Rio 2016. Olimpijskie niebezpieczeństwo

O bezpieczeństwo uczestników igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro ma dbać aż 85 tysięcy policjantów i żołnierzy, ale gdyby organizatorom nie brakowało pieniędzy, zatrudniliby jeszcze więcej funkcjonariuszy. W mieście, które w sierpniu stanie się światową stolicą sportu, codziennie mordowane są średnio cztery osoby
W zestawieniu 50 miast z najwyższym wskaźnikiem zabójstw na 100 tysięcy mieszkańców znalazło się aż 21 miast brazylijskich. Rio w tym rankingu się nie zmieściło, ale już w kolejnej "50" byłoby na pewno. W 2015 roku zabito w nim 1200 osób, czyli 20 osób na każde 100 tysięcy. Londyn, Pekin i Ateny, miasta, w których odbyły się poprzednie letnie igrzyska w XXI wieku, razem wzięte nie mają takiego odsetka morderstw.

Czy w takim razie może dziwić, że cztery lata temu w Londynie o bezpieczeństwo sportowców i kibiców dbało 42 tys. funkcjonariuszy, a w Rio ma go strzec aż 85 tys. mundurowych (47 tys. policjantów i 38 tysięcy żołnierzy)?

Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna Brazylii przekłada się na większą liczbę rabunków. W 2015 roku ich liczba w Rio wzrosła o 25. proc. w stosunku do roku poprzedniego. To najwyższy wzrost od 1991 roku. Po to by sierpień był jednak bezpieczny komitet organizacyjny igrzysk powołał Komisję Stanową ds. Bezpieczeństwa Publicznego i Obrony Cywilnej, która koordynuje pracę aż 30 instytucji działających dla szeroko pojętego bezpieczeństwa wszystkich uczestników igrzysk. Miejscowi często naradzają się z działaczami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i - chcąc dodać sobie otuchy - przypominają, że w 2014 roku Brazylia gościła piłkarskie mistrzostwa świata i zdała egzamin. Ale przyznają, że tym razem nie wystarczy środków m.in. na takie pacyfikacje gangów działających w fawelach, jak przed mundialem. Władze Rio wycofały się nawet z patrolowania dzielnic nędzy podczas igrzysk. Zrezygnowano też z wynajmowania prywatnych ochroniarzy, którzy wspomagali pracę mundurowych przed dwoma laty.

Brazylijska prasa pisze, że przydałoby się każde wsparcie. Dowodzi, że nastroje w mieście już są rewolucyjne, skoro w marcowej demonstracji niezadowolonych z sytuacji kraju wzięło udział aż milion osób. - Z każdym dniem sytuacja się zaognia, a to sprzyja wzrostowi przestępczości. Złym sygnałem dla naszych gości jest to, że mówimy o braku pieniędzy nawet nie na wyposażenie policjantów w najnowsze technologie, tylko o ich obecności wszędzie tam, gdzie jest niebezpiecznie - tłumaczy Paulo Storani, były szef policyjnych sił specjalnych z Rio. Według niego miasto jest też kompletnie nieprzygotowane na to, z czym w ostatnich latach organizatorzy wielkich imprez masowych powinni walczyć przede wszystkim, czyli na zagrożenie zamachem terrorystycznym. - To nie jest typowo brazylijskie zagrożenie, więc władze je lekceważą - przekonuje Storani, podkreślając, że obcięto fundusze na kontrole na granicach lądowych i lotniskach.

Najgłośniejszy zamach na igrzyskach został przeprowadzony dawno temu, w 1972 roku, gdy palestyńscy terroryści zaatakowali wioskę olimpijską w Monachium. Rio to piękne miejsce, które uczestnikom igrzysk mogłoby dać oddech od wielkich imprez rozgrywanych za murem, w zamkniętym świecie, na wycinku który da się prześwietlić. Ale w ostatnich latach wszyscy uczestnicy igrzysk nauczyli się już, czego robić nie wolno i co nie byłoby rozsądne. Im przed Rio nie trzeba specjalnych wytycznych. - Jestem przekonany, że nic nikomu się nie stanie, jeśli tylko wszyscy będą się poruszać w obrębie wyznaczonych stref. Ze względów bezpieczeństwa cała nasza reprezentacja zamieszka w wiosce olimpijskiej [w przeszłości bywało, że niektórym zawodnikom opłacano pobyt w innym, dogodnym dla nich miejscu] - mówi sekretarz generalny Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Adam Krzesiński.

Cóż, najwyraźniej we współczesnym świecie jesteśmy skazani na igrzyska strachu.

Parada piękności, płonący hokej i polowanie na rybę - Igrzyska Ludów Tubylczych [ZDJĘCIA]