Soczi. 2014. Waśkiewicz: Żałuję, że Sikora już nie wystartuje

- Żałuję, że nie zmusiłem Tomka, żeby kontynuował karierę do igrzysk w Soczi. W sensie podejścia do sportu Sikora nie był gorszym zawodnikiem niż Ole Einar Bjoerndalen - mówi Zbigniew Waśkiewicz. Szef Polskiego Związku Biathlonowego i wiceprezes PKOl przyznaje, że nasi biathloniści będą w Soczi tłem dla najlepszych, ale dużo obiecuje sobie po startach biathlonistek. Sprint panów w sobotę o godz. 15.30, sprint pań w niedzielę o tej samej porze. Transmisje w TVP, relacje na żywo w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Bez Tomasza Sikory polski męski biathlon nie istnieje. Po co więc do Soczi pojechało aż pięciu zawodników?

Zbigniew Waśkiewicz: Oczywiście mam świadomość, że dla niektórych wyjazd na igrzyska to spora nagroda, bo wynikami nie pokazali, że zasługują na taki start. Ale wierzę, że to inwestycja w tych ludzi. W biathlonie nie ma wielkich pieniędzy, nagród. Dlatego pozwalając im jechać na igrzyska, chcemy ich zmotywować do jeszcze cięższej pracy. A też powiedzmy sobie szczerze - w Soczi może być łatwiej o przyzwoity wynik niż w zawodach Pucharu Świata, gdzie startuje po siedmiu Niemców, Norwegów itd.

Na jakie wyniki Krzysztofa Pływaczyka, Łukasza Szczurka, Rafała Lepela, Grzegorza Guzika i Łukasza Słoniny [ten ostatni w sobotę nie wystartuje] pan liczy?

- W sztafecie mieszanej, gdzie z dwiema dziewczynami wystartują najpewniej Pływaczyk i Szczurek, liczę na miejsce w pierwszej dziesiątce. To byłby świetny wynik, a jest w miarę realny, bo ta sztafeta była 10. na ubiegłorocznych mistrzostwach świata. Jak wszystko się poukłada, to dziewczyny mogą przyprowadzić zespół nawet na pierwszym miejscu, a panowie mogą to później przyzwoicie pociągnąć. W startach indywidualnych nie liczę na nadzwyczajne wyniki. Nie ukrywam, że dobrym rezultatem będzie każde wejście Polaka do trzydziestki. To dotyczy głównie Pływaczyka i Szczurka. Chciałbym, żeby nasi pozostali zawodnicy zaprezentowali się godnie. Nie wierzę, że wejdą do dziesiątki czy dwudziestki, ale chciałbym, żeby byli w górnej połowie stawki i żeby ich straty do najlepszych nie były ogromne. Mają zaprezentować się tak, żeby sami nie wstydzili się swoich startów i żebyśmy mogli powiedzieć, że pojechali po naukę, a nie na wycieczkę.

Wyobraża pan sobie, jak ciężkie chwile przeżywaliby Pływaczyk i Szczurek, gdyby po połowie rywalizacji sztafet mieszanych Polska rzeczywiście była na pierwszym miejscu, a po ich starcie tylko pod koniec pierwszej dziesiątki?

- Tak to wygląda w zespołowych startach, że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy. Na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Novym Meście dziewczyny przyprowadziły sztafetę na trzecim miejscu, a panowie walczyli, żeby utrzymać się jak najbliżej czołówki. Zrobili, co mogli i nikt ze środowiska nie miał do nich pretensji. Oczywiście może być lepiej, w biathlonie wyniki bywają różne. Najlepiej dowiodły tego poprzednie igrzyska. W Vancouver Tomek Sikora trafił taką pogodę, że przez śnieg i sprint, i pościg, i w końcu całe igrzyska miał z głowy. A niektórzy panowie mieli szczęście i pozdobywali medale, choć nikomu do głowy nie przychodziło, że ich na to stać. Tylko żeby było jasne - nie wierzę, że nagle nasi zawodnicy zostaną aż takimi szczęściarzami. Pamiętajmy, że tylko dwaj z nich przygotowywali się z finansowaniem, a reszta trenowała w klubach. W tej trójce są zawodnicy, którzy pracowali fizycznie, żeby zarobić na przygotowania do igrzysk. Od nich nie można oczekiwać, że nagle będą walczyli o medale. Trenują profesjonalnie w sensie metod treningowych, ale jednak trochę są amatorami, skoro muszą zarobić na zgrupowanie. My im pomagaliśmy, na ile mogliśmy, ale nie byliśmy w stanie zapewnić im takich przygotowań, jakie przechodzą reprezentanci wielu innych państw.

