Sport.pl

Soczi 2014. Medal drużyny polskich skoczków w gęstej mgle

Słowenia, Niemcy, Polska - gdyby wyciągać wnioski z ostatnich konkursów, tak wyglądałoby podium igrzysk. To jednak wersja skrajnie optymistyczna dla Polski. Początek igrzysk w piątek 7 lutego, pierwszy konkurs skoków w niedzielę.
Brązowy zespół mistrzostw świata czeka w Soczi wielkie wyzwanie. Rok temu w Val di Fiemme w konkursie drużynowym Słoweńcy byli poza podium, dziś są w kosmicznej dyspozycji. W ostatni weekend w Willingen aż czterech lądowało w czołowej dziesiątce, gdyby przełożyć ich skoki na wyniki drużyny, byliby absolutnie poza zasięgiem. W sobotę suma not najlepszych Słoweńców (Damjan, Kranjec, Tepes, Prevc) wyniosła 1008,2 pkt, drudzy w tak stworzonej klasyfikacji Niemcy zdobyli 982,9 pkt. Na trzecim miejscu znaleźliby się Polacy z notą 932,5 pkt wyśrubowaną przez zwycięzcę konkursu Kamila Stocha.

Niedzielny konkurs wyglądał prawie tak samo. Prevc, Kranjec, Tepes i Damjan uzyskali w sumie 959,5 pkt, bijąc Niemców o 34 pkt! Na stronie FIS zapowiadającej rywalizację skoczków w Soczi napisano, że Słoweńcy wyglądają na zdecydowanych faworytów do złota. A przecież na dwóch ostatnich igrzyskach zwyciężali Austriacy, a Słoweńców w ogóle nie było na podium.

W tym sezonie Słoweńcy wygrali jednak oba konkursy drużynowe Pucharu Świata w Klingenthal i Zakopanem. Bili jak chcieli nawet Austriaków i to z Thomasem Morgensternem i Gregorem Schlierenzauerem w składzie (Klingenthal). Mimo wszystko w klasyfikacji Pucharu Narodów uwzględniającej tak drużynowe, jak i indywidualne konkursy, po 23 zawodach prowadzą Austriacy (3333 pkt), przed Niemcami (3237) i Słoweńcami (3184). Polacy (2629) są na czwartym miejscu, przed Japończykami (2040) i Norwegami (1758). Nie ma cienia wątpliwości, że te sześć nacji podzieli miejsca na podium 17 lutego w konkursie drużynowym w Soczi. Która pozycja przypadnie Polakom?

Stoch liderem, a reszta?

Poza wielką formą Stocha, forma pozostałych zawodników Łukasza Kruczka budzi wątpliwości. Najrówniej skakał ostatnio Maciej Kot, ale też nie rewelacyjnie. Jan Ziobro jest objawieniem sezonu w polskich skokach, wygrał konkurs w Engelbergu, ale w ostatnią niedzielę nie awansował do finałowej trzydziestki. Tak samo jak Piotr Żyła. Ten ostatni według zapowiedzi polskiego sztabu, miał grać w tym sezonie główne role, póki co, gra najwyżej drugoplanowe.

Dawid Kubacki, chociaż jest tylko rezerwowym, to akceptowalną formę uzyskał niedawno. Poza tym cała piątka, poza Stochem, będzie na igrzyskach debiutować. Nie wiadomo, czy ciężar imprezy jej nie przygniecie.

Powodów do trwogi nie ma, ale z optymizmem i oczekiwaniami trzeba bardzo uważać. W dwóch konkursach drużynowych skoczkowie Kruczka lądowali na czwartej pozycji. Trener eksperymentował ze składem, szczególnie w Zakopanem, gdzie nie wystawił do drużyny ani Żyły, ani Kota. Mimo wszystko Polakom bardzo zależało na sukcesie przed własną publicznością, ale Słoweńcy, Niemcy i Austriacy byli lepsi.

Austria to wielka niewiadoma

Austriacy startowali wtedy bez Morgensterna, który leczył się po koszmarnym upadku na mamucie Kulm. Wtedy wszyscy marzyli, by w ogóle wyzdrowiał, potem pojawiła się nadzieja, że wróci na skocznię, aż w końcu okazało się, iż jedzie do Soczi. Wygląda to jak cudowne, sportowe zmartwychwstanie, zwłaszcza że na Kulm miał drugi wypadek w tym sezonie.

Nikt, może poza trenerem Alexandrem Pointnerem, nie ma jednak pojęcia, w jakiej Morgenstern będzie formie. Na razie wiadomo, że trenuje, ale pierwszymi zawodami, w których wystartuje będzie niedzielny konkurs olimpijski. Do upadku na Kulm "Morgi" prezentował najrówniejszą formę z Austriaków, wygrał w Titisee-Neustadt, dzień przed pierwszym upadkiem, kiedy złamał palec. Startując z usztywnioną dłonią był drugi w Turnieju Czterech Skoczni.

Austriacy w ogóle przywożą do Soczi najwięcej tajemnic. Poza dyspozycją Morgensterna, niewiadoma jest forma Schlierenzauera, który uznał, że przed igrzyskami potrzebuje urlopu i od Zakopanego nie startował w PŚ. Bukmacherzy dają mu jednak na normalnej skoczni w Soczi takie same szanse jak Stochowi. Ich zdaniem ta dwójka podzieli między siebie złoto i srebro. Jeśli chodzi o konkurs drużynowy, wydaje się nieprawdopodobne, by Austriacy znaleźli się poza podium. To przecież w ostatnich latach zdecydowanie największa potęga w skokach.

Dziejowa misja Polaków

Wygląda więc na to, że drużynę Łukasza Kruczka czeka w Soczi dziejowa misja. Powalczenie ze Słoweńcami, Niemcami i Austriakami będzie piekielnie trudne. A jeszcze trzeba odeprzeć atak Norwegów i Japończyków, których poprowadzi niezniszczalny Noriaki Kasai. Norwegowie w ogóle nie wysłali do Willingen kadry olimpijskiej, kilka dni wcześniej Andres Jacobsen dał się sfotografować z nowymi wiązaniami, które mają mu zapewnić w Soczi wysokie loty. Skoki to także gra psychologiczna i wyścig sprzętowy. Cztery lata temu nowe wiązania przy nartach pomogły dominować w Vancouver Simonowi Ammannowi.

Konkurs drużynowy debiutował na igrzyskach w Calgary w 1988 r., Polacy pierwszy raz wystartowali 10 lat później. W Nagano Adam Małysz, Łukasz Kruczek, Wojciech Skupień i Robert Mateja zajęli ósme miejsce. Cztery lata później było szóste (Małysz, Mateja, Tomisław Tajner i Tomasz Pochwała), ale drużynę ciągnął do góry "Orzeł" z Wisły. W 2006 r. Biało-czerwoni byli już na piątym miejscu (Małysz, Mateja, Stoch, Stefan Hula). W Vancouver Mateję zastąpił Łukasz Rutkowski, ale Polacy spadli na szóstą pozycję. W Soczi można więc pierwszy raz marzyć o medalu drużyny. Czy skończy się na marzeniach?

Polska kadra na Soczi 2014 - zobacz, za kogo będziesz trzymać kciuki! Kliknij, aby obejrzeć galerię


Czy polscy skoczkowie zdobędą medal drużynowy?
Więcej o: