Soczi 2014. Rywale o Stochu: Czapki z głów!

:
-
Kamil Stoch we wspaniałym stylu zwyciężył w niedzielę w konkursie na normalnej skoczni w Soczi. Rywale polskiego skoczka nie kryją uznania dla mistrza olimpijskiego. - Dostaliśmy od niego lekcję już w Willingen, teraz to samo zrobił w Soczi - opowiada srebrny medalista, Słoweniec Peter Prevc.
Słoweńska prasa chwali Petera Prevca, nazywając go "srebrnym orłem". Wskazuje też na klęskę Austriaków na olimpijskiej skoczni (najlepszy z nich, Thomas Diethart, był czwarty) i podkreśla, że ze Stochem nie wygrałby nikt. Przez prasowe tytuły przewija się słowo: "nepremagljivi" - niezwyciężony.

- Kamil Stoch skakał w innej lidze? - zapytał Prevca dziennikarz "Dnevnika".

- W zeszłym tygodniu dostaliśmy od niego lekcję podczas Pucharu Świata w Willingen [Stoch wygrał tam oba konkursy - red.], teraz to samo stało się w Soczi. Chylę czoła przed taką serią niesamowitych skoków. Czapki z głów! To niesamowite, co on robi, można się tylko na nim wzorować.

Austriacki "Der Standard" pisze, że w Turnieju Czterech Skoczni Stoch nie podołał roli faworyta, ale na igrzyskach olimpijskich już w pierwszym konkursie pokazał, co potrafi. Powtórzył sukces Wojciecha Fortuny z 1972 roku z Sapporo i dokonał tego, co nie udało się "wielkiemu małemu" Adamowi Małyszowi, który trzykrotnie podczas IO musiał zadowolić się srebrem.

- Udowodnił, że nawet na mniejszej skoczni można oddawać tak dalekie skoki i zwyciężać z taką przewagą - komplementował Stocha 22-letni Diethart. Austriak zapowiedział też rewanż na większym obiekcie.

- Tylko Stoch potrafił oddać dwa idealne skoki. Ale odkujemy się! - wtórował koledze Michael Hayboeck, który w niedzielę był piąty.

Inny austriacki dziennik, "Kurier", pisze, że tym złotem Stoch wreszcie wyszedł z cienia Małysza.

- Pierwsza myśl była taka, że skoczyłem za krótko - opowiadał w "Aftenposten" o drugiej serii brązowy medalista, Norweg Anders Bardal. - Potem zdałem sobie sprawę, że straciłem srebro. Ale nie ma co się zastanawiać, wyszło dobrze.

Gazeta komentuje, że ze Stochem nikt nie miał najmniejszych szans.

Szwajcar Simon Ammann, dopiero 17. w konkursie, narzekał na skocznię.

- To pewne na sto procent: nie zaprzyjaźnię się z tą skocznią - mówił w rozmowie z "Blickiem" czterokrotny mistrz olimpijski. - Kamil Stoch? Skacze z taką swobodą jak ja w Vancouver.

Cóż, nie mielibyśmy nic przeciwko temu, żeby Polak powtórzył wyczyn Szwajcara sprzed czterech lat.