Biegi narciarskie. Zmęczenie dogoniło Justynę

Koniec sezonu Justyny Kowalczyk. Nie wiadomo jeszcze, czy koniec kariery. Mimo dobrych wyników badań mistrzyni olimpijska zrezygnowała z pucharowych biegów w Drammen, Oslo i Falun
Sezon pecha, niespodzianek i zwrotów akcji skończył się kolejnym zwrotem akcji. Jeszcze w środę po południu wydawało się pewne, że Justyna pobiegnie w Norwegii i Szwecji, doktor Stanisław Szymanik mówił "Gazecie Wyborczej", że po badaniach stopy w Krakowie miał dla swojej pacjentki same dobre informacje. Rafał Węgrzyn zapewniał w imieniu sztabu Kowalczyk, że następny przystanek to Oslo (Drammen leży niedaleko i narciarze mieszkają w stolicy), za tydzień. Ale już wieczorem Justyna wspomniała na swoim profilu na Facebooku, że nad decyzją o startach trzeba się zastanowić. A w czwartek po porannym treningu uznała, że nie będzie niczego robić na siłę. Szkoda zdrowia. Noga wciąż bolała, konieczne byłoby branie środków przeciwbólowych. Znieczulenie byłoby nieuniknione zwłaszcza w tym biegu, na którym jej najbardziej zależało, czyli na 30 km w Oslo. Uznała, że nie ma sensu się męczyć, gdy szans na obronę Kryształowej Kuli i tak nie ma. Po treningu trener Aleksander Wierietielny zadzwonił do Polskiego Związku Narciarskiego i poprosił, żeby odwołać rezerwacje w Skandynawii, bo Justyna już zakończyła sezon.

Drugi rok z rzędu nie dobiegnie do końca Pucharu Świata. Rok temu odpuściła finałowy bieg na 10 km w Falun. Wolała się przygotować do ceremonii wręczania Kryształowych Kul, niż męczyć w stylu łyżwowym. Również w zeszłorocznych mistrzostwach świata w Val di Fiemme zrezygnowała z biegu na 10 km łyżwą. Można powiedzieć, że mija właśnie rok, od kiedy nauczyła się rezygnować z tego, co niekonieczne. Przez całą karierę opuszczała regularnie tylko sprinty stylem dowolnym w Düsseldorfie. Poprzedniej zimy w Falun pierwszy raz nie wystartowała w PŚ, mimo że była na miejscu. W obecnym sezonie wycofała się z Tour de Ski, choć też była już w Oberhofie. Ale nie odpowiadały jej zmiany w programie, które faworyzowały biegaczki mocne w stylu łyżwowym. A od rezygnacji z Tour de Ski już nie było ani chwili spokoju: zmiany rezerwacji, przygotowań, planów startowych - bieg pokazowy na Alpe Cermis, sprinty w Libercu zamiast jednego z łyżwowych maratonów, itp. - wyścig z odwilżą, która mogła storpedować również Puchar Świata w Jakuszycach. I wreszcie złamanie stopy przed wyjazdem z Jakuszyc na zgrupowanie do Santa Caterina. A później trzy tygodnie walki z bólem, by dobiec do złota na 10 km klasykiem w Soczi.

Teraz już można powiedzieć, że to właściwie na mecie biegu na 10 km skończył się sezon Justyny. Zeszło napięcie, poczucie przymusu, który sobie sama narzuciła. Pechem w biegu na 30 km, gdy zaczepiła o stopę rywalki i musiała przerwać wyścig, nie była się już w stanie przejąć. A po powrocie dogoniło ją zmęczenie tym wszystkim, co się działo po drodze do Soczi i w Soczi. Teraz przed nią trzy miesiące wolnego na podreperowanie zdrowia. Od lat nie miała tak długiego odpoczynku. Chce się zająć pracą doktorską.

A co będzie po odpoczynku? Za tydzień w Oslo Kowalczyk miała ogłosić decyzję w sprawie przyszłości.

Na razie decyzji nie ma. I Justyna, i trener prosili w czwartek, by nie nalegać na komentarz do decyzji o zakończeniu sezonu.

- Na robienie planów jest za wcześnie, a komentować tego, co się stało, jeszcze nie chcę. Ciągle jestem chory - mówił Sport.pl Aleksander Wierietielny. "Jestem chory" - to była jego stała odpowiedź, gdy w Soczi odmawiał wywiadów. Razem z Justyną przekonuje też, że nie udzielił w Soczi tego jedynego opublikowanego podczas igrzysk wywiadu, sensacyjnego, dla Polskiego Radia, w którym przesądzał, że kończy karierę. Wywiad miał być, jak wynika z naszych informacji, nagrany podczas ubiegłorocznego Tour de Pologne, czyli na przełomie lipca i sierpnia. Wtedy rzeczywiście trener był zdecydowany, że Soczi jest metą. Ale teraz już ma inne zdanie. Autor wywiadu Tomasz Zimoch na razie nie wyjaśnił, kiedy powstało nagranie.

Teraz Aleksander Wierietielny czeka na decyzję Justyny. Z jednej strony przekonywał ją, by nie kończyła ze sportem, z drugiej - wspominał nieraz, że powinna odpocząć, zacząć się cieszyć życiem. A ona sama chyba jeszcze nie wie, co postanowi. Za rok są mistrzostwa świata w Falun, to miejsce nigdy w niej przyspieszonego bicia serca nie wywoływało. Z drugiej strony: będą tam i sprint stylem klasycznym, i 30 km klasykiem, czyli konkurencje, które bardzo lubi. Krótko mówiąc, kolejne zwroty akcji nie są tu wcale wykluczone.