Soczi 2014. Łuszczek: Kowalczyk bohaterką, Bjoergen najlepsza w historii. Dociągną do Pyeongchang

- Trochę jestem zawiedziony, bo Justyna nas rozpuściła. Jak startuje, to zawsze liczymy na medal - mówi Józef Łuszczek po biegu na 30 km stylem dowolnym, którego nasza mistrzyni olimpijska nie ukończyła. - Złamana stopa tym razem nie pozwoliła na sukces, ale Kowalczyk i tak jest bohaterką igrzysk. A Marit Bjoergen to najlepsza zawodniczka w historii. Myślę, że obie na igrzyskach jeszcze się spotkają, czuję że dociągną do Pyeongchang - twierdzi Łuszczek.
Drobna kolizja Kowalczyk z Ainą-Kaisą Saarinen na pierwszych kilometrach sobotniego biegu była przyczyną wycofania się Polki z rywalizacji. - Moja lewa noga zahaczyła się z nartą którejś z koleżanek. Poczułam ból. W momentach, w których było miękko, aż tak mi to nie przeszkodziło, ale gdy trzeba było zjechać, nagle skręcić, czułam silny ból - mówiła Kowalczyk zaraz po zawodach w rozmowie z TVP.

Gdy na 10. kilometrze Therese Johaug, Marit Bjoergen i Kristin Stoermer Steira zaatakowały i uciekły, Kowalczyk nie potrafiła odpowiedzieć. Początkowo traciła do nich pięć sekund, ale po przebiegnięciu kolejnych 2,5 km - już pół minuty. Chwilę później, utykając, Kowalczyk schodziła trasy w towarzystwie podtrzymującego ją sparingpartnera, Macieja Kreczmera.

- Trochę jestem zawiedziony. Rozpuściła nas Justyna. Czułem, że po to startuje, żeby było bardzo dobrze. Na pewno czuła się mocna i mogła zdobyć drugi medal w Soczi. Ale wiadomo, że i tak ją podziwiam - mówi Łuszczek.

Mistrz świata z 1978 roku przypomina, jak wiele w Soczi osiągnęła Kowalczyk. - To jest największa bohaterka tych igrzysk. Nie tylko dlatego, że zdobyła złoto na 10 km "klasykiem", biegnąc ze złamaną nogą, ale też dlatego, że później jeszcze pomogła koleżankom zająć dobre miejsce w sztafecie i do końca się nie poddała. Walczyła we wszystkich konkurencjach, które zostały. A przecież po tym, jak zdobyła mistrzostwo olimpijskie, mogła powiedzieć "dziękuję bardzo" i jechać się leczyć - mówi.

Teraz Łuszczek cieszy się, że Kowalczyk nie zdecydowała się kończyć kariery. - Justyna to jest twardzielka. Wiemy już, że i ona, i trener Aleksander Wierietielny na emeryturę jeszcze się nie wybierają i to mnie cieszy najbardziej. Widać, że ten zespół jeszcze chce coś zdobyć - mówi były mistrz.

Łuszczkowi marzą się jeszcze jedna igrzyska z biegającą na nich Justyną Kowalczyk. - Ona w swojej karierze zdobyła pięć olimpijskich medali, lepsza od niej w historii naszego sportu była tylko Irenka Szewińska, która tych medali zdobyła siedem. Wierzę, że za cztery lata w Pyeongchang Justyna jeszcze Szewińską spróbuje dogonić. Ona może sobie jakiś sezon odpuścić, żeby normalnie pożyć. Przecież Kryształowych Kul ma już tyle, że nie ma ich gdzie trzymać. A bliżej igrzysk może wrócić. Na pewno poczuje, że tam jeszcze będzie mogła dużo zdziałać. To jest przecież młoda dziewczyna. Dopiero co skończyła 31 lat - mówi Łuszczek.

Według niego w 2018 roku w Pyeongchang może dojść do ostatnich, olimpijskich pojedynków Kowalczyk z Bjoergen. - Bjoergen to klasa. Mówiła przed Soczi, że chce tam zdobyć sześć medali, nawet sześć złotych. Myślałem, że to możliwe, bo formę miała niesamowitą. W Soczi się pogubiła, ale bardzo szybko się odnalazła i w końcu wywalczyła trzy złota. Pokazała, że jest wielka. Ona jest najlepszą biegaczką w historii - mówi były mistrz świata.

Potwierdzają to statystyki. Norweżka w karierze wywalczyła już 10 olimpijskich krążków. Pod tym względem jest jeszcze lepsza od Lubow Jegorowej, która zajmuje pierwsze miejsce na liście biegaczek z największymi sukcesami na igrzyskach. Jegorowa i Bjoergen są jedynymi zawodniczkami w historii, które mają w dorobku po sześć złotych medali. Indywidualnie obie zdobyły po siedem krążków, w tym po cztery złote (Jegorowa jest lepsza o jedno srebro) - to też najlepszy wynik w historii.

- To może nie być koniec olimpijskich sukcesów Bjoergen. Wiem, że Norweżka jest od Justyny starsza [w marcu skończy 34 lata]. Ale co z tego? Przecież w Soczi srebro indywidualnie i brąz w drużynie wyskakał Noriaki Kasai [ma 42 lata], a w biegach startowała Walentyna Szewczenko [w październiku skończy 39 lat]. Naprawdę mocno liczę na to, że Kowalczyk i Bjoergen jeszcze dadzą nam olimpijskie emocje - kończy Łuszczek.