Soczi 2014. Justyna Kowalczyk znów ściga się z historią

Justyna Kowalczyk wbiegnie do trójki najbardziej utytułowanych polskich olimpijczyków w historii, jeśli na igrzyskach w Soczi choć raz stanie na podium. Czy takiej postaci można odmawiać medalowych szans? Mimo kontuzjowanej nogi i zakłóconego trybu przygotowań Kowalczyk o sukces powalczy już w pierwszym starcie. W sobotę o godz. 11 bieg łączony na 15 km (7,5 km stylem klasycznym + 7,5 km stylem dowolnym). Transmisja w TVP, relacja na żywo w Sport.pl
W 2006 roku Kowalczyk zdobyła swój pierwszy medal wielkich zawodów, zajmując trzecie miejsce w biegu na 30 km "łyżwą" na igrzyskach w Turynie. Dokonała tego w zaledwie osiem dni po starcie na 10 km stylem klasycznym, który zakończyła w namiocie medycznym, gdzie lekarze przywracali jej przytomność.

Zawsze mocna

To tam trener Aleksander Wierietielny pięścią i narciarskim kijem potraktował natrętnego operatora kamery. Sukces rodził się w bólach, ale już wtedy jasne było, że harda góralka z Kasiny własną krwią wpisze się do historii polskiego sportu.

Rok po Turynie Kowalczyk nie wywalczyła medalu mistrzostw świata w Sapporo, gdzie startowała z chorobą. Później już zawsze stawała na podium najważniejszych imprez.

W 2009 roku w Libercu została podwójną mistrzynią świata, zdobyła też brązowy medal. W 2011 roku z mistrzostw w Oslo przywiozła dwa srebra i brąz, przegrywając w norweskiej świątyni narciarstwa klasycznego z zawodniczkami gospodarzy. Przed rokiem w Val di Fiemme wywalczyła tylko jedno srebro, znów znajdując się w cieniu Marit Bjoergen i Theresy Johaug.



Wtedy najlepszym potwierdzeniem dominacji Norweżek był ich popis w biegu łączonym. Bjoergen, Johaug, Heidi Weng i Kristin Stoermer Steira uciekły Polce, skazując ją na dopiero piąte miejsce.

W sobotę to właśnie one, Kowalczyk i Charlotte Kalla, będą głównymi kandydatkami do podium.

Szwedkę brać pod uwagę w kontekście medalowej walki każą jej wyniki osiągane tej zimy w biegach stylem klasycznym (drugie miejsce na 10 km w Lillehammer i trzecie w Toblach). Bo jeśli w pierwszej części sobotniego startu jej "klasyk" nie zawiedzie, w finałowej, "łyżwowej" części mistrzyni olimpijska w takiej specjalności z Vancouver może być nawet najlepsza. Ale na trudnej trasie również gorsza technicznie za to zawsze mocna fizycznie Polka nie będzie bez szans.

Cztery lata temu łączony bieg igrzysk wygrała Bjoergen przed Anną Haag (teraz zabraknie jej na starcie) i Kowalczyk. Chcielibyśmy, żeby i tym razem podium było norwesko-szwedzko-polskie, a nie wyłącznie norweskie.

Dwa medale dla Kowalczyk? Raczej sześć dla Bjoergen

Kiedy cztery lata temu Kowalczyk zdobywała po jednym olimpijskim medalu w każdym kolorze, nie brakowało takich, którzy kręcili nosami. Teraz podobnych osiągnięć życzą Polce tylko najwięksi optymiści.

Bukmacherzy są przekonani, że naszej mistrzyni nie stać na powtórzenie wyniku z Vancouver. Najlepiej widać to w ofercie polskiej firmy Fortuna, według której podopieczna Wierietielnego wyjedzie z Soczi z jednym krążkiem (za bieg na 10 km "klasykiem). Kurs na to wynosi 1,9. Bardziej prawdopodobne niż dwa medale Kowalczyk (kurs 3), nie mówiąc o trzech (kurs 10) jest, że Bjoergen zdobędzie je w każdej z sześciu konkurencji (kurs 2,85).

Prawda jest taka, że i jeden medal naszej biegaczki przyjąć powinniśmy z zadowoleniem. Kowalczyk ma bowiem problem z kontuzjowaną lewą stopą, a do igrzysk szykowała się inaczej niż do ostatnich wielkich imprez - rezygnując ze startu w Tour de Ski.

Ale nasza mistrzyni nie jest minimalistką, a w im trudniejszej sytuacji się znajduje, tym mocniej walczy. Dlatego na trudnych trasach w Soczi możemy spodziewać się po niej wszystkiego, co najlepsze.

Jeśli w sobotę sprawi niespodziankę i wbiegnie na podium, zdobędzie swój piąty medal igrzysk w karierze. Wtedy na liście polskich multimedalistów olimpijskich znajdzie się tylko za Ireną Szewińską, która na podium igrzysk stawała siedem razy, a u boku Jerzego Pawłowskiego, który dokonał tego pięciokrotnie.

Przed rozpoczęciem rywalizacji w Soczi Kowalczyk jest jedną z sześciu wielkich postaci polskiego sportu, które zdobyły co najmniej cztery medale olimpijskie (listę uzupełniają Robert Korzeniowski, Witold Woyda i Adam Małysz, którzy - jak Kowalczyk - wywalczyli na igrzyskach po cztery medale). To już wystarczający dowód klasy biegaczki. A że Kowalczyk ciągle chce się z historią ścigać, my ciągle chcemy ten wyścig oglądać.

Biegnie sześć medalistek:

Na liście 61 zawodniczek (wśród nich poza Kowalczyk są jeszcze trzy Polki - Paulina Maciuszek, Kornelia Kubińska i Agnieszka Szymańczak) zgłoszonych do sobotniego skiathlonu znalazło się sześć pań, które w tej specjalności zdobyły choć jeden medal wielkiej imprezy. Oto one:

Marit Bjoergen 3 złota - 0 sreber - 1 brąz (złoto IO 2010, złoto MŚ 2013, złoto MŚ 2011, brąz MŚ 2005)

Justyna Kowalczyk 1-1-1 (złoto MŚ 2009, srebro MŚ 2011, brąz IO 2010)

Kristin Stoermer Steira 0-1-2 (srebro MŚ 2009, brąz MŚ 2007, brąz MŚ 2005)

Therese Johaug 0-1-1 (srebro MŚ 2013, brąz MŚ 2011)

Heidi Weng 0-0-1 (brąz MŚ 2013)

Aino-Kaisa Saarinen 0-0-1 (brąz MŚ 2009)

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

To jeszcze Soczi czy już Pandora? Bajkowe otwarcie igrzysk i od razu... duża wpadka [ZDJĘCIA]