Soczi 2014. Majdić o Justynie: Złamanie boli, ale normalne treningi biegacza to też piekło

- Justyna sama najlepiej wie, czy biec dalej mimo złamania w stopie. Każdy sportowiec jest zżyty z bólem. Tak się zostaje mistrzem - mówi Petra Majdić, była biegaczka, dziś szefowa słoweńskiej misji olimpijskiej w Soczi. Justyna Kowalczyk mimo złamanej kości śródstopia zapowiada walkę na 10 km klasykiem. Relacja Z Czuba i na żywo w czwartek od 11.


Kulisy kariery Justyny Kowalczyk i historia biegów narciarskich w jednej książce. Przeczytaj >>

Paweł Wilkowicz: Justyna Kowalczyk wie już, że ma złamaną kość śródstopia, ale nie ma zamiaru rezygnować z następnych olimpijskich biegów. Pani cztery lata temu w Vancouver zdobyła medal w sprincie ze złamanymi żebrami po upadku na treningu. Pani też zarzucano, że to niemądre, nie ma co ryzykować?

Petra Majdić: Ja nie wiedziałam, że biegnę z pięcioma złamanymi żebrami. Justyna wie, że ma złamaną kość, i musi zadecydować. Ale o ile wiem, leczenie trwa już od trzech tygodni, może jest na tyle dobrze, że nie ma obaw. Ja nie mogę nikomu powiedzieć, że robi mądrze albo niemądrze. Justyna jest sportsmenką ze szczytu, zna swoje ciało.

Czyli pani w momencie biegu nie wiedziała o złamaniu żeber? Inaczej to zapamiętaliśmy - że od razu były badania.

- Były. USG, a ono złamania kości nie pokaże. Mogliśmy tylko zobaczyć, jak jest z mięśniami. I dostałam zgodę kanadyjskiego lekarza na start. O złamaniach dowiedziałam się dopiero po sprincie, gdy zostałam wysłana do szpitala. Czułam się coraz gorzej, nie było już wyjścia. Tam rentgen pokazał dwa złamane żebra, a następne badanie - kolejne trzy. Nie dam Justynie żadnych rad, musi sama zdecydować.

Ja nawet nie pytałem o radę dla niej, tylko o pani wspomnienia. Co czuje sportowiec, gdy coś takiego dzieje się przed najważniejszymi biegami czterolecia i gdy trzeba biec z bólem?

- Boli, ale przecież my tak straszny ból znamy też z treningów, gdy nic nie jest złamane. Treningi w biegach narciarskich są brutalne dla ciała, jeśli nie wejdziesz za granicę bólu, nie zrobisz postępu. Sportowiec jest zżyty z bólem. Tak zostajesz zwycięzcą, mistrzem. I Justyna też to świetnie zna.

Justyna biega ze znieczuleniem, pani też tak wówczas startowała w sprincie. Ale i tak bolało?

- Uf, jeszcze jak. Bezlitosny ból. Ale cały czas sobie powtarzałam: "Przetrwałaś jesień, czas najstraszniejszych treningów. Piekło. Chcesz, żeby to poszło na marne? Cała jesień cierpień?". Tam na igrzyskach ból był straszniejszy, ale przynajmniej krótszy. A wiedziałam, że następnej szansy na olimpijski medal już w karierze nie dostanę. Trzymam kciuki za Justynę. A jutro za Sylwię Jaśkowiec w sprincie [Majdić jest partnerką życiową trenera polskiej kadry Ivana Hudaca - red.].

Myśli pani, że Marit Bjoergen uda się tutaj zebrać kilka złotych medali? Cztery, pięć?

Niestety, tak. Mam nadzieję, że stanie się inaczej, że znajdzie się godna jej rywalka, trzymam kciuki za Charlotte Kallę, za inne dziewczyny. Ale Bjoergen jest tak bystra na trasie i tak doświadczona, że na pewno może zebrać kilka złotych medali.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone