Soczi 2014. Sidney Crosby wraca po złoto, choć był już w piekle

Dla Kanadyjczyków jest hokejowym bogiem. Cztery lata temu w Vancouver zdobył decydującego o złotym medalu olimpijskim gola w finale z USA. Od tamtej pory Sidney Crosby, najlepszy współczesny kanadyjski hokeista, przeszedł drogę z nieba do piekła i z powrotem. Reprezentacja Kanady pierwszy mecz zagra w czwartek z Norwegią.
Gdy medal igrzysk w Vancouver zawisł na szyi Crosby'ego, przyszłość 22-letniego wtedy kanadyjskiego hokeisty wydawała się tak samo jasna jak blask złotego krążka. Był już nie tylko mistrzem olimpijskim, ale zdobył także Puchar Stanleya z Pittsburgh Penguins i miał na swoim koncie najważniejsze indywidualne nagrody w NHL: dla najlepszego zawodnika ligi i najskuteczniejszego strzelca.

Czas mroku w życiu Crosby'ego zaczął się niedługo potem - w styczniu 2011 r. Wtedy w ciągu kilku dni doznał dwóch wstrząśnień mózgu po brutalnych atakach rywali. Leczenie trwało bardzo długo. Crosby cierpiał na chroniczne bóle i zawroty głowy. Nie mógł skupić się na czytaniu i oglądać telewizji z powodu nadwrażliwości na jaskrawe światło i hałas. Do gry wrócił w listopadzie 2011, ale okazało się, że przedwcześnie. W ciągu dwóch sezonów (2011/12 i 2012/13) zagrał w zaledwie 58 ze 130 meczów swojej drużyny. W czasie jego rekonwalescencji niejeden ekspert ostrzegał kibiców, że nawet jeśli Crosby wróci do gry, może nie być już tak błyskotliwym graczem jak przed kontuzją.

Obawy okazały się przesadzone. 7 stycznia tego roku nazwisko Crosby'ego znów pojawiło się na pierwszym miejscu wśród najskuteczniejszych zawodników ligi. Ten sezon ma znakomity, a jego drużyna przewodzi w Konferencji Wschodniej NHL. Przy nominacji olimpijskiej drużyny Kanady nie było więc wątpliwości, że to Crosby powinien być jej kapitanem.

Przy całym uwielbieniu, jakim obdarzają go Kanadyjczycy, hokeista pozostał takim samym skromnym i grzecznym chłopakiem z Nowej Szkocji, jakim był na początku zawodowej kariery, gdy jako 18-latek roznosił karnety na mecze kibicom Penguins. Unika blasku fleszy, nie wywołuje skandali, swoim postępowaniem nie daje pożywki tabloidom. I choć zarabia 13 milionów dolarów, prowadzi - jak sam mówi - normalne życie.