciąża. Pewnie mogłaby się postarać o start pod flagą olimpijską, ale to nie honor. Jestem pewna, że za swoją postawę dostanie piękną i huczną imprezę na zakończenie kariery.

Sportowcy wiedzieli, co się dzieje?

- Były podejrzenia. Zawsze tak było, że kraje postradzieckie ze względu na złapanych ludzi są zainfekowane dopingiem. Ale nie mnie oceniać. Są odpowiednie służby. We mnie nie ma uprzedzeń. Kiedy się dowiedziałam o dopingu Anny Cziczerowej, to się poryczałam, bo dla mnie to był ideał kobiety. Skacząca z gracją, wzór lekkoatletki. Ja zawsze chciałam być skoczkinią wzwyż, ale Bozia mi wzrostu nie dała. Skoro nie mam dowodów, siedzę cicho, choć przecież mogłabym powiedzieć: w Atenach dwie Rosjanki przede mną - byłam czwarta. W Pekinie trzy - byłam piąta. Hm, dopiero teraz się okaże, czy zdobyłam w Chinach olimpijski medal. [Zbadane zostały ponownie próbki z tych igrzysk i z Londynu. Jest 98 pozytywnych wyników, w tym od medalistów]. Jestem zdania, że trzeba ponownie sprawdzać stare próbki jak najdłużej, nawet 20 lat, a nie osiem czy dziesięć, jak to teraz jest. I za ciężkie sterydy stosować dożywotni zakaz. Tylko nie za drobnostki. Z rozsądkiem. I ktoś z przeszłością dopingową nie powinien startować na igrzyskach. Nie tylko Rosjanie jak w Rio.

A co z pieniędzmi, które przez dopingowiczów przepadły prawdziwym zwycięzcom?

- Dużo o tym dyskutujemy. Wiadomo, najpierw jest satysfakcja, że jednak byłam lepsza. Kulawa to satysfakcja, bo bez hymnu, bez trybun, z medalem przysłanym pocztą. Ale jakaś jest. Po drugie - świadczenia. Załóżmy, że zostałam oszukana w Pekinie. Gdybym zdobyła wtedy medal, miałabym lepsze stypendia, zapraszana byłabym za lepsze stawki na mityngi, a Red Bull być może wypłaciłby mi niebotyczną nagrodę, taką, jaką obiecał mi za medal w Atenach. Straty są więc też materialne. Zastanawiałyśmy się z koleżankami, czy w razie czego nie założyć Rosjankom sprawy cywilnej, zbiorowej. Ja jestem za cywilnymi procesami. Bo trudno będzie zmusić na przykład IAAF albo MKOl do odszkodowania. Oni robią formalnie wszystko, aby oszustw dopingowych nie było. Dochowują staranności - tworzą przepisy, organizują, zapewniają testy antydopingowe itp. Może tylko powinni być zobowiązani do ułatwienia odbierania nagród i trofeów od oszustów i przeprowadzać godne ceremonie medalowe, aby prawdziwi zwycięzcy czuli się docenieni.

Thomas Bach powiedział, że zakaz startu dla Julii Stiepanowej, która ujawniła aferę, wsparła komisja zawodnicza MKOl. A jaką pani podjęłaby decyzję?

- Taką samą. Julia Stiepanowa wyszła z aferą, gdy straciła korzyści, miejsce w kadrze. Nie wyobrażam sobie jej startu na igrzyskach. Musiałaby mieć ochronę. W Amsterdamie nie było Rosjan, a tu jest 60 proc. ekipy z różnych dyscyplin. W ogóle sądziłam, że dostanie status świadka koronnego, ze zmianą tożsamości itd. No ale ona chce startować...

Powiedzmy coś miłego. Coś o polskiej ekipie...

