Soczi 2014. Bachleda-Curuś chce pojechać jak Bródka

- Dziewczyny znam bardzo dobrze, dlatego wiem, jak duże ambicje ma Kasia Bachleda-Curuś. Ona zrobi wszystko, żeby zaistnieć nie tylko w drużynie. Chce zdobyć medal na 1500 m, a po złocie Zbyszka Bródki jest jeszcze mocniej zmobilizowana - mówi Ewa Białkowska, która cztery lata temu doprowadziła zespół do olimpijskiego brązu w Vancouver. Start w niedzielę o godz. 15. Transmisja w TVP, relacja na żywo w Sport.pl
Dla 34-letniej Bachledy-Curuś Soczi to już czwarte, najpewniej ostatnie igrzyska w karierze. Choć patrząc na 42-letnią Claudię Pechstein, która będzie jedną z rywalek Polki, niczego nie można być pewnym. Albo nie, jedno jest pewne - Bachleda dojrzała do dużego sukcesu i na taki nie chce dłużej czekać.

Mama przyspiesza

W 2002 roku, na igrzyskach w Salt Lake City liderka naszej obecnej kadry pobiegła na 1500 i na 3000 m, oba starty kończąc na 26. miejscu. Cztery lata później, w Turynie, była ósma na 1000, dziesiąta na 3000, 11. na 1500 i ostatnia, 16. na 5000 m. W Vancouver miała przeżyć najlepsze igrzyska. Tuż przed nimi o Polce było głośno, bo w Holandii ujawniono, że oparła się pokusie i na igrzyskach w Turynie nie przyjęła korupcyjnej propozycji. Polka mogła wziąć wtedy 50 tysięcy euro za wycofanie się z biegu na 5000 m i tym samym zwolnienie miejsca dla holenderskiej wicemistrzyni na tym dystansie z Salt Lake City, która w Turynie była pierwszą rezerwową. Bachleda wcześniej chciała zrezygnować z tego startu, bo nie czuła się na nim najlepiej. Ale kiedy zaproponowano jej łapówkę, zmieniła zdanie, nie chciała być posądzona o zachowanie niezgodne z duchem fair play.

Ale wróćmy do Vancouver. - Na tamtych igrzyskach mieliśmy młodą kadrę, dziewczyny słabo spisywały się w startach indywidualnych, były mocno krytykowane. Najbardziej zawodziła właśnie Kasia, bo ona miała już doświadczenie z poprzednich igrzysk i liczyliśmy na jej dobre wyniki - wspomina Białkowska.

Tych nie było, bo trudno za dobre uznać 31. miejsce na 1000 i 15. miejsce na 1500 m. Oczywiście brązowy medal wywalczony w drużynie był dla Bachledy sukcesem, ale ona chciała dokonać więcej.

Na to "więcej" szczególnie mocno pracuje, odkąd została mamą. Jej córka przyszła na świat w 2011 roku. Po urlopie macierzyńskim zawodniczka oddzieliła się od kadry, już nie spędza 250 dni w roku poza Polską, tylko trenuje tam, gdzie mieszka - w Zakopanem, pod okiem Krzysztofa Niedźwiedzkiego. A gdy już musi wyjechać, to tygodni spędzonych na Pucharach Świata nie zamierza marnować.

- Nie po to zostawiam dziecko, żeby zajmować miejsca w drugiej dziesiątce - mówi krótko.

Przed rokiem, w Adler-Arienie w Soczi Bachleda była dziewiąta na 1500 m podczas mistrzostw świata, a z koleżankami z drużyny zdobyła srebrny medal. Kilka dni temu w olimpijskim obiekcie uzyskała siódmy wynik w biegu na 3000 m, ale rezultat został unieważniony, bo Polkę zdyskwalifikowano za dwukrotne przekroczenie linii toru.

W końcu Bachleda zrezygnowała z biegu na 1000 m. - Oszczędza siły, chce rzucić wszystko na 1500 m - wyjaśniał trener kadry kobiet, Witold Mazur.

- Te 3000 m mimo dyskwalifikacji były dla Kasi dobrym przetarciem przed jej koronną konkurencją. Ona zawsze najlepiej czuła się na 1500 m, w Soczi każdy trening pokazuje, że w tej specjalności będzie bardzo mocna, dlatego tak mocno się na nią nastawiła - tłumaczy Białkowska, która teraz jest koordynatorką obu naszych kadr.

Tylko Wuest poza zasięgiem

Ostatni trening Bachleda, a także Natalia Czerwonka i Luiza Złotkowska, które również wystartują w niedzielę (w 10. i 11. parze), odbyły w sobotę. A później oglądały, jak złoty medal igrzysk na tym dystansie zdobywa Zbigniew Bródka. - Kasia dostała od Zbyszka świetny przykład. Będę najszczęśliwsza, jeśli nawiąże do jego sukcesu. Przygotowana jest naprawdę świetnie, będą duże emocje - zapowiada Białkowska.

Nastroje trochę tonuje Wiesław Kmiecik. - Złoto jest zarezerwowane dla Ireen Wuest. Holenderka dominuje [w Soczi zdobyła już złoto na 3000 i srebro na 1000 m], u facetów nie było takiego mocnego kandydata do złota - mówi trener Bródki. - Ale dalej walka będzie ciekawa, a my znów chcielibyśmy się cieszyć. Cała nasza ekipa będzie w hali - dodaje Kmiecik.

Bachleda pojedzie w 16. z 18 par. Jej rywalką będzie Julia Skokowa. Rosjanka jest faworytką gospodarzy do medalu, to czwarta zawodniczka Pucharu Świata na tym dystansie. Bachleda jest piąta, a w ostatnim starcie, w Berlinie, zajęła drugie miejsce, przegrywając tylko z Wuest. W Niemczech rywalizowały praktycznie wszystkie panczenistki wymieniane w Soczi w kontekście podium. Zaraz za Polką uplasowały się dwie Holenderki - trzecia w PŚ Lotte van Beek i 10. Marrit Leenstra. W czołowej dziesiątce znalazły się jeszcze m.in. druga w PŚ Amerykanka Brittany Bowe i siódma Pechstein. W Berlinie najgorszy start w sezonie zanotowała Skokowa, zajmując dopiero 14. miejsce. Ale siódma zawodniczka ubiegłorocznych MŚ na pewno teraz, przed własną publicznością, postara się walczyć o medal.

- Nie ma wątpliwości, że Kaśka pobiegnie w mocnej parze. To naprawdę ważne. Zbyszek wylosował Shaniego Davisa, mieliśmy szczęście i je wykorzystał. I o to chodzi - kończy Kmiecik.