Wspomniał pan Sikorę, który dziś jest już trenerem. Zaraz po Vancouver zapewniał pan, że nasz najlepszy biathlonista w historii w Soczi powalczy o medale. Teraz okazuje się, że nieśmiertelny jest tylko Ole Einar Bjoerndalen.

- Obaj z Tomkiem mamy niedosyt, że w Soczi go nie będzie. Żałuję, że go nie zmobilizowałem, a nawet nie zmusiłem, żeby wciąż trenował, a on żałuje, że trochę zbyt pochopnie zrezygnował, że się za wcześnie poddał. Oczywiście cieszę się, że mamy świetnego trenera młodzieży, wierzę, że on już przygotowuje swoich następców. Ale niedosyt jest, bo w sensie filozofii treningu i podejścia do sportu Tomek nie był gorszym zawodnikiem niż Bjoerndalen.

Sikora to jedyny w historii biathlonista z Polski, który wywalczył medal olimpijski. Krystyna Pałka, Monika Hojnisz, Weronika Nowakowska-Ziemniak albo Magdalena Gwizdoń nawiążą do jego srebra z Turynu? A może marzy się panu powtórka z ostatnich MŚ i dwa medale?

- Na pewno się marzy. Warunki, które wspólnie z Ministerstwem Sportu stworzyliśmy dziewczynom w ramach przygotowań do Soczi, były świetne. Nie wiem, czy coś mogliśmy zrobić lepiej. Zawodnicy z pozostałych dyscyplin mogli im pozazdrościć. Czasem sobie myślę, że skoro Magda wygrała Puchar Świata w Soczi w sprincie w zeszłym roku, to i w tym roku stać ją na to. I właśnie tak trzeba do sprawy podchodzić. Każdą z naszych czterech dziewczyn stać na medale. Jak trafią z formą, z dobrym smarowaniem i będą miały odrobinę szczęścia, to będziemy się cieszyć. Ale radości może też nie być, bo w Soczi wystartuje 96 biathlonistek, z czego aż 30 ma realne szanse na medale. Konkurencja będzie bardzo mocna. To jest sport, a zwłaszcza w biathlonie niespodzianki się zdarzają.

Nie martwi pana, że w bieżącym sezonie nasze zawodniczki nie osiągały sukcesów? Tylko jedno podium w Pucharze Świata wywalczyła trzecia w biegu pościgowym w Hochfilzen Pałka.

- Nie martwię się, bo ufam trenerowi Adamowi Kołodziejczykowi i jego planom treningowym. Przez cały sezon monitorowana była wydolność zawodniczek i wszystko ma wyglądać tak jak w ubiegłym roku, kiedy u Pałki i Hojnisz najwyższa forma przyszła w kluczowym momencie. U Magdy Gwizdoń były dwa tygodnie poślizgu, bo dwa tygodnie po mistrzostwach świata wygrała PŚ w Soczi. Cóż, to nie jest mechanika precyzyjna, tu się nie da idealnie ze wszystkim wstrzelić, ale wierzę, że najwyższa forma dziewczyn przyjdzie w czasie igrzysk. Zresztą po pierwszych udanych startach Krysi Pałki mówiłem, że trochę się martwię. To był grudzień. Gdyby wtedy miała wielką formę, nie mogłaby jej mieć też w lutym. W zeszłym roku mało kto się spodziewał, że forma przyjdzie, a przyszła. Wierzę, że teraz będzie tak samo i to już nie będzie niespodzianka. Przygotowania do głównej imprezy były nie powiem, że takie same, ale zrealizowane w bardzo podobnym cyklu, w tych samych miejscach i podobnych terminach. Nawet ze strzelaniem, którym tak często martwią się dziennikarze i kibice, jest lepiej. Zrobiliśmy analizy statystyczne, z których wynika, że trzy dziewczyny z naszej najlepszej czwórki strzelają lepiej niż w zeszłym roku. Pod każdym względem idziemy do przodu.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone