Adama narty drgały, Kamil leci jak pomnik

Małysz i Stoch. Być może są zupełnie innymi ludźmi, w sporcie łączy ich agresywność. Agresywność lotu
Stary trener Hannu Lepistö - pracował z obydwoma mistrzami - mawiał, że nie ma jednego stylu, że zawsze z zawodnika trzeba wydobywać najlepsze cechy i je wzmacniać.

Nic innego nie komunikował trener Łukasz Kruczek, gdy powtarzał, że styl mistrza olimpijskiego z normalnej skoczni i styl czterokrotnego medalisty igrzysk są zupełnie inne - i on najlepiej może to ocenić, bo z Małyszem skakał, a potem również pracował jako asystent Heinza Kuttina.

W niedzielę pod skocznią w Esto-Sadok widzieliśmy tylko, że skoki Stocha są piękne i długie, jedno i drugie docenili sędziowie. Dla osoby niezwiązanej z tą dyscypliną różnice w stylach wydają się już zupełnie niezauważalne, więc na czym właściwie polegają?

Najpierw o podobieństwach. Obaj nasi mistrzowie mają podobne sylwetki. Kruczek wspominał, że kiedy Kamil i Adam skakali razem, był czas, gdy mogli zakładać te same kombinezony. - Kamil i Adam mają chyba identyczny wzrost, w wadze ciała różnica nie przekracza 1-1,5 kg - mówił wczoraj w wiosce olimpijskiej trener. - Kiedyś mieliśmy kłopoty z kombinezonami, wyciągnęliśmy stary kombinezon Adama i Kamil go testował, dzięki czemu zresztą doszliśmy do właściwego kroju. Nawet jeśli chodzi o parametry motoryczne, które możemy mierzyć, jak na przykład moc odbicia na platformie sensomotorycznej, mają czy mieli bardzo podobne wyniki, też właściwie identyczne. No i różnie wyglądały treningi. Czasy Adama nie są zbyt odległe, a jednak mówimy jakby o innych światach. Teraz zajęcia nie są duże objętościowo, zwiększyła się ich intensywność.

Jeśli chodzi o styl, podobieństwo jest właściwie jedno - agresywność w przyjmowaniu sylwetki w locie.

- Bez tej cechy nie ma sukcesu. W tej chwili cała czołówka tak skacze - mówi trener Zbigniew Klimowski, który pracował ze Stochem w LKS Poronin, a teraz pomaga Kruczkowi w Soczi. - Kiedy Adam był na mistrzostwach świata juniorów w Libercu, zwrócił uwagę na to, jak pasywnie skacze Klimek Murańka. Dał mu kilka rad, Klimek posłuchał i teraz układa się w locie znacznie śmielej.

Co to znaczy skakać agresywniej?

Chodzi o położenie skoczka i nart w locie. Wszystko zaczyna się od dojazdu i przyjętej sylwetki, dzięki której osiąga się najwyższą prędkość na progu. Na skoczni w Esto-Sadok Stoch miał prędkość 88,1 i 88,5 km na godzinę, czyli wcale nie zjeżdżał najszybciej, bo rekordziści osiągali wyższą - np. Austriak Michael Hayböck 88,8 i 88,9 km/godz. Ale sama prędkość dojazdowa nie gwarantuje dobrego wyniku, jest dopiero wstępem.

- Kiedy skakał Adam, pod względem prędkości na progu również ustępował innym. Robiliśmy kiedyś testy, w których wyszło czarno na białym, że Czesi, którzy też byli sprawdzani, jechali o mniej więcej 1 km szybciej w chwili wybicia, ale na 60. metrze lotu Adam był od nich dużo szybszy - mówi trener Klimowski.

Znacznie ważniejsza jest szybkość lotu w pierwszej fazie. Właśnie tutaj mistrzem jest Kamil. - Cała sztuka polega na tym, że on prowadzi wtedy narty płasko i nie układa ich od razu w szerokie V - mówi Apoloniusz Tajner, były trener Małysza i szef Polskiego Związku Narciarskiego. - Dzięki temu nie tworzą się opory powietrza, zawodnik osiąga najwyższą prędkość i gdy przyjmie pozycję V, ma dużą siłę nośną, przelatując nad bulą. Adam robił to inaczej. On szybciej układał się w V, mocniej zadzierał czuby nart, ale też miał płaską pozycję, wyżej ułożone biodra i dlatego stawiał powietrzu małe opory w pierwszej fazie lotu.

Dlatego, że Kamil później rozwiera szeroko narty, jego lot w pierwszej fazie jest bardziej stabilny, niż bywały loty Adama - być może różnica wynika też z ewolucji sprzętu. Jemu często narty drgały, Kamil leci jak pomnik. To dlatego, że spody ułożonych w V nart ze względu na budowę stóp człowieka i sztywności wiązań układają się ukośnie i trudniej wtedy nad nimi zapanować w locie.

Agresywność polega też na walce do końca o odległość. Tutaj obaj są mistrzami. - Zdarzało się, że myślałem, iż Adam leci już tylko siłą woli i niczym więcej. Jakby nie był człowiekiem, ale zamieniał się w szybujący przedmiot - mówi Tajner. - Wydłużał lot o ułamki sekundy, a to były konkretne metry. Tego się nie da wyuczyć, choć oczywiście próbowaliśmy z każdym. W skokach na tym właśnie polega różnica między wirtuozem a rzemieślnikiem.

W niedzielę porównywano na skoczni końcowe fazy lotu Stocha i innych zawodników - mistrz olimpijski w każdym przypadku zyskiwał przewagę.

- Na pewno obaj są zupełnie różnymi ludźmi, choć obaj miewają migreny - mówi Kruczek. - Adam bardzo ciężko je przechodził, co może się dziać z Kamilem, widzieliśmy przed i po konkursie, gdy bolała go głowa i nawet myślał, czy w ogóle jechać na skocznię. Żony obu są menedżerkami skoczków, obaj kiedyś się strasznie wściekali, gdy im coś nie wychodziło, ciskali nartami, a potem z tego wyrośli. A poza tym? No tak, jeden jest z Podhala, drugi z Beskidów, jeden katolik, drugi ewangelik.

Dla nas jeszcze ważniejsza różnica, która sprawia, że czekamy na konkurs drużynowy z wielkimi nadziejami na medal - Kamil ma się z kim w kadrze ścigać, jego koledzy z reprezentacji wygrywali konkursy Pucharu Świata w tym sezonie, Adam takiego komfortu nigdy nie miał. Był właściwie sam, Kamil ma swoją drużynę pierścienia. f

11,5

mln Polaków

oglądało w TVP, jak Kamil Stoch zdobywa złoty medal w Soczi

Więcej o: