Sport.pl

Rio 2016. Ignaczak: Będziemy gotowi na Rio

Nie patrzyłbym na igrzyska przez pryzmat finału Ligi Światowej. Dla siatkarzy to turniej życia, jadą do Brazylii bić się o medale - mówi były reprezentant Polski Krzysztof Ignaczak.
Rozmowa z Krzysztofem Ignaczakiem, mistrzem świata z 2014 r., trzykrotnym olimpijczykiem

Marcin Lew: Trzy tygodnie przed startem igrzysk polscy siatkarze słabo wypadli w turnieju finałowym Ligi Światowej. Są powody do obaw?

Krzysztof Ignaczak: Nie powiedziałbym, że zagraliśmy słabo. Po prostu trener nie wystawiał pierwszej szóstki, czego nie rozumiem. Zawodnicy, którzy mieli problemy zdrowotne - Fabian Drzyzga, Mateusz Mika, Michał Kubiak - mogli złapać rytm grania. Trener miał jednak inne plany.

Wygraliśmy tylko z Francuzami, którzy zdobyli brąz, przegraliśmy z Serbami, którzy wygrali turniej, pokonując faworyzowaną Brazylię 3:0. Ja bym nie panikował. Mamy trzy tygodnie, przez ten czas można zbudować formę. A nawet cztery, bo pierwsi rywale w Rio to nie potęgi, które powinny rzucić nas na kolana.

Poprawić trzeba zagrywkę i przyjęcie, tutaj odstawaliśmy od reszty zespołów. To kluczowe elementy w siatkówce. Skoncentrowałbym się właśnie na nich.

Czy to nie jest tak, że przyjęcie i zagrywka przychodzą przy lżejszych treningach?

- Pytanie, jak chłopaki ostatnio trenowali. Jeśli intensywnie, z dużymi obciążeniami, to mogli mieć ciężkie nogi. O przyjęciu decydują ułamki sekund. Po ciężkim treningu niejednokrotnie wydawało mi się, że mam nie swoje ręce, nie swoje nogi. Ruchy nie były tak płynne jak normalnie.

LŚ wygrali Serbowie, czyli jedyna drużyna z turnieju, która nie zagra w Rio. Formę szykowali na Kraków, pozostali mieli mniejsze lub większe problemy.

- Dlatego nie patrzyłbym na Rio przez pryzmat finału LŚ. Chłopaki wiedzą, o co grają, że jadą do Rio spełniać marzenia. Mówią, że najważniejszy będzie ćwierćfinał, i mają rację. To mecz, na który trzeba się sprężyć, gdzie będzie czekał rywal również liczący na medale.

Będziemy dobrze przygotowani do tego turnieju. Rozmawiałem z Michałem Kubiakiem, który pracuje bardzo ciężko, może za ciężko. Ale ma świadomość, że to impreza jego życia, szansa, która może się już nie powtórzyć.

Wytypujesz skład, który powinien zacząć pierwszy mecz w Rio?

- Wszyscy założyliśmy, że w szóstce wystąpią Kubiak, Mika, Kurek i Drzyzga, choć sezon raczej pokazuje, że podstawowym rozgrywającym będzie Grzesiu Łomacz. Na środku na pewno Karol Kłos oraz Mateusz Bieniek albo Piotr Nowakowski. Teraz w lepszej dyspozycji jest pierwszy.

Na środku trener Stéphane Antiga mnie zaskoczył, bo nie zmieścił w kadrze Marcina Możdżonka. To gracz doświadczony i defensywny, potrafiący zdobywać punkty blokiem w najważniejszych momentach.

Wolałbym zabrać czterech środkowych i zrezygnować z przyjmującego - Antiga i tak nie skorzysta z Bartka Bednorza, bo będzie grał trójką przyjmujących. W dodatku jeśli Dawid Konarski zostanie pierwszym atakującym, w przyjęciu może też pomóc Bartek Kurek.

Kurek, Mika i Kubiak są daleko od optymalnej formy.

- Powtarzam: zostały cztery tygodnie. Trzy zawodnicy mają na to, by wykopać się z dołka fizycznego. Już tydzień zmiany w treningach spowoduje gwałtowny wzrost formy. Jestem spokojny. Fizycznie byliśmy dobrze przygotowani już w Krakowie, bardziej bym żałował tego rotowania składem.

Trener pokazał, jaki ma pomysł na drużynę. Jego będziemy rozliczać, mam nadzieję, z sukcesu. Antiga to odpowiedzialny człowiek i najlepiej wie, czego potrzebuje zespół. Ale z doświadczenia wiem, że przed turniejem pierwsza szóstka zawsze grała trochę wcześniej. Żałuję, że nie awansowaliśmy do półfinału turnieju finałowego LŚ i nie zmierzyliśmy się z dwoma rywalami, z którymi się spotkamy w Rio.

Polska jedzie do Rio z czterema zwycięstwami i siedmioma porażkami w LŚ. Nie obawiasz się o psychikę?

- Nie. Siatkarze wiedzieli, że turniej w Krakowie może być poligonem doświadczalnym, i tak samo wiedzą, że do Rio jadą, by wygrywać. Tam będzie świeżość, siatkarze będą wiedzieć, o co grają, a to doda im z 20 procent do tego, co potrafią.

Cztery lata temu Polacy wygrali LŚ, z igrzysk w Londynie odpadli w ćwierćfinale. Może to jednak dobrze, że jeszcze nie są w optymalnej formie?

- W 2012 r. stawiano nas w roli faworyta igrzysk - wygraliśmy LŚ, byliśmy naładowani pozytywną energią, ale coś nie zagrało. W 2014 r. zajęliśmy w LŚ ósme miejsce, a zdobyliśmy mistrzostwo świata.

Byłeś na trzech igrzyskach. Czasami nikt na was nie stawiał, czasami uważano was za faworytów. Która droga jest lepsza?

- To zależy, jak się czujesz psychicznie. Teraz jasno mówimy, że jedziemy się bić o medale. Nie możemy jechać jako kopciuszek, jesteśmy uważani za faworytów do złota, choćby dlatego że jesteśmy mistrzami świata. Nie byłoby fajnie, gdybyśmy mówili: co ma być, to będzie. Jedziemy przynajmniej po półfinał.

Do Rio Antiga zabrał ośmiu złotych medalistów mundialu sprzed dwóch lat. Ale to jednak nowy zespół.

- Na pewno. Nowi pokazali jednak, że potrafią grać w siatkówkę. Muszą stworzyć nową historię. To zespół ambitny, głodny sukcesów, który chce kontynuować passę z ostatnich lat. Czy przywiozą złoto, srebro, czy brąz, osiągną ogromny sukces. Najlepiej byłoby wygrać, ale każdy medal będzie na wagę złota.



Radwańska, Bouchard, Wozniacki. Tenisistki lubią plaże [ZDJĘCIA Z WAKACJI]




Więcej o: