Soczi 2014. Justyna Kowalczyk biegnie po stypendium

Oczywiście nie dla siebie, bo sobie już je zapewniła. Zresztą dawno osiągnęła nie tylko sportowy, ale i finansowy sukces. W sobotę na igrzyskach w Soczi Kowalczyk pomoże Kornelii Kubińskiej, Sylwii Jaśkowiec i Paulinie Maciuszek zająć chociaż ósme miejsce w sztafecie 4 x 5 km. Za taką pozycję każda z wymienionych od marca przez dwa lata dostawałaby co miesiąc po 3450 złotych netto z Ministerstwa Sportu. - Jak im się nie uda, będą musiały kończyć ze sportem - mówi Józef Łuszczek, były mistrz świata, a prywatnie ojciec Maciuszek. Bieg o godz. 11. Transmisja w TVP, relacja na żywo w Sport.pl
Rok temu, na mistrzostwach świata w Val di Fiemme, Kowalczyk spisała się w sztafecie rewelacyjnie. Biegnąc na drugiej zmianie, przesunęła polską drużynę z 10. na pierwsze miejsce. Na dystansie 5 km była lepsza od prowadzącej Norwegię Theresy Johaug aż o 38 sekund. Co z tego, skoro po kolejnych 5 km, które w naszej ekipie pokonała Paulina Maciuszek, Polki spadły na dziewiąte miejsce? Startująca na ostatniej zmianie Agnieszka Szymańczak tylko utrzymała tę słabą pozycję.

Tata, załatw robotę

Dla Kowalczyk tamten start był udany, potwierdziła formę przed biegiem na 30 km stylem klasycznym. Za to jej koleżanki poniosły klęskę.

- Tylko pozycja w ósemce mistrzostw świata i igrzysk daje stypendium. Bez niego trudno się utrzymać, poświęcając czas tylko na sport. Niestety, nasze kluby są zbyt biedne, by płacić zawodniczkom, związku też nie stać na stypendia dla nich. Możemy jedynie zapewnić sprzęt i wyjazdy na zgrupowania - tłumaczy Aleksandra Pustołka z komisji biegów Polskiego Związku Narciarskiego.

Krótko mówiąc - po słabym starcie w Val di Fiemme polskie biegaczki znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. - Jak teraz znów nie będzie wyniku, to trzeba będzie kończyć. Bo gdzie się sponsora znajdzie? - pyta Łuszczek i opowiada, jak w ubiegłym roku ratował córkę.

- Przyszła do mnie prawie z płaczem i mówi: "Tata, załatw mi jakąś robotę". Nie wierzyła, że ktoś jej pomoże, dlatego chciała rzucić sport. Ale ja mówię: "Paulina, przecież zaraz igrzyska, szkoda teraz rezygnować, bo trenera macie dobrego. Musicie się zawziąć i powalczyć" - relacjonuje były mistrz. - No i wziąłem do ręki telefon, podzwoniłem po znajomych i udało się znaleźć ludzi, którzy zgodzili się córce pomóc. Bez tych sponsorów byłby koniec. Paulina nie miała znikąd ani grosza. A to już nie jest nastolatka, ona musi mieć jakieś pieniądze na życie - dodaje.

W Soczi w kluczowym momencie właśnie od Maciuszek może zależeć to, czy ona, Kubińska i Jaśkowiec będą te pieniądze miały. Bo to Maciuszek pobiegnie na ostatniej, chyba najtrudniejszej zmianie.

- W Val di Fiemme przeszarżowałam. Niepotrzebnie chciałam pokazać, że mogę utrzymać tempo Kristin Stoermer Steiry - przyznaje zawodniczka. W Soczi kończyć pracę swoich drużyn będą same gwiazdy. U Norweżek jako ostatnia pobiegnie Marit Bjoergen, u Szwedek Charlotte Kalla, u Rosjanek Julia Czekaliewa, u Finek Krista Lahteenmaki, u Amerykanek Jessica Diggins, u Niemek Denise Hermann.

- W głowie się kręci od tych nazwisk. Oby tylko córka nie chciała się z takimi mocarkami ścigać, bo nie wytrzyma. Musi iść swoim tempem - mówi Łuszczek. I wyznaje: - Trochę się tej sztafety boję. Dlaczego? - Bo wszystkim trzem dziewczynom zdarza się zawalić, a tu każda musi pobiec mądrze, niczego nie zepsuć. One muszą wykorzystać to, że Justyna zdecydowała się im pomóc. Wielkie podziękowania dla niej. Gdyby chciała oszczędzać złamaną stopę, to o stypendiach już by musiały zapomnieć.

Darowały Kornelii

Kowalczyk w czwartek w wielkim stylu wygrała olimpijski bieg na 10 km stylem klasycznym. A zaraz po nim zapowiedziała, że nie zamierza oszczędzać lewej stopy, w której bolą złamana kość śródstopia, palce pozbawione paznokci i obtarte ścięgno Achillesa. - Jeśli ktokolwiek pomyślał, że zostawię dziewczyny same, to znaczy, że mnie nie zna - stwierdziła kilka minut po swoim zwycięstwie.

- Nie ma wyjścia, na 14 startujących sztafet to ósme miejsce trzeba zająć. Inaczej dziewczyny, które nie są już pierwszej młodości [Maciuszek i Kubińska w tym roku skończą 29, a Jaśkowiec - 28 lat], będą musiały poszukać innego pomysłu na życie. A żal byłoby nie pracować dalej z dobrym trenerem. Widać, że Ivan Hudacz już dużo zdziałał. Na następne igrzyska można się z nim dobrze przyszykować - mówi Łuszczek.

Właśnie dzięki pracy Hudacza polscy kibice mogą wierzyć, że sztafeta spisze się przyzwoicie. Identycznie jak w Val di Fiemme, na klasycznych zmianach pobiegną Kubińska i Kowalczyk, ale tym razem bezpośrednio po mistrzyni w stylu dowolnym ruszy świetnie czująca się w nim Jaśkowiec.

Przed rokiem była mistrzyni świata młodzieżowców walczyła o powrót do zdrowia po operacji, teraz przeżywa najlepszy sezon w karierze. Zachwyciła w prologu Tour de Ski, zajmując znakomite trzecie miejsce. W sumie zdobyła 130 punktów Pucharu Świata, a więc prawie trzy razy więcej niż w siedmiu poprzednich sezonach, w których startowała.

Maciuszek, która w poprzednim sezonie była jedyną obok Kowalczyk polską biegaczką z pucharowymi punktami, teraz też jest dużo lepsza, bo tych punktów ma już 77, a w całym ubiegłym cyklu uciułała ich siedem.

Jeśli każda z koleżanek Kowalczyk pobiegnie na miarę swoich możliwości, wynik sztafety może być podobny do tego z poprzednich igrzysk. Cztery lata temu w Vancouver Polki były szóste. Niestety, kiedy okazało się, że Kubińska (wtedy jeszcze nazywała się Marek) biegała na dopingu, rezultat został unieważniony, a zawodniczki straciły stypendia (po 4370 zł miesięcznie).

- Oj, złe były na nią, ale już nie ma sensu do tego wracać. Darowały jej, znów biegną razem i niech dobiegną chociaż do tego ósmego miejsca. Gdyby powtórzyły szóste, byłoby elegancko, ale nie wymagajmy za dużo, niech na razie sobie wywalczą możliwość startów w takim samym składzie w następnych mistrzowskich imprezach - kończy Łuszczek.

Wszystkie medale Kowalczyk. Już od ośmiu lat daje nam radość [ZDJĘCIA]