Sport.pl

Igrzyska olimpijskie. Kolejna bomba przed Rio

23 medalistów igrzysk w Pekinie i 15 uczestników olimpiady w Londynie było na dopingu. A MKOl zbadał dopiero połowę próbek
Nazwisk nie ujawniono. W tej chwili Międzynarodowy Komitet Olimpijski przekazuje je krajowym federacjom. Wiadomo, że będą wśród nich gwiazdy sportu, bo aż 23 przyłapanych na dopingu to medaliści z igrzysk w Pekinie przed ośmioma laty.

Z pozoru może się wydawać, że MKOl działa chaotycznie. Dlaczego podaje taką informację dwa tygodnie przed rozpoczęciem igrzysk w Rio, skoro próbki ma w swoich laboratoriach od lat? Normalnie bada się je przez dwa tygodnie, w szczególnych wypadkach procedurę można przyspieszyć do 48 godzin. Podawanie wyników w ostatniej chwili pamiętamy z zimowych igrzysk w Soczi, kiedy tuż przed ich rozpoczęciem MKOl poinformował o przebadanych próbkach z Turynu.

- Takiego przyspieszenia w rozwoju technologii wykrywania dopingu jak dziś nie pamiętam - mówi Michał Rynkowski, dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. - Kiedy zaczynałem pracę w 2009 roku, było spokojnie. Teraz ciągle dostajemy nowe wytyczne i informacje o zabronionych substancjach. Walka z dopingiem rozwija się dynamicznie, trzy lata temu nie mieliśmy wielu możliwości, które są dziś dostępne. Stąd badamy stare próbki nowymi metodami i otrzymujemy nowe wyniki - mówi.

Wygląda więc na to, że MKOl czekał tak długo, by wykonać swoją pracę jak najlepiej. Dłużej już nie mógł, bo według starego regulaminu ma maksimum osiem lat na przebadanie próbek. Za chwilę ukaranie sportowców startujących na igrzyskach w Pekinie nie byłoby już możliwe. Ale i przepisy się zmieniają - próbki z Rio będą mogły być badane przez następne dziesięć lat, by nowymi metodami wykryć dopingowiczów.

Pierwszy szok przeżyliśmy w maju, kiedy MKOl ujawnił, co znajduje się w 719 próbkach sportowców, którzy startowali w letnich igrzyskach w Pekinie i Londynie (2012 r.). Spośród 454 próbek pobranych podczas igrzysk w Pekinie 30 zawierało niedozwolone substancje. Dopingowicze pochodzili z 12 krajów i wystartowali w sześciu dyscyplinach. Spośród 265 próbek pobranych podczas igrzysk w Londynie 23 dały wynik pozytywny - doping brali sportowcy z sześciu krajów startujący w pięciu dyscyplinach.

W piątek MKOl podał wyniki badań drugiej serii próbek. Ponownie przebadano materiał pobrany od 386 sportowców z Pekinu i 138 z Londynu. Wyniki znów są szokujące. Do listy dopingowiczów trzeba dopisać 30 sportowców z Pekinu (pochodzą z ośmiu krajów i startowali w czterech dyscyplinach) i 15 z Londynu (z dziewięciu krajów, startowali w dwóch dyscyplinach). To kolejnych 45 sportowców przyłapanych na dopingu. 23 z nich to medaliści z Pekinu. W sumie sprawdzono już 1243 próbki z dwojga poprzednich letnich igrzysk olimpijskich i stwierdzono, że 98 sportowców zażywało niedozwolone środki.

Przyłapani na dopingu sportowcy nie będą mogli wystartować w Rio. - Taki wstrząs tuż przed igrzyskami sprawi, że ci, którzy teraz będą chcieli wspomóc się niedozwoloną substancją, będą się bać o wiele bardziej - komentuje Rynkowski.

Co oprócz dyskwalifikacji czeka dopingowiczów? Jeśli stawali na podiach poprzednich igrzysk, zostaną im odebrane medale. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo powstanie bałagan, którego skutki trudno sobie do końca wyobrazić. Odebranie medali i wręczenie ich tym, którzy na to zasłużyli, to jedno. Ale jak poradzić sobie z innymi konsekwencjami sukcesu na igrzyskach? Co z premiami, które dostali dopingowicze? Co ze stypendiami i emeryturami olimpijskimi, które zostały im już wypłacone? - Odkręcić to będzie niesłychanie trudno - komentuje Rynkowski.

Ale to nie koniec, bo wciąż nie wszystkie próbki z Pekinu i Londynu zostały ponownie przebadane. MKOl przygotowuje wyniki dwóch kolejnych serii testów. Być może jeden z nich poznamy jeszcze przed igrzyskami.

W ciągu kilku dni powinna zapaść jeszcze jedna decyzja. MKOl, który zgodził się ze zdaniem IAAF (Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych) i wykluczył rosyjskich lekkoatletów z Rio, rozważa, czy dyskwalifikacji nie rozciągnąć na wszystkich sportowców z Rosji.

I znów wszystko się dzieje w ostatniej chwili przed igrzyskami. Ale może to dobrze? Brytyjska sprinterka Jeanette Kwakye, srebrna medalistka halowych mistrzostw świata w Walencji, napisała w "The Guardian", że nie było lepszej chwili, by zawiesić Rosjan. - "Do igrzysk pozostały dwa tygodnie, ale brutalność decyzji MKOl blednie w porównaniu z bólem sportowców, którzy przegrywali z dopingowiczami" - napisała Kwakye. I dodała, że mniej żal jej 68 zawieszonych rosyjskich lekkoatletów, którzy mogą być przecież czyści, niż tych, którzy przegrali walkę o podium, bo zostali oszukani przez dopingowiczów. - "Cierpieli i przez lata bili się z myślami, że nie byli wystarczająco dobrzy" - dodaje Kwakye.

Wstrząsające zdjęcia z wód Rio. W tych śmieciach będą rywalizować sportowcy?