- Mam pozytywne odczucia. Będzie 16 medali, powiem z fantazją. Sześć w lekkiej: na rzutniach cztery, Adam Kszczot lub Marcin Lewandowski na 800, mam nadzieję na medal Andżeliki Cichockiej na 1500 m i Kamili Lićwinko w skoku wzwyż, której ubyło rosyjskich rywalek. Mam wrażenie, że dzisiejsza reprezentacja - tak jak dzisiejsze polskie społeczeństwo - jest bardziej otwarta na świat, częściej podróżuje. Dziś młodzi ludzie rosną w świadomości, że jesteśmy Europejczykami, stąd się bierze ich pewność siebie. Mnie było dotąd strasznie wstyd, gdy nasz sportowiec musiał korzystać z pomocy tłumacza, aby coś powiedzieć na konferencji prasowej. Przygotuj sobie choć dwa, trzy zdania po angielsku, skoro już wiesz, że idziesz na konferencję - myślałam sobie. Dziś kulomiot Konrad Bukowiecki mówi przepięknym angielskim, to pewny siebie chłopak, choć ma 19 lat i pochodzi ze Szczytna. Młodzi są bardziej samodzielni, bardziej świadomi tego, co robią. Kiedyś myśl o emeryturze olimpijskiej wręcz przytłaczała, człowiek myślał: ojej, jak ważny to jest start, może mi ułożyć życie. Wiem, bo sama w Atenach myślałam, że fajnie byłoby zdobyć medal, bo będzie emerytura, bo starość będę miała zapewnioną w skarpecie. Oni dziś o tym nie myślą, widzą inne możliwości i to ich wzmacnia. A mnie prawdopodobnie to wtedy zgubiło. Takie mam wrażenie.

A w światowym sporcie nie brakuje pani trochę gwiazd, które tak jasno świeciły na poprzednich igrzyskach? Zawsze przecież ktoś taki był lub zawsze tacy byli. A dziś?

- Też mam takie wrażenie. Gdzie są informacje o gwiazdach? Gdzie są następcy Phelpsa i Bolta? Nawet przy głosowaniu w komisji pojawiały się zawsze ogromne nazwiska. Dziś ich nie ma. Usain Bolt uratował lekkoatletykę, ale nikt inny nie był promowany, bo działaczom z poprzedniej ekipy było tak wygodnie.

A z drugiej strony na przykład tenisiści, milionerzy sportowi, tłumnie chcą w igrzyskach startować i zdobywać medale. Czyli wciąż one są magnesem. Gdy w wiosce Novak Djoković idzie przez tłum, wszyscy się zatrzymują i opadają im szczęki. Sama się tak zachowuję i zastanawiam, czy zrobić sobie zdjęcie, czy nie...

Kto będzie gwiazdą? Dream team z koszykówki jest niepełny, bez Stephena Curry'ego. Więc - w globalnym kontekście - Novak. Ideał. Jestem zachwycona jego książką "Serve to win" o diecie, ale zastanawiam się, gdzie on tutaj je.

Ciekawe, czy też ma zapchany sedes i brakuje szyby w jego mieszkaniu?

- Słyszałam coś o posprzątanych penthouse'ach... Novak raczej nie ma folii na panelach i nie dostał mopa do zmycia podłogi.

Ale może to i lepiej, że nie ma gwiazdy, która zdominowałaby tak wielką imprezę. Uważam, że dla sportu najważniejsza jest rywalizacja, a nie dominacja i śrubowanie rekordów.

No właśnie. Z medali Phelpsa z Pekinu pamiętamy ten, który zdobył w pojedynku na paznokcie z Miloradem Caviciem na 100 m motylkiem...

- Kiedyś dojdziemy do granic ludzkich możliwości i wtedy się okaże, że miałam rację - że rywalizacja jest wieczna. I jeszcze jedno: ja rzucę nazwisko Djokovicia jako największej gwiazdy, pan powie Froome, ale tak naprawdę to dowodzi, że sport olimpijski przegrywa z serialami. Zawodowymi, profesjonalnie zorganizowanymi, prywatnymi, cotygodniowymi serialami. Ludzie osłuchują się z nazwiskami bohaterów, utożsamiają się z nimi. Powiecie, że telewizja odpowiada na zainteresowanie ludzi? A pamiętacie seriale brazylijskie? Ktoś je zaczął puszczać w Polsce i wdrukowały się. Każdy zna niewolnicę Isaurę. Tak to działa.



Starty Polaków na igrzyskach w Rio. O której trzeba wstać, żeby nie przegapić [TERMINARZ]