Rio 2016. Windsurfing. Małgorzata Białecka, nasza mistrzyni świata: Trudne chwile mnie uodporniły

- Najtrudniejszy był czas, gdy zerwałam więzadła. To, że z tego wyszłam, że dalej trenowała, to już był dla mnie wielki sukces. Potem miałam ciężki początek sezonu, a dodatkowo pojawiły się problemy z zatokami i wychodziłam z tej choroby ponad pół roku. Po tych wydarzeniach byłam skreślona - mówi Małgorzata Białecka, mistrzyni świata w klasie RS:X, zawodniczka Sopockiego Klubu Żeglarskiego ERGO Hestia.
Małgorzata Bielecka ma 28 lat. Windsurfing zaczęła trenować w wieku 14 - wcześniej grała w koszykówkę. To znaczy, że miała bardzo mało czasu na osiąganie dobrych wyników w poszczególnych grupach wiekowych. Rok temu dobrze spisała się na mistrzostwach świata w Omanie, gdzie zajęła piąte miejsce. A w tym roku w Izrealu nie dała się wyprzedzić nikomu i zdobyła mistrzostwo świata w klasie RS:X.

Białecka będzie reprezentowała Polskę na igrzyskach olimpijskich w Rio, które rozpoczynają się 5 sierpnia, a zakończą 21 sierpnia.

Od wielu miesięcy świat obiegają zdjęcia zaśmieconej zatoki w Rio de Janeiro. To tam będziecie walczyć o medale. Co dla was oznaczają te pływające śmieci?

Małgorzata Białecka: Byłam już tam cztery czy pięć razy. Niewiele się zmienia i raczej tak już zostanie. Woda dalej jest bardzo brudna. Pływa w niej bardzo dużo śmieci: papierków i worków, które możemy złapać na statecznik. Wtedy trzeba się zatrzymać i zrzucić ten worek. Taka przerwa oznacza stratę kilku miejsc. Możemy trafić tam również na kawałki drewna, czy owoce, które nas spowolnią.

Nic się nie da z tym zrobić?

- Nie bardzo. Cała zatoka w Rio otoczona jest górami. Fawele są budowane na nich nielegalnie, więc za system kanalizacyjny służą okoliczne rzeki. Kiedy pada, to woda z całym brudem z tych dzielnic spływa do zatoki. Będziemy musieli uodpornić się na to uodpornić.

A co z komarami? Dużo mówi się wirusie zika, który roznoszą.

- Staramy się uważać. Lekarz zalecił nam stosować specjalne spreje. Mamy ich używać w zasadzie przez cały czas. Ale się bardzo nie martwię, bo mnie jakoś komary nie gryzą. Omijają mnie. Chyba mam gorzką krew.

Akwen w Rio jest wymagający?

- Najbardziej na świecie. Nie spotkałam się nigdy z czymś, co by go przypominało. Głównym problemem dla windsurferów są tam bardzo nieregularne prądy. Zatoka jest praktycznie zamknięta. Są miejsca, gdzie prąd płynie w jednym kierunku, a po drugiej stronie akwenu już w przeciwnym. I te prądy mają tam olbrzymie znaczenie dlatego, że w zatoce wieje bardzo słabo. Cała nasza praca na zgrupowaniach przed igrzyskami polega więc na tym, by nauczyć się tam pływać. Rozeznać się w prądach; wiedzieć, w którą stronę płynąć; gdzie robić zwroty i jak to wszystko rozgrywać. To bardzo skomplikowane, więc strategia musi być przygotowana odpowiednio wcześniej.

Mimo tych zmiennych warunków?

- Nie wiemy tylko, na jaki trafimy wiatr, bo nie ma jeszcze prognoz pogody na igrzyska. Ale prawie dokładnie możemy przewidzieć, jakie będą tam prądy. Wynikają z faz Księżyca i już teraz można je określić.

Kto może ci najbardziej zagrozić?

- Znam wszystkie dziewczyny, bo cały czas się z nimi ścigam. Wiem, na co je stać. Myślę, że różnice między nami będą malutkie. Mogą zdecydować pływające śmieci, nietrafione decyzje sprzętowe, falstarty, lepsze samopoczucie. Czy spokój w głowie.

Jak o niego dbasz teraz, gdy jesteś mistrzynią świata?

- To duży problem w momencie, kiedy wszyscy "dmuchają balonik" i oczekują niewiadomo czego. A my jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje słabości, na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. A przede wszystkim nie mamy wpływu na te oczekiwania. Staram się o tym nie myśleć, robić swoje i poprawiać to, na co mam wpływ.

Zawsze to umiałaś?

- Przytrafiło mi się tyle rzeczy, że się już uodporniłam. Najtrudniejszy był czas, gdy zerwałam więzadła. Przez trzy miesiące nie mogłam uprawiać żadnego sportu. Powrót do windsurfingu był trudny, bo nawet miesięczna przerwa to długo, żeby odzyskać formę, a co dopiero trzy, cztery Potem miałam ciężki początek sezonu, a dodatkowo pojawiły się problemy z zatokami i wychodziłam z tej choroby ponad pół roku.

Po tych wydarzeniach byłam skreślona. Nie byłam w kadrze, nie miałam finansowania ani możliwości, żeby na równym poziomie rywalizować z innymi dziewczynami. Minęło kilka sezonów, zanim doszłam do formy, ale zawsze brakowało mi tego punktu czy dwóch. Przeżywałam wtedy chwile zwątpienia i myślałam, że może powinnam skończyć z windsurfingiem.

To, że z tego wyszłam, że dalej trenowałam, to już był dla mnie wielki sukces. I może właśnie dzięki temu zostałam mistrzynią świata i jadę na igrzyska olimpijskie? Przez ten czas nauczyłam się swojego organizmu. Popełniałam wcześniej bardzo dużo błędów. Teraz wiem, czego nie robić.

Czego?

- Chociaż cały czas mam z tym problem, to wiem, że nie można się zajeżdżać. Czasami trzeba odpuścić. Odpocząć, zregenerować się. Skupić się na tym, co jest ważne. A ja miałam tak, że poza windsurfingiem interesowało mnie mnóstwo rzeczy. Narty, pływanie, połówki ironmana [wyścig triatlonowe organizowane na dystansach: 1,9 km - pływanie, 90 km - jazda na rowerze i 21,1 km - bieg - przyp. dsz].

Teraz staram się po prostu tego nie robić, a jak już robię, to w odpowiednim momencie. Musiałam nauczyć się relaksować.

Jak będziesz się przygotowywała do igrzysk?

- Mam nadzieję, że trochę odpocznę. 22 czerwca rozpoczynamy dwutygodniowe zgrupowanie w Rio. Być może potem pojadę jeszcze na jedno zgrupowanie. Może w jakieś góry, może nad Jezioro Garda.

Cieszę się, że mam za sobą już decyzje sprzętowe. Do Rio możemy zabrać swój statecznik i maszt. To są najważniejsze części. Dużo pracowałam nad doborem. Wybrałam i to jest krok do przodu, bo zajmuje to bardzo dużo czasu.

Polska bez złotego medalu w Rio?Holenderscy analitycy wyliczyli!