Sport.pl

Igrzyska Olimpijskie Rio 2016. IAAF zabija Rosję?

- Tragedią jest śmierć ludzi w katastrofie samolotu, a nie wykluczenie naszych lekkoatletów z igrzysk olimpijskich - słowa rosyjskiego ministra sportu wywołały w kraju wzburzenie. Czy władze przygotowują kibiców do nieobecności lekkoatletów w Rio de Janeiro?
"Uszczypnijcie mnie, bo to nie może być prawda" - pisali komentatorzy po wypowiedzi ministra sportu Witalija Mutki po posiedzeniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) w Monte Carlo. Zajmowano się na nim m.in. rosyjską federacją, zawieszoną za tuszowanie dopingu. W konsekwencji zawodnicy nie mogą brać udziału w międzynarodowych zawodach, grozi im też wykluczenie z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.

Afera wybuchła w listopadzie ubiegłego roku po reportażu w niemieckiej telewizji ARD: "Tajemnice dopingu w Rosji. Jak stworzyć mistrza". Dziennikarz Hajo Seppelt ujawnił mechanizm ukrywania dopingu w rosyjskiej lekkiej atletyce. Utytułowana biegaczka na 800 m Julia Stiepanowa i jej mąż Witalij, były pracownik komisji antydopingowej, opowiedzieli o łapówkach w zamian za niszczenie pozytywnych wyników, a szef rosyjskiej agencji antydopingowej nakazał zniszczenie ponad tysiąca próbek przed zapowiedzianą kontrolą ze światowej organizacji (WADA). Raport specjalny WADA odsłonił powszechny proceder korupcyjno-dopingowy. Rosyjską lekkoatletykę zawieszono i wskazano, jak musi się zmienić, aby sportowcy znów mogli startować.

Już w czasie konferencji w Monte Carlo ARD pokazała kolejną część reportażu. Okazało się, że ludzie, którym udowodniono udział w aferze dopingowej, nadal pracują w sporcie. Zawieszony trener biegaczek Władimir Mochniew prowadzi zajęcia podczas zgrupowania w mieście Gubkin koło Biełgorodu, a jego podopieczni biorą udział w mistrzostwach kraju. Seppelt twierdzi też, że Anna Ancełowicz, pełniąca obowiązki dyrektora rosyjskiej agencji antydopingowej, wcześniej dzwoniła do sportowców, informując ich, kiedy będą badani, co jest niezgodne z przepisami.

Nie pomogło to Rosjanom w przekonaniu szefów IAAF do cofnięcia zawieszenia, podobnie jak skandal z powszechnym stosowaniem meldonium. Na razie nie ma oficjalnych informacji o znalezieniu tego leku u lekkoatletów, ale nawet w Rosji uważają, że to tylko kwestia czasu. W tym roku WADA wykryła meldonium w 99 próbkach, więc z pewnością wśród przyłapanych są lekkoatleci.

Sprawa jest tak poważna, że zajęli się nią najważniejsi ludzie w państwie. W piątek prezydent Putin rozmawiał o meldonium m.in. z premierem Dmitrijem Miedwiediewem, ministrem obrony Siergiejem Szojgu, szefem administracji Kremla Siergiejem Iwanowem i Nikołajem Patruszewem, naczelnikiem KGB. Wniosków z dyskusji jednak nie opublikowano.

W Monte Carlo przełomu nie było. Rosjanie byli zadowoleni, że szefowie IAAF nie wzięli pod uwagę sugestii "gorących głów", na czele z byłym prezydentem WADA Dickiem Poundem, by już teraz definitywnie wykluczyć rosyjskich lekkoatletów z występu w Rio de Janeiro. Cieszyli się też, że na ogłoszenie raportu z inspekcji specjalnej grupy IAAF w Rosji nie wpuszczono Seppelta i operatora ARD.

- Jesteśmy na dobrej drodze do wyzdrowienia, ale do pełnego pokonania choroby droga jest daleka - stwierdził anonimowo jeden z członków rosyjskiej delegacji. Według nieoficjalnych informacji jednym z warunków postawionych Rosji było zwrócenie przez zawieszonych zawodników wszystkich nagród otrzymanych dzięki dopingowi po 2009 roku. Pisała o tym także angielska gazeta "The Telegraph". Odpowiedzi na razie nie ma.

Norweg Rune Andersen, stojący na czele grupy specjalnej IAAF i prowadzący inspekcję w Rosji, stwierdził, że choć widać postęp w walce z dopingiem, o czym świadczy choćby odsunięcie najbardziej skompromitowanych szkoleniowców i lekarzy, to wciąż jest za mało do zdjęcia sankcji. Decyzja została odłożona do maja. Postanowiono też, że zawieszona na dwa lata Julia Stiepanowa będzie mogła startować w zawodach w nagrodę za pomoc w ujawnieniu skandalu.

Brak decyzji zdenerwował ministra sportu. - Nigdy nie mówiliśmy, że w Rosji nie ma dopingu. On jest! Nigdy nie powiedzieliśmy, że nie ma problemu z lekkoatletyką. Jest! Mówimy jednak, że to nie tylko nasz problem, doping to problem całego świata. Brak naszych lekkoatletów na igrzyskach w Rio nie jest tragedią. Tragedią jest śmierć ludzi w katastrofie samolotu - mówił Mutko.

Stwierdził też, że według przepisów powinien przerwać finansowanie lekkiej atletyki z budżetu państwa, ponieważ zawodnicy nie mogą startować w międzynarodowych zawodach. Zaatakował też IAAF za odwlekanie decyzji o wykluczeniu lekkoatletów ze startu na olimpiadzie. - Mieliśmy wybrać nowe władze federacji. Wybraliśmy. Dostaliśmy listę ludzi do usunięcia. Odsunęliśmy ich. Co mamy jeszcze zrobić, żeby przekonać wszystkich, że walczymy z dopingiem? Zatańczyć na stole? Zaśpiewać piosenkę? - kpił. - Jeśli chcecie zabić lekkoatletykę w naszym kraju, to róbcie tak dalej - zakończył.



To nie żart. Tym zagraniem strzelił sobie samobója. Najbardziej kuriozalne gole [WIDEO]




Czy Rosja powinna zostać zawieszona?
Więcej